Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Monday, 31 October 2016

Nowości i ulubieńcy kosmetyczni października. Balmi, Nacomi, Batiste

Tej serii na Distinguish Yourself jeszcze nie było. Dziś zatem nowości i ulubieńcy kosmetyczni października- balsam do ust Balmi, peeling do twarzy Nacomi i suchy szampon Batiste. 


Balsam do ust Balmi

  

Balsam do ust Balmi. SuperPharm, cena: ok. 20 zł/7 g
Długo szukałam kosmetyku do pielęgnacji ust, który poskromi moje suche skórki, z którymi walczę niemal od zawsze. To już moje drugie opakowanie balsamu tej marki i bardzo się cieszę, że nie dałam się zwieść niepochlebnym opiniom, zamieszczonym w internecie, na temat tego kosmetyku. To zdecydowanie mój ulubieniec w pielęgnacji ust, zwłaszcza o tej porze roku, dlatego odkąd się poznaliśmy- nie rozstajemy się ze sobą.

Balsam zamknięty jest w opakowaniu w kształcie sześcianu, który można przypiąć do torebki lub kluczy. Zdecydowanie najbardziej urzekł mnie intensywny zapach kosmetyku. W swojej kosmetyczce posiadam wersje: truskawkową- moją ulubioną- (w moim odczuciu przypominającą jednak bardziej gumę balonową) i kokosową.

Niemniej ważny od zapachu jest dla mnie efekt nawilżenia ust. Balsam nakładam kilka razy dziennie oraz wieczorem (grubszą warstwę, by miała szansę zadziałać w nocy). Po całonocnej kuracji usta zdecydowanie wyglądają lepiej, suche skórki są widoczne, w dodatku balsam wciąż jest wyczuwalny, dzięki czemu mam pewność, że przez noc nie wytarł się w poduszkę.

W swoim składzie balsam zawiera olejek Jojoba, masło Shea oraz filtr SPF 15, który chroni usta przed promieniowaniem UVA i UVB. Wiele osób skarży się jednak na zawartość w składzie parafiny, ale akurat w tym przypadku mi ona nie przeszkadza.

Niestety w pięknej kostce tkwi pewien minus, o którym przekonałam się dosyć szybko po zakupie pierwszego opakowania balsamu- lubi się psuć, co utrudnia wygodę użycia balsamu w terenie. Nauczona na błędach, z drugim opakowaniem obchodzę się dużo delikatniej, dzięki czemu służy mi już od dwóch miesięcy bez zarzutu.

Warto polować na promocję tego balsamu w SuperPharm, by kupić go za ok. 10 zł.

Peeling do twarzy Nacomi. Domowa mikrodermabrazja

  

"Peeling z ekstraktem roślinnym o właściwościach zabiegu mikrodermabrazji z salonu kosmetycznego. Peeling po spotkaniu z wodą zmienia się w krem. Dzięki temu cenne olejki pozostają na skórze, nie pozostawiając tłustej warstwy! Skóra po peelingu jest wyraźnie wygładzona. Peeling reguluje wydzielanie sebum przez skórę i zapobiega powstawaniu wyprysków."
Peeling do twarzy Nacomi. Domowa mikrodermabrazja. Hebe- cena: ok. 20 zł/75 ml
Jedna z październikowych nowości w mojej kosmetyczce. Jeśli szukacie bardzo drobnoziarnistego peelingu do twarzy (trądzikowej, mieszanej bądź tłustej) o naturalnym składzie- myślę, że to coś dla Was!
Na czołowych miejscach znajdują się m.in. olej z pestek winogron, korund, olej ze słodkich winogron, olejek jojoba i inne (ekstrakt z kakaowca, skrzypu polnego czy pokrzywy).

Kosmetyk ma delikatny, lekko cytrusowy zapach. Po połączeniu z wodą, zgodnie z zapewnieniami producenta, kosmetyk zmienia swoją konsystencję ze zbitej w łatwą do rozprowadzenia na twarzy. Po wykonaniu krótkiego masażu, peeling pozostawia się na twarzy jeszcze przez ok. 5 minut.

W przypadku tego kosmetyku potwierdza się reguła, że peeling nie musi mieć grubych, ostrych ziarenek, by skóra po jego zmyciu była oczyszczona, nawilżona, przyjemna w dotyku i rozświetlona, a takie efekty zauważyłam zaledwie po kilku użyciach tego drobnoziarnistego peelingu. Efekt faktycznie jest porównywalny do tego, który osiąga się w gabinecie kosmetycznym. Ponadto jeszcze na długo po zmyciu kosmetyku ma się wrażenie, że olejki w nim zawarte, pozostały na twarzy.

Peeling ten należy stosować regularnie, 2-3 razy w tygodniu. Ponadto producent zaleca zachowanie ostrożności- im cieńsza warstwa skóry, tym wykonywany masaż powinien być delikatniejszy.

Markę tę poznałam dzięki mojej koleżance. Jestem pewna, że to nie będzie mój ostatni kosmetyk i już myślę nad zakupem kolejnych.

Suchy szampon do włosów Batiste. Eden   

  

Suchy szampon Batiste, Eden. Hebe, cena ok. 13 zł/szt.
O tym, że zdarza mi się używać suchego szamponu, zwłaszcza drugiego dnia od ostatniego mycia włosów, nikomu mówić nie muszę. Uwielbiam suche szampony Batiste i używam wyłącznie tej marki od kilku dobrych lat, bo w moim przypadku sprawdza się najlepiej.

Wypróbowałam mnóstwo wersji i zapachów Batiste, jednak pozostaję wierna wersjom, których zadaniem jest wyłącznie odświeżenie włosów, bez dodatkowych efektów, jak np. maksymalne zwiększenie objętości (XXL Volume).

Uwielbiam testować nowe zapachy, więc niemal za każdym razem wybieram inny. W październiku kupiłam z limitowanej edycji szampon- Eden- o dosyć słodkim, ale przyjemnym zapachu melona i wiciokrzewu, który, według mnie, idealnie sprawdzi się jesienią. Według mnie to jeden z ładniejszych zapachów suchych szamponów Batiste, dlatego dzielę się nim z Wami.

Koniecznie dajcie znać, czy znacie moich kosmetycznych ulubieńców października i które kosmetyki w tym miesiącu zdobyły Wasze serca!

Monday, 24 October 2016

5 nawyków dla zdrowia i urody, które wcieliłam w życie

Praktycznie nigdy nie zwracałam uwagi na to, jaki prowadzę tryb życia, co jem i ile sypiam. Należę do osób, które spożywają to, na co mają ochotę i nie przejmują się nadprogramowymi kilogramami (których zresztą nigdy nie miałam). Nie potrafię sobie odmówić ciasta z kremem, mój odwyk od fast-foodów trwał niecałe 3 miesiące, a o większości tzw. superfoods informuje mnie moja mama. Brzmi tragicznie. 
To, jak wygląda nasz tryb życia w ogromnym stopniu wpływa na nasze samopoczucie, zdrowie czy wygląd cery. Od kilku miesięcy staram się zatem robić wszystko, by moje niezdrowe nawyki zostały wyparte tymi dobrymi. Jak? Zapraszam do czytania dalej.


1. Jem śniadania

  



Brzmi jak banał, ale uwierz, że przekonanie się do codziennego jedzenia śniadań zajęło mi kilka dobrych lat! Jeszcze do czasów liceum o to, czy przed wyjściem do szkoły zjadłam chociażby kanapkę, dbała moja mama, choć mnie już na sam widok jedzenia o godz. 7 rano robiło się niedobrze. Odkąd studiuję zostałam tak naprawdę skazana sama na siebie. Zjem- dobrze, nie zjem- nikt nie zauważy. I zdarzało się, że mój pierwszy posiłek zjadałam w okolicach godz. 12. Wiem- bardzo źle! ;)

Wiele się zmieniło w ostatnie wakacje, kiedy zaczęłam się odżywiać bardzo regularnie i zauważać tego pozytywne skutki. Wreszcie uwierzyłam, że śniadanie potrafi dodać mi energii na co najmniej kilka godzin od wstania z łóżka. Dlatego też bez względu na to, o której godzinie wstanę- jem śniadanie. 

Z racji tego, że niejedzenie śniadań nie jest dla mnie tak odległą przeszłością, doskonale pamiętam, jakie uczucie mi towarzyszyło, gdy wychodziłam gdzieś na czczo- burczenie w brzuchu, mroczki przed oczami, brak siły, trudności z koncentracją... . Więc jeśli danego dnia przez głowę przejdzie mi myśl: "a może by tak odpuścić sobie śniadanie?", za chwilę przywołuję się do porządku: "ej, przecież nie chcesz się źle czuć!".


2. Piję świeżo wyciskane soki

  


Myślę, że niewielu Polaków spożywa w ciągu roku tyle cytrusów, ile ja zjadłam ich w ciągu ostatnich miesięcy. Zdecydowanie należałabym do grupy osób rzadko jadających owoce i warzywa gdyby nie fakt, że pochłaniam je w niezliczonych ilościach w postaci świeżo wyciskanych soków. O ile latem częściej serwowałam sobie koktajle z owoców leśnych, tak jesienią wybieram cytrusy.

Niemal każdego dnia kupuję siatkę pomarańczy i grapefruitów. Dziennie wypijam 1 szklankę soku, na którą składa się 0,5 grapefriuta i 1,5 pomarańczy lub 1 grapefruit i 1 pomarańcza. Dla mnie przygotowanie takiego soku jest mniej pracochłonne, choć korzystam z ręcznej wyciskarki, niż obranie dwóch owoców, wydłubanie pestek itd.. Sok piję zazwyczaj po powrocie z uczelni lub po wysiłku fizycznym. 

Oprócz soku z owoców, bez względu na porę roku co najmniej raz w tygodniu kupuję świeże, jednodniowe soki marchewkowe. O tej porze smak soku marchwiowego pasuje mi najbardziej i też najrzadziej trafiam na gorzkie egzemplarze. Uwielbiam zabrać butelkę takiego soku w trasę i mieć wrażenie, że robię coś dobrego dla swojego organizmu.


3. Spożywam olej lniany tłoczony na zimno

  


Od trzech miesięcy piję 2 łyżki dziennie oleju lnianego. Do spożywania go zachęciły mnie pozytywne opinie innych osób, a przede wszystkim fakt, że w dobroczynny sposób wpływa on na gospodarkę hormonalną. Moją mamę, z kolei, do picia oleju lnianego przekonał fakt, że łagodzi on objawy menopauzy. Poza tym olej lniany posiada mnóstwo innych zalet, dla których warto rozważyć jego picie, takich jak: dobry wpływ na włosy, skórę i paznokcie, wysoka zawartość kwasów omega-3 itp.. 

Choć od rozpoczęcia kuracji olejem lnianym upłynęły ponad 3 miesiące, wciąż nie przyzwyczaiłam się do jego smaku, dlatego te 2 łyżki popijam dużą ilością wody z cytryną lub czymś zagryzam. Olej ten można również dodawać do sałatek, jednak nie można używać go do smażenia. 

Jakie efekty zauważyłam dzięki piciu oleju lnianego? Przy regularnym jego piciu (tj. w wakacje) miałam wrażenie, że moje paznokcie rosną z prędkością światła, co nie do końca mi się podobało ;). Innymi efektami są: lepsze samopoczucie a przede wszystkim- odporność! Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam katar, choć wokół mnie wiele osób narzeka na przeziębienie czy grypę. Na szczęście mnie to nie dotyczy i zasługę tę w całości przypisuję spożywaniu oleju lnianego. Każdego roku, wraz z rozpoczęciem roku akademickiego łapało mnie mniejsze/większe choróbsko, a w tym roku- nic! Oby tak dalej! ;)  

Inny efekt spożywania oleju lnianego? Znaczne ograniczenie wypadania włosów, z którym zawsze miałam problemy. Dawniej każde zanurzenie szczotki we włosach kończyło się garścią utraconych włosów, obecnie- jednorazowo wypadają mi 2-3 włosy. 

Olej lniany kupuję w zaufanym sklepie zielarskim, gdzie przechowywany jest w zaciemnionym i zimnym miejscu- w lodówce (to ważne!). Tak też przechowuję go w domu. Jedna buteleczka oleju, tj. 250 ml, wystarcza mi na ok. 1 miesiąc i kosztuje 15 zł. Terminy przydatności tych olejów są bardzo krótkie (2 miesiące), dlatego warto spożywać je regularnie i kupować mniejsze butelki.  


4. Uprawiam sport

  


Na ten temat już wkrótce pojawi się osoby wpis na blogu.

Nie codziennie, aczkolwiek na miarę moich możliwości staram się być aktywna fizycznie. W miesiącach sierpień-wrzesień były to regularne marszo-biegi, zumba, jazda na rowerze, mini-siłownia na świeżym powietrzu itp., a od początku października są to: marszo-biegi, fitness i ćwiczenia w domu. 

Nigdy nie lubiłam się męczyć i pocić w czasie uprawiania sportu, a przebiegnięcie 600 m na WF-ie porównywałam do pokonania maratonu. Odkąd moja aktywność fizyczna jest na wyższym poziomie niż przed laty, inaczej patrzę na takie kwestie jak zmęczenie i zakwasy, na które skarżę się coraz rzadziej. Choć po każdym wysiłku towarzyszy mi zmęczenie, tak w perspektywie długoterminowej mam o wiele więcej energii niż dotychczas. Uprawianie danej dyscypliny pozwala mi też na jakiś czas zapomnieć o problemach czy wiszących obowiązkach. Dlatego polecam ruszenie tyłka z kanapy, nawet w taką pogodę jak dzisiaj. 


5. Piję pokrzywę i czystek

  


To jedne z tych rzeczy, o których istnieniu i właściwościach poinformowała mnie moja mama. Czystek do swojej diety włączyłam już w zeszłym roku. Od kilku miesięcy piję go naprzemiennie z pokrzywą.

Oba napary zdecydowałam się pić ze względu na ich korzystne działanie na urodę i cały organizm. Ponadto regularne picie czystka może przyczynić się do zmniejszenia aktywności trądziku i to właśnie ten fakt do jego spożywania przekonał mnie najbardziej. Czy w tej kwestii zauważyłam efekty? Początkowo twarz faktycznie zaczęła się oczyszczać, teraz jednak efekty nie są już dla mnie tak spektakularne. 

Staram się pić oba napary codziennie, co najmniej po 1 szklance każdego. Wielu osobom może nie pasować ich smak, choć ja nie miałam problemu z piciem pokrzywy i czystka praktycznie od samego początku. W tej chwili z powodzeniem zastępują u mnie herbatę. 

Co ciekawe, w przypadku czystka, z jednej porcji ziół można zrobić napar nawet trzykrotnie. Jest on zatem bardzo wydajny, ale ostrzegam- jest również moczopędny! ;).

A jakie są Wasze zdrowe nawyki? Na odpowiedzi czekam w komentarzu ;).

Tuesday, 18 October 2016

Moja letnia pielęgnacja twarzy z kosmetykami Tołpa Dermo Face Sebio i mój faworyt.

Moja pielęgnacja twarzy wygląda inaczej o każdej porze roku. Wraz z przyjściem tegorocznej jesieni ponownie zdecydowałam się na małą rewolucję w kosmetykach. Zanim opowiem o mojej jesiennej pielęgnacji twarzy, przedstawię kosmetyki, które używałam latem. Tak się złożyło, że o moją twarz zadbała w większości seria Sebio marki Tołpa, którą otrzymałam dzięki wygranej w konkursie organizowanym przez Agatę Bielecką.


Spośród kosmetyków, które otrzymałam, wybrałam 4 najczęściej używane przeze mnie. O nich własnie opowiem w tym poście. Część kosmetyków, które również znalazły się w paczce, sprezentowałam mamie.

Zanim otrzymałam kosmetyki, byłam zobligowana do wypełnienia krótkiej ankiety, dzięki której ściśle dopasowano produkty do mojej cery. Każda część mapy dotyka innej problematyki twarzy, a wybór odpowiedniego punktu na przekątnej świadczy o większych lub mniejszych problemach z takich zakresów jak: nawilżenie, niedoskonałości, naczynka itp.. Taką analizę możesz przeprowadzić nie tylko dla twarzy, ale dla ciała i nastroju, zaznaczając odpowiednie pola. 

Moja cera jest typowo trądzikowa, dlatego seria Sebio była mi pisana od samego początku.
Zapraszam na recenzję kosmetyków Tołpa.


Matujące serum zwężające pory

  

"Jest skoncentrowany i wzmacnia działanie dalszej pielęgnacji. Zmniejsza widoczność porów i normalizuje wydzielanie sebum, zapewniając efekt matowej skóry do 8h. Stopniowo i delikatnie złuszcza zrogowaciały naskórek. Działa antybakteryjnie. Ogranicza liczbę zaskórników i przeciwdziała powstawaniu niedoskonałości. Pozostawia skórę nawilżoną i gładką. Szybko się wchłania i nie obciąża skóry".
Matujące serum zwężające pory (Tołpa, cena- 27,99 zł/75 ml).
To pierwsze serum w mojej kosmetyczce, zamknięte w higienicznym opakowaniu, w dodatku bardzo wydajne. Wystarczy zaledwie jedno naciśnięcie pompki, by rozprowadzić kosmetyk na całej twarzy. Dawno nie miałam tak pięknie pachnącego kosmetyku, ale przecież nie o sam zapach tutaj chodzi. Spodziewałam się, że serum będzie miało konsystencję żelu, jednak w rzeczywistości jest płynne. Szybko się wchłania w skórę i po kilkunastu sekundach twarz wygląda jak przed nałożeniem serumNa dłuższą metę nie zauważyłam jednak większych rezultatów stosując to serum, dlatego też nie uważam by było mi ono niezbędne. Czy zapewnia efekt matowej skóry do 8h? Nie i uważam, że pod tym względem nie sprawdziła się cała seria kosmetyków, ale uzyskanie tego efektu nie było dla mnie pierwszorzędne.  

Matujący krem korygujący na dzień

  

"Służy do walki z niedoskonałościami skóry. Reguluje wydzielanie sebum i działa antybakteryjnie. Odblokowuje pory, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Zapobiega powstawaniu grudek, krostek i zaskórników. Długotrwale matuje i nawilża. Podsumujmy: skóra jest matowa i wygładzona, bez niedoskonałości".
Matujący krem korygujący na dzień (Tołpa, cena- 32,99 zł/40 ml).
Nakładałam go codziennie rano, zwykle po aplikacji serum, o którym wspomniałam wyżej. Ma lekką konsystencję i ładny zapach, charakterystyczny dla większości kosmetyków tej serii. Szybko się wchłania, dzięki czemu zaraz po wsmarowaniu kosmetyku, można nałożyć podkład i ruszać w drogę. Przez pierwsze 2 godziny ładnie matowi i wygładza cerę, później, niestety, twarz zaczyna się świecić i to dosyć mocno. Niemniej jednak, dobrze nawilżał moją cerę a na tym w dzień zależało mi najbardziej. 

Matujący krem korygujący na noc

  

"Służy do walki z niedoskonałościami skóry w czasie snu. Reguluje wydzielanie sebum, odblokowuje pory i działa antybakteryjnie. Zapobiega powstawaniu grudek, krostek i zaskórników oraz przyspiesza eliminację zmian. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Jednym zdaniem: rano skóra jest zregenerowana i ma wyrównany koloryt". 
Matujący krem korygujący na noc (Tołpa, cena- 32,99 zł/40 ml).
Zaskoczył mnie- pozytywnie! Każdego rana miałam wrażenie, że twarz jest bardziej odżywiona.  Za ten efekt zdecydowanie polubiłam krem, dlatego też raz na jakiś czas towarzyszy mi w jesiennej pielęgnacji twarzy. Rano twarz się świeciła, równocześnie jednak miała mniej grudek- coś za coś. Jednocześnie wiem, że za ten efekt odpowiada po części szczoteczka soniczna, której używałam wieczorem. O tym wynalazku możesz przeczytać tutaj: Szczoteczka soniczna BEAUTYline z Biedronki- czy polecam?. Uważam, że oba produkty sprawdziły się w tej kwestii świetnie, nieważne który z nich przyczynił się do tego bardziej.

Maska-peeling-żel 4w1 korygująca niedoskonałości

  

"Łączy w sobie 4 funkcje: peelingu mechanicznego i enzymatycznego, maski ściągającej i żelu do mycia twarzy. Odblokowuje pory, zapobiega powstawaniu zaskórników. Reguluje wydzielanie sebum, łagodzi podrażnienia i zwęża rozszerzone pory. Głęboko oczyszcza i działa antybakteryjnie. Skóra odzyskuje zdrowy koloryt, jest odświeżona, wygładzona i dokładnie oczyszczona".
Maska- peeling- żel 4w1 korygująca niedoskonałości (Tołpa, 9,99 zł/25 ml).
Na koniec zostawiłam mojego faworyta. 

Wszystko to, o czym wspomniał producent, jest prawdą! Jest to jeden z lepszych kosmetyków, jaki kiedykolwiek miałam- nie przesadzam! W dodatku świetnie uzupełnia moją obecną, jesienną pielęgnację twarzy. 

Produkt ten ma konsystencję kremu zawierającego drobnoziarnisty peeling. Z reguły wykorzystuję go jako maskę- na zwilżonej wodą twarzy wykonuję krótki masaż z wykorzystaniem kosmetyku i pozostawiam przez ok. 15 min.. Początkowo zmartwiło mnie delikatne pieczenie, występujące po kilku minutach od nałożenia maski, jednak z czasem ono ustąpiło. Uwielbiam efekt, który uzyskuję po zmyciu tego peelingu. Twarz jest gładsza w dotyku, oczyszczona, niedoskonałości mniej widoczne. Śmiało mogę powiedzieć, że efekt, który uzyskuję, jest lepszy od rezultatów osiąganych dzięki maseczce z zielonej glinki, która jak dotąd była moim faworytem. Produkt ten używam raz na tydzień lub dwa, zamiennie z maseczką z zielonej glinki. W dodatku jest niedrogi i mimo tubki o pojemności 25 ml- starcza na wiele razy. 

Znacie kosmetyki marki Tołpa? Co o nich sądzicie i za co je lubicie?

Tuesday, 11 October 2016

Czym nawilżać skórki wokół paznokci? 3 z 6 niezawodnych produktów z różnych półek cenowych. Część 2.

Jeśli nie czytałaś poprzedniego posta, to zachęcam od rozpoczęcia lektury właśnie tam: Koniec z zadziorkami! Czym nawilżać skórki wokół paznokci? 3 z 6 niezawodnych produktów z różnych półek cenowych. Część 1. 
Dziś przedstawiam zatem kolejną "trójkę"świetnych produktów, które mają bardzo szerokie zastosowanie. Być może masz je w domu, a nie wiesz, że możesz je wykorzystać również w celu nawilżenia skórek wokół paznokci. Jesień to idealny czas, by przypomnieć sobie o pielęgnacji. 


Oliwa z oliwek i olej rycynowy

  


Która z nas nie ma oliwy z oliwek w swojej kuchni? Używamy jej do sałatek, do smażenia, do maseczek na twarz, czy na włosy. U mnie stosowanie oliwy z oliwek ma wyłącznie charakter kosmetyczny, gdyż do jej smaku jeszcze się nie przekonałam. W swoim składzie posiada witaminę młodości- E, oraz takie witaminy jak A, D, K, F. Witaminy te znajdujemy w innych preparatach do paznokci, które stosujemy na co dzień. Skoro tak, to dlaczego nie nawilżać nią skórek wokół paznokci (oraz całych dłoni)?!

Zanim zaczęłam stosować olej kokosowy na noc, kilka kropli oliwy z oliwek lub oleju rycynowego dodawałam do zwykłego kremu do rąk, dokładnie wsmarowywałam mieszankę w dłonie i tak kładłam się spać. Efekt nawilżenia, który osiągałam również był zadowalający. Dbaj o to, by oliwa z oliwek, którą wybierasz m.in. do tego celu, była dobrego gatunku.


Olej rycynowy, podobnie jak olej kokosowy czy oliwa z oliwek, posiada wiele zastosowań- tym razem wyłącznie w kosmetyce i medycynie- nie w kuchni! Możesz dodawać kilka kropli olejku do kremu do rąk na dzień lub na noc, jak również nakładać na brwi i rzęsy, jako odżywkę przyciemniającą i zagęszczającą. Gwarantuję Ci, że efekt nawilżenia szybko się pojawi. Olej rycynowy jest chyba najbardziej rozpowszechnionym olejem wśród osób z blogsfery ;). W swój olej zwykle zaopatruję się w sklepie zielarskim. Olej rycynowy kosmetyczny (cena- ok. 10 zł/100 ml).

Zarówno oliwę z oliwek, jak i olej rycynowy z powodzeniem można wykorzystać do olejowania paznokci na ciepło. Wystarczy podgrzać ciecz np. w kąpieli wodnej i moczyć paznokcie przynajmniej raz dziennie przez kilkanaście minut.


Maść ochronna z witaminą A

  



To najtańsza, z powyższych opcji, maść, którą możesz zakupić w aptece. Podobnie jak pozostałe produkty, maść ochronna z witaminą A ma wiele możliwości. Warto ją mieć w torebce nie tylko ze względu na zamiennik kremu do rąk, ale i popękane usta, podrażnienia itd.. Lista dobroczynnych właściwości tej maści praktycznie nie ma końca. 
Jeśli zatem chcesz rozpocząć przygodę z pięknymi dłońmi i skórkami wokół paznokci, możesz zacząć od zakupu właśnie tego produktu. Aby osiągnąć najlepszy rezultat, dobrze również posiadać bawełniane rękawiczki do pielęgnacji dłoni, które założysz na noc zaraz po aplikacji maści (warto nałożyć większą porcję maści). Maść ta zmiękcza i skutecznie nawilża dłonie oraz skórki wokół paznokci. Jej konsystencja jest dosyć tłusta, dzięki czemu dobrze zabezpieczy dłonie również przed mrozem. 

O maści z witaminą A zapomniałam ostatnimi czasy. Przypomniała mi o nich jedna z czytelniczek bloga, za co bardzo jej dziękuję, ponieważ to jedna z najtańszych alternatyw dla suchych i pozadzieranych skórek, którą, tym samym, bardzo Ci polecam :). Maść ochronna z witaminą A (cena- ok. 4zł/25g).

Czy któryś z przedstawionych przeze mnie produktów jest Ci znany w kosmetyce? Jak nawilżasz skórki wokół paznokci i dbasz o swoje dłonie? Podziel się swoimi sposobami poniżej. 

Monday, 3 October 2016

Koniec z zadziorkami! Czym nawilżać skórki wokół paznokci? 3 z 6 niezawodnych produktów z różnych półek cenowych. Część 1.

Jesień niekorzystnie wpływa na nasze dłonie i skórki wokół paznokci. Silnie wysuszające detergenty, których na co dzień używamy w domu, również nie sprzyjają ładnym dłoniom. Nawet najstaranniej wykonany manicure nie będzie wyglądał estetycznie, gdy skórki wokół paznokci będą suche. Jeśli narzekasz na często pojawiające się zadziorki, ten post jest dla Ciebie, gdyż sekret ładnych dłoni i skórek tkwi w ich nawilżaniu!

Zapraszam zatem na wpis, w którym podzielę się z Tobą sposobami na skuteczne nawilżenie zarówno skórek wokół paznokci, jak i dłoni. Zestawię produkty z różnych półek cenowych, które możesz nabyć w drogerii, aptece czy zielarskim, oraz zabiegi, które możesz samodzielnie wykonać z wykorzystaniem olejów dostępnych w Twojej kuchni. Dziś 3 z 6 wypróbowanych przeze mnie produktów. Kolejna "trójka" już za tydzień! Mam nadzieję, że przedstawione przeze mnie propozycje skłonią Cię do wykorzystywania którejś z nich na co dzień.

Jeśli Twoje paznokcie wymagają jesiennej regeneracji, polecam Ci mój ostatni wpis: Jak dbać o paznokcie? 6 kroków do pięknych i sprężystych paznokci. Produkty do pielęgnacji, które polecam.



Multiodżywcza oliwka do skórek i paznokci Eveline
  

To mój najnowszy nabytek, z którym praktycznie nie rozstaję się od jego zakupu. Ma bardzo przyjemny, cytrusowy zapach. Oliwkę aplikuję kilka razy dziennie, na zasadzie "kiedy mi się przypomni". Dla lepszego efektu staram się od razu wsmarować ją w skórki. W swoim składzie posiada olej z avokado, olej ze słodkich migdałów oraz witaminy: A, E, F. Przyznam szczerze, że oliwka nie daje tak rewelacyjnych efektów w postaci nawilżenia skórek, jak chociażby olej kokosowy, jednak lubię ja za to, że mogę ją mieć przy sobie i w każdej chwili użyć. Na dłuższą metę jestem z niej jednak zadowolona, ponieważ skórki wyglądają na nawilżone. Jest bardzo wydajna. Mam ją od kilku tygodni, a mimo wszystko praktycznie nic z niej nie ubyło. Jedno zamoczenie pędzelka w olejku wystarcza na pokrycie skórek co najmniej wokół pięciu paznokci. Bardzo dobrze się sprawdza w połączeniu z produktem z Sally Hansen, o którym przeczytasz poniżej. Multiodżywcza oliwka do skórek i paznokci Eveline (Rossmann, cena- 13,99zł/12 ml).


Sally Hansen Cutie Eraser + Balm
  

Skoncentrowany balsam o dosyć intensywnym, ale ciekawym zapachu, zamknięty w małym, okrągłym opakowaniu. Powstał na bazie białej herbaty i ogórka. Ma dwojakie zastosowanie- złuszczające i nawilżające. Mimo tego, iż balsam wygląda jak cukiereczek do schrupania, nie przypadł mi do gustu sposób jego aplikacji. Posiadaczki dłuższych paznokci mogą mieć problem z zamoczeniem wyłącznie opuszka palca w balsamie. Ponadto po wsmarowaniu balsamu w skórki, moje dłonie się kleją i najchętniej umyłabym je, choć nie powinnam, by nie zmyć produktu z paznokci. Niemniej jednak sama skuteczność balsamu zasługuje na pochwałę. Używam go na noc w połączeniu ze wspomnianą powyżej oliwką do paznokci Eveline- najpierw wsmarowuję balsam SH w skórki, następnie przejeżdżam je pędzelkiem nasączonym oliwką i tak kładę się spać. Rano skórki są wyraźnie nawilżone. Da mnie ten balsam jest jednak trochę nieporęczny, dlatego używam go wyłącznie w domu na noc. Sally Hansen Cutie Eraser+ Balm (Rossmann, cena- 22,69zł/8 g).    


Nierafinowany olej kokosowy
  

Zdecydowanie mój ulubieniec, z którego korzystam głównie wieczorami, kilka razy w miesiącu. Jestem pewna, że najpierw urzeknie Cię jego zapach, a potem szerokie zastosowanie i osiągnięte korzyści. Dzisiaj jednak skupię się na jego właściwościach nawilżających. W ostatnim poście poświęconemu paznokciom wspominałam, że rozpuszczony olej kokosowy można wykorzystać zamiast kremu do rąk na noc. Aby jednak wzmocnić efekt, warto nabyć rękawiczki kosmetyczne i po wsmarowaniu w dłonie oleju, założyć je do snu. Po całonocnej kuracji olejem kokosowym obudzisz się z gładką i nawilżoną skórą dłoni. Efekty widoczne są już po pierwszym razie, dlatego warto spróbować!

Gdzie kupuję olej? Zazwyczaj przez internet w słoiku o pojemności 900 ml. Dla mnie ważne jest, by był nierafinowany, tłoczony na zimno (co pozwala na zachowanie wszelkich wartości odżywczych). Najbardziej opłaca się zakupić od razu większy słoik. Zawartość wykorzystasz zarówno w kuchni, jak i kosmetyce. Nierafinowany olej kokosowy (cena- ok. 40 zł/900 ml).

Link do drugiej części wpisu: Czym nawilżać skórki wokół paznokci. 3 z 6 niezawodnych produktów z różnych półek cenowych. Część 2.

A jakie są Twoje sposoby na nawilżanie skórek wokół paznokci? Czy któryś z powyższych produktów jest Ci znany? Zapraszam do dyskusji.