Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Monday, 24 October 2016

5 nawyków dla zdrowia i urody, które wcieliłam w życie

Praktycznie nigdy nie zwracałam uwagi na to, jaki prowadzę tryb życia, co jem i ile sypiam. Należę do osób, które spożywają to, na co mają ochotę i nie przejmują się nadprogramowymi kilogramami (których zresztą nigdy nie miałam). Nie potrafię sobie odmówić ciasta z kremem, mój odwyk od fast-foodów trwał niecałe 3 miesiące, a o większości tzw. superfoods informuje mnie moja mama. Brzmi tragicznie. 
To, jak wygląda nasz tryb życia w ogromnym stopniu wpływa na nasze samopoczucie, zdrowie czy wygląd cery. Od kilku miesięcy staram się zatem robić wszystko, by moje niezdrowe nawyki zostały wyparte tymi dobrymi. Jak? Zapraszam do czytania dalej.


1. Jem śniadania

  



Brzmi jak banał, ale uwierz, że przekonanie się do codziennego jedzenia śniadań zajęło mi kilka dobrych lat! Jeszcze do czasów liceum o to, czy przed wyjściem do szkoły zjadłam chociażby kanapkę, dbała moja mama, choć mnie już na sam widok jedzenia o godz. 7 rano robiło się niedobrze. Odkąd studiuję zostałam tak naprawdę skazana sama na siebie. Zjem- dobrze, nie zjem- nikt nie zauważy. I zdarzało się, że mój pierwszy posiłek zjadałam w okolicach godz. 12. Wiem- bardzo źle! ;)

Wiele się zmieniło w ostatnie wakacje, kiedy zaczęłam się odżywiać bardzo regularnie i zauważać tego pozytywne skutki. Wreszcie uwierzyłam, że śniadanie potrafi dodać mi energii na co najmniej kilka godzin od wstania z łóżka. Dlatego też bez względu na to, o której godzinie wstanę- jem śniadanie. 

Z racji tego, że niejedzenie śniadań nie jest dla mnie tak odległą przeszłością, doskonale pamiętam, jakie uczucie mi towarzyszyło, gdy wychodziłam gdzieś na czczo- burczenie w brzuchu, mroczki przed oczami, brak siły, trudności z koncentracją... . Więc jeśli danego dnia przez głowę przejdzie mi myśl: "a może by tak odpuścić sobie śniadanie?", za chwilę przywołuję się do porządku: "ej, przecież nie chcesz się źle czuć!".


2. Piję świeżo wyciskane soki

  


Myślę, że niewielu Polaków spożywa w ciągu roku tyle cytrusów, ile ja zjadłam ich w ciągu ostatnich miesięcy. Zdecydowanie należałabym do grupy osób rzadko jadających owoce i warzywa gdyby nie fakt, że pochłaniam je w niezliczonych ilościach w postaci świeżo wyciskanych soków. O ile latem częściej serwowałam sobie koktajle z owoców leśnych, tak jesienią wybieram cytrusy.

Niemal każdego dnia kupuję siatkę pomarańczy i grapefruitów. Dziennie wypijam 1 szklankę soku, na którą składa się 0,5 grapefriuta i 1,5 pomarańczy lub 1 grapefruit i 1 pomarańcza. Dla mnie przygotowanie takiego soku jest mniej pracochłonne, choć korzystam z ręcznej wyciskarki, niż obranie dwóch owoców, wydłubanie pestek itd.. Sok piję zazwyczaj po powrocie z uczelni lub po wysiłku fizycznym. 

Oprócz soku z owoców, bez względu na porę roku co najmniej raz w tygodniu kupuję świeże, jednodniowe soki marchewkowe. O tej porze smak soku marchwiowego pasuje mi najbardziej i też najrzadziej trafiam na gorzkie egzemplarze. Uwielbiam zabrać butelkę takiego soku w trasę i mieć wrażenie, że robię coś dobrego dla swojego organizmu.


3. Spożywam olej lniany tłoczony na zimno

  


Od trzech miesięcy piję 2 łyżki dziennie oleju lnianego. Do spożywania go zachęciły mnie pozytywne opinie innych osób, a przede wszystkim fakt, że w dobroczynny sposób wpływa on na gospodarkę hormonalną. Moją mamę, z kolei, do picia oleju lnianego przekonał fakt, że łagodzi on objawy menopauzy. Poza tym olej lniany posiada mnóstwo innych zalet, dla których warto rozważyć jego picie, takich jak: dobry wpływ na włosy, skórę i paznokcie, wysoka zawartość kwasów omega-3 itp.. 

Choć od rozpoczęcia kuracji olejem lnianym upłynęły ponad 3 miesiące, wciąż nie przyzwyczaiłam się do jego smaku, dlatego te 2 łyżki popijam dużą ilością wody z cytryną lub czymś zagryzam. Olej ten można również dodawać do sałatek, jednak nie można używać go do smażenia. 

Jakie efekty zauważyłam dzięki piciu oleju lnianego? Przy regularnym jego piciu (tj. w wakacje) miałam wrażenie, że moje paznokcie rosną z prędkością światła, co nie do końca mi się podobało ;). Innymi efektami są: lepsze samopoczucie a przede wszystkim- odporność! Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam katar, choć wokół mnie wiele osób narzeka na przeziębienie czy grypę. Na szczęście mnie to nie dotyczy i zasługę tę w całości przypisuję spożywaniu oleju lnianego. Każdego roku, wraz z rozpoczęciem roku akademickiego łapało mnie mniejsze/większe choróbsko, a w tym roku- nic! Oby tak dalej! ;)  

Inny efekt spożywania oleju lnianego? Znaczne ograniczenie wypadania włosów, z którym zawsze miałam problemy. Dawniej każde zanurzenie szczotki we włosach kończyło się garścią utraconych włosów, obecnie- jednorazowo wypadają mi 2-3 włosy. 

Olej lniany kupuję w zaufanym sklepie zielarskim, gdzie przechowywany jest w zaciemnionym i zimnym miejscu- w lodówce (to ważne!). Tak też przechowuję go w domu. Jedna buteleczka oleju, tj. 250 ml, wystarcza mi na ok. 1 miesiąc i kosztuje 15 zł. Terminy przydatności tych olejów są bardzo krótkie (2 miesiące), dlatego warto spożywać je regularnie i kupować mniejsze butelki.  


4. Uprawiam sport

  


Na ten temat już wkrótce pojawi się osoby wpis na blogu.

Nie codziennie, aczkolwiek na miarę moich możliwości staram się być aktywna fizycznie. W miesiącach sierpień-wrzesień były to regularne marszo-biegi, zumba, jazda na rowerze, mini-siłownia na świeżym powietrzu itp., a od początku października są to: marszo-biegi, fitness i ćwiczenia w domu. 

Nigdy nie lubiłam się męczyć i pocić w czasie uprawiania sportu, a przebiegnięcie 600 m na WF-ie porównywałam do pokonania maratonu. Odkąd moja aktywność fizyczna jest na wyższym poziomie niż przed laty, inaczej patrzę na takie kwestie jak zmęczenie i zakwasy, na które skarżę się coraz rzadziej. Choć po każdym wysiłku towarzyszy mi zmęczenie, tak w perspektywie długoterminowej mam o wiele więcej energii niż dotychczas. Uprawianie danej dyscypliny pozwala mi też na jakiś czas zapomnieć o problemach czy wiszących obowiązkach. Dlatego polecam ruszenie tyłka z kanapy, nawet w taką pogodę jak dzisiaj. 


5. Piję pokrzywę i czystek

  


To jedne z tych rzeczy, o których istnieniu i właściwościach poinformowała mnie moja mama. Czystek do swojej diety włączyłam już w zeszłym roku. Od kilku miesięcy piję go naprzemiennie z pokrzywą.

Oba napary zdecydowałam się pić ze względu na ich korzystne działanie na urodę i cały organizm. Ponadto regularne picie czystka może przyczynić się do zmniejszenia aktywności trądziku i to właśnie ten fakt do jego spożywania przekonał mnie najbardziej. Czy w tej kwestii zauważyłam efekty? Początkowo twarz faktycznie zaczęła się oczyszczać, teraz jednak efekty nie są już dla mnie tak spektakularne. 

Staram się pić oba napary codziennie, co najmniej po 1 szklance każdego. Wielu osobom może nie pasować ich smak, choć ja nie miałam problemu z piciem pokrzywy i czystka praktycznie od samego początku. W tej chwili z powodzeniem zastępują u mnie herbatę. 

Co ciekawe, w przypadku czystka, z jednej porcji ziół można zrobić napar nawet trzykrotnie. Jest on zatem bardzo wydajny, ale ostrzegam- jest również moczopędny! ;).

A jakie są Wasze zdrowe nawyki? Na odpowiedzi czekam w komentarzu ;).

No comments:

Post a Comment

Spodobał Ci się post? Skomentuj...

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję :)