Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wednesday, 28 December 2016

Maski w płacie Skin79- All that aloe, All that black, Watermelon girl. Czy polecam?

Już jakiś czas temu opublikowałam na Instagramie zdjęcie, na którym prezentowałam maski marki Skin79, które zamierzałam w najbliższym czasie przetestować. Nadszedł czas, by podzielić się z Wami moimi wrażeniami na ich temat. Najciekawszej z nich- Pore Bubble Cleansing Mask- wkrótce poświęcę osobny wpis.

Moda na koreańskie kosmetyki trwa w najlepsze- sama dałam się wciągnąć w pielęgnację twarzy z użyciem azjatyckich produktów, czego efekty możecie zobaczyć poniżej.

All That Aloe 

  


Na pierwszy ogień poszła maska ALL THAT ALOE. Akurat byłam po zabiegu z użyciem 40% kwasu migdałowego i potrzebowałam solidnego nawilżenia skóry. Wybrałam tę maskę, ponieważ producent zapewnił, że płat zawiera (uwaga!) potrójną dawkę aloesu. Maskę nakładamy na wcześniej oczyszczoną i stonizowaną twarz, na 10 minut. Po jej ściągnięciu, pozostałą cześć aloesu możemy wklepać w twarz i w szyję. Aloes bardzo szybko się wchłania i zapewnia efekt nawilżonej cery. Niemniej jednak towarzyszył temu efekt lepkiej i świecącej twarzy, dlatego warto taki zabieg przeprowadzić sobie wieczorem. Sama maska była tak nasączona aloesem, że aż żal było mi ją wyrzucać do kosza i ubolewam nad tym, że wszystkie te maski są jednorazowego użytku. Z ostatecznego efektu jestem zadowolona, tym bardziej, że moja twarz po kwasach była lekko wysuszona i potrzebowałam takiej dawki nawilżenia. To maska, która najlepiej się u mnie sprawdziła pod kątem nawilżenia skóry.

All That Black

  


ALL THAT BLACK to maska nasączona pudrem węglowym, którego zadaniem jest absorpcja zanieczyszczeń, oczyszczenie porów oraz regulacja wydzielania sebum. Zawarta w niej witamina B3 ma poprawić barierę lipidową naskórka, wspomóc nawilżanie oraz stymulować naprawę zniszczonych komórek.
Do ostatniej chwili byłam przekonana, że maska ta jest w postaci płynnej, nie w płacie. Pozytywnie zaskoczył mnie zatem fakt, że nie będę musiała brudzić rąk w czarnej mazi. Maskę, w zależności od potrzeb, można nałożyć na czas od 10 do 20 minut. Po jej nałożeniu nawet na 20 minut nie odczułam żadnego dyskomfortu w formie pieczenia, czy podrażnienia. Podobnie, jak w przypadku All that Aloe, dla lepszego efektu warto pozostałość wklepać w twarz. Tutaj również twarz ostatecznie była lekko klejąca, dlatego ciężko byłoby mi po takim zabiegu wyjść na zewnątrz bez zmatowienia, czy umycia twarzy. Jakie zauważyłam efekty? Twarz wyraźnie się rozjaśniła i była przyjemniejsza w dotyku. Zgodnie z zapewnieniami producenta, skóra była również delikatnie nawilżona.


Watermelon Girl

  


ARBUZOWA DZIEWCZYNA ma właściwości silnie nawilżające, kojące, zmiękczające oraz przeciwzmarszczkowe. Podobnie jak w arbuzie, w maseczce tej zawarto likopen.
Z pewnością WATERMELON GIRL to najładniejsza maseczka spośród tych, które przetestowałam. Bardzo zależało mi na szybkim nawilżeniu twarzy tuż przed imprezą i taki też efekt uzyskałam. Zaraz po zdjęciu płatu, pozostałość wklepałam w twarz a po jakimś czasie nałożyłam podkład i korektor. Wszelkie suche skórki stały się niewidoczne a twarz ładnie nawilżona, jednak nie tak dobrze, jak w przypadku maski All that aloe. Jednak do Watermelon girl bardzo chętnie bym powróciła przed kolejnym ważnym wyjściem, gdyż efekt nawilżenia jest bardzo subtelny. 


Wszystkie z przedstawionych masek sprawdziły się u mnie dobrze. Niemniej jednak- umówmy się- nie są to najtańsze maski (ok. 15 zł/szt.). Niejednokrotnie za tę cenę możemy mieć maski, z których będziemy korzystać przez kilka miesięcy. Po raz pierwszy miałam okazję osobiście przetestować maski w płacie, dlatego zdecydowałam się na ich zakup. Na duży plus zasługuje fakt, że taka maska jest wygodniejsza w użyciu- nie musimy grzebać w słoiczku, brudzić rąk, a jedynie nakładamy nasączony płat na twarz. Dlatego uważam, że maski o działaniu nawilżającym są dobrą opcją np. przed imprezą, kiedy cały zabieg ma być krótki i bezproblemowy. Czy polecam zatem maski Skin 79? Oczywiście, aczkolwiek sądzę, że na rynku mamy mnóstwo masek o podobnym działaniu, które z powodzeniem posłużą na dłużej niż jeden raz.

Jestem ciekawa, jak zapatrujecie się na takie jednorazowe maski w płacie? Znacie markę Skin 79 i ich produkty? Swoimi spostrzeżeniami podzielcie się poniżej ;).

Wednesday, 14 December 2016

Nowości kosmetyczne listopada i grudnia

Wydawało mi się, że listopad i grudzień były dla mnie oszczędnymi miesiącami jeśli chodzi o zakupione kosmetyki. Tymczasem, po zebraniu wszystkiego w jedno miejsce, okazało się, że mogę Wam co nieco pokazać. Część z tych kosmetyków już wypróbowałam, inne czekają jeszcze na swoją kolej.

Niestety musicie mi wybaczyć, że w poście pojawi się tylko jedno zdjęcie, ale ostatnio współpraca z aparatem nie układa mi się najlepiej.


Żel aloesowy Holika Holika

  

Czaiłam się na niego już od jakiegoś czasu. Jeszcze kilka lat temu nie wierzyłam w skuteczność tego typu żeli, a tymczasem od kilku miesięcy nie rozstaję się z żelem aloesowym marki Mizon. I choć jestem z niego zadowolona, tak zdecydowałam się na wersję z Holiki ze względu na większą zawartość w składzie aloesu (aż 99%). Szybko się wchłania i pięknie pachnie. Można go wykorzystywać do twarzy, ciała i włosów. Jednym słowem- produkt o wszechstronnym zastosowaniu. W dodatku za duże opakowanie zapłaciłam jedynie 29,99 zł.

Mydło czarne Nacomi

  

Dałam się namówić na ten zakup dzięki Agnieszce z bloga Agnieszkabloguje, gdzie przedstawiała swoich zimowych ulubieńców. Z racji tego, że markę Nacomi znam już od jakiegoś czasu, nie miałam wątpliwości co do skuteczności tego produktu. Czarne mydło działa jak peeling enzymatyczny. Po jego zastosowaniu twarz jest mocno oczyszczona i zmatowiona. Myślę, że jest to produkt idealny dla posiadaczek tłustej cery.

Pędzle Maestro

  

Ilekroć chciałam sobie zrobić pełny makijaż a granice między cieniami nie były wystarczająco roztarte, ubolewałam nad brakiem miękkiego pędzla, który pomógłby mi w wykończeniu makijażu. I tak w moje ręce trafiły dwa pędzle Maestro- jeden z nich służy do blednowania cieni (Maestro Blending), drugi- dużo mniejszy- do roztarcia kreski zrobionej kredką, czy nałożenia cienia na dolną powiekę (Maestro 360 rozm. 6). Niedawno miałam okazję po raz pierwszy zrobić sobie makijaż z wykorzystaniem jednego z nich- Blending. Nigdy nie dotykałam powieki czymś tak delikatnym, jak ten pędzel. Cudo!

Woda różana z Maroko

  

Woda różana- o wodzie różanej pisałam już niejednokrotnie na blogu. Na kilka lat porzuciłam ją na rzecz innych kosmetyków, by teraz do niej powrócić. Stosuję ją naprzemiennie ze zwykłym tonikiem (poniżej). Przy zakupie toniku ważne było dla mnie, aby skład był mocno ograniczony. Tak jest w przypadku tej wody, gdzie jedynym składnikiem jest "Rosa damascena flower water". Oczywiście taką wodę można zrobić samodzielnie w domowych warunkach, jednak cena 13,95 zł za 125 ml była dla mnie na tyle zachęcająca, by kupić gotowy produkt w sklepie.

Tonik do twarzy Iwostin Sensitia

  

Tę wersję mam po raz pierwszy w swojej kosmetyczce. Dotychczas używałam toniku przeznaczonego do cery trądzikowej (Purritin), ale ponieważ przez dłuższy czas był on niedostępny, postanowiłam zaryzykować kupując ten. Głównym powodem, dla którego stosuję tonik, jest przywrócenie prawidłowego pH skórze po jej kontakcie z wodą. Podobnie jak w przypadku toniku do cery trądzikowej, tak i tutaj, po użyciu nie mam żadnego problemu z cerą- nie jest ona ani przesadnie natłuszczona, ani wysuszona. Dzięki temu, zaraz po przetarciu nasączonym wacikiem twarzy, mogę nałożyć krem nawilżający.

Czy któryś z przedstawionych przeze mnie kosmetyków jest Wam szczególnie znany? ;)

Monday, 5 December 2016

6 sztywnych zasad, których trzymam się w pielęgnacji cery trądzikowej

Moja historia z trądzikiem rozpoczęła się w okresie dojrzewania i mogłabym powiedzieć, że wciąż jest to dla mnie "never ending story"- z trądziku młodzieńczego awansowałam na trądzik hormonalny. Dopiero teraz po kuracji lekami hormonalnymi powoli wychodzę z tego z twarzą, czego efektem jest chociażby zdjęcie profilowe na blogu. Niemniej jednak, przez cały okres walki z trądzikiem eksperymentowałam, by jak najszybciej się go pozbyć. Nie zawsze efekty były zadowalające, ale wypracowałam kilka sztywnych zasad, których trzymam się w pielęgnacji twarzy. Myślę, że część z nich może Was zaskoczyć!


1. Twarz osuszam ręcznikiem papierowym

  

Przeraża mnie, kiedy widzę, że ktoś używa jednego ręcznika do wszystkiego- do twarzy i do ciała. Nie chcę generalizować, ale jednak częściej się to zdarza mężczyznom. W moim przypadku mały ręczniczek, przeznaczony jedynie do twarzy, zamieniłam X lat temu na ręcznik papierowy. Dzięki temu nie muszę pamiętać o codziennym wymienianiu ręcznika (a tak powinno być w przypadku skóry z ropnymi zmianami skórnymi). Początkowo wahałam się przed używaniem ręcznika papierowego, teraz z kolei miałabym problem z osuszaniem twarzy za pomocą zwykłego ręcznika. Dlatego rolkę jednorazowego ręcznika papierowego zabieram w każdą podróż. Dzięki temu, że używam go tylko raz, mam pewność, że żadne bakterie nie gromadzą się na nim. Może jest to nieco bardziej kosztowna inwestycja w skali roku, ale warto.  

2. Rano nie myję twarzy wodą

  

Jakiś czas temu kosmetyczka uświadomiła mnie, że po wieczornym oczyszczaniu twarzy (płyn micelarny+ woda+ żel do mycia twarzy+ tonik+ krem) nie ma potrzeby oczyszczać jej ponownie jedynie po śnie. Zastosowałam się do jej rad i rano przecieram twarz wyłącznie tonikiem (oraz stosuję krem). Nie jestem w stanie stwierdzić, czy są tego jakieś większe rezultaty, ale jeśli mam okazję uniknąć niekorzystnego działania krakowskiej wody na moją skórę, to czemu nie?

3. Zawsze zmywam makijaż

  

Zasada-legenda, a jednak w swoim życiu poznałam dziewczynę, która kładła się w pełnym smokey eyes spać- nie żartuję! Choć nie maluję się często, to nie wyobrażam sobie uciąć nawet popołudniowej drzemki, mając pomalowane oczy, czy podkład na twarzy, o zgrozo! Nie mówiąc już o położeniu się spać po imprezie z niezmytym makijażem. Rano zapewne byłabym jednym wielkim pryszczem i ta wizja działa na mnie na tyle przekonująco, by usunąć makijaż nawet na śpiąco.

4. Nawilżanie skóry to podstawa

  

W okresie młodzieńczym nie byłam na tyle świadoma wagi nawilżania skóry, by stosować kremy przeznaczone do tego celu. Zdecydowanie bardziej kojarzyły mi się one ze skórą dojrzałą, aniżeli trądzikową. Katowałam moją twarz wyłącznie kosmetykami przeznaczonymi do cery trądzikowej, czego efektem było przesuszenie twarzy i podrażnienie. W porę się opamiętałam i zauważyłam, że stosowanie kosmetyków nawilżających przynosi dobre efekty- przestałam się osypywać. To mit, że cery trądzikowej nie powinno się nawilżać!

5. Dezynfekuję telefon komórkowy

  

Z pozoru punkt niemający niczego wspólnego z pielęgnacją twarzy. Kilka lat temu dowiedziałam się, że na telefonie komórkowym znajduje się więcej bakterii niż na sedesie. Byłam w szoku, ale uwierzyłam, gdy zauważyłam, że na skroniach, w okolicach policzków mam największy wysyp trądziku (rozgrzany telefon trzymany przy uchu i zarazki- robiły tam swoje). Od tamtej pory staram się regularnie czyścić telefon wilgotnymi chusteczkami przeznaczonymi do ekranów LCD. Wierzę, że również w taki sposób mogę zapobiegać powstawaniu trądziku przy skroniach. 

6. Nie skubię, nie dłubię

  

Nie świerzbią mnie ręce, gdy tylko zobaczę, że wyskoczyła mi niespodzianka na twarzy. Oduczyłam się tego w momencie, gdy zauważyłam, że po wyciśniętej krotce zostaje ciężkie do pozbycia się przebarwienie na twarzy. Wolę zatem zostawić wroga w spokoju i zdusić go w nocy grubszą warstwą kremu.



Podzielcie się swoimi zasadami, którymi kierujecie się w pielęgnacji twarzy. Czy któreś z przedstawionych przeze mnie są Wam szczególnie bliskie?

Tuesday, 29 November 2016

Colours of autumn- Golden Rose Rich Colour 28 & Astor Perfect Stay Gel Color 020

Zakochałam się w tym pięknym śliwkowym odcieniu od Golden Rose i koniecznie musiałam go mieć w swojej lakierkowej kolekcji. Tym samym poszerzył on gamę ciemniejszych kolorów w mojej kosmetyczce i doskonale uzupełnił jesienny manicure. 


Lakierom Golden Rose jestem wierna już od dobrych kilku lat. O ile seria Rich Colour początkowo mnie nie zachwyciła, tak seria Paris przypadła mi do gustu już przy pierwszym użyciu. Biorąc do ręki ten egzemplarz, nie zastanawiałam się, z której serii on pochodzi (piękny kolor zdecydowanie wziął górę), ale nie zawiodłam się- jest RE-WE-LA-CYJ-NY, a jakością i pigmentacją dorównuje swoim droższym kolegom, np. granatowej wersji Astora, którą również możecie podziwiać na zdjęciu. 

W przypadku lakieru Golden Rose, zdecydowałam się na położenie dwóch cieńszych warstw lakieru. Jedna grubsza warstwa granatowego Astora dała pożądane krycie. Efekt głębszego granatu na paznokciach, dzięki dwóm cieńszym warstwom, możecie zobaczyć tutaj: All Eyes On You! Perfekcyjny lakier do paznokci- Astor Perfect Stay Gel Color 020.  

Na zdjęciach macie okazję zobaczyć paznokcie po trzech dniach od malowania. Gdzieniegdzie widać już drobne otarcia, jednak spokojnie będę mogła nacieszyć się tym manicurem jeszcze przez kilka kolejnych dni. 

Tym, czego używam, aby przedłużyć żywotność kolorowego lakieru na paznokciach, podzielę się w kolejnym paznokciowym wpisie.  





Jak Wam się podoba moje zestawienie? Co aktualnie nosicie na swoich paznokciach? Stawiacie na jesienne, a może już zimowe kolory?

Saturday, 19 November 2016

Gdzie kupuję kosmetyki? Dlaczego preferuję małe drogerie/hurtownie kosmetyczne? Miejsce w Krakowie, które polecam.

Nie skłamię, jeśli powiem, że pomysł na ten wpis zrodził się w mojej głowie ponad 3 lata temu! Wtedy to stawiałam pierwsze kroki na studiach w Krakowie a wizja podboju wielkich drogerii, takich jak: Rossmann, Hebe, SuperPharm itd. przyprawiała mnie o zawrót głowy. Wówczas w mojej rodzinnej miejscowości dostęp do szafy z kosmetykami Sally Hansen, Sleek czy Gosh był niemożliwy, więc zaopatrywałam się w nie głównie przez internet.

Spodziewałam się, że przeprowadzka do większego miasta spowoduje, że wreszcie wszystkie kosmetyki będą na wyciągnięcie ręki. Czy tak się stało? Odpowiedź znajdziecie w dalszej części wpisu. Przy okazji dowiecie się również, jakie kosmetyczne miejsce w Krakowie totalnie skradło moje serce!


Okazało się, że ceny kosmetyków w znanych drogeriach wcale nie są tak zachęcające, jak się tego wcześniej spodziewałam. Wręcz przeciwnie- były wyższe o kilkanaście/kilkadziesiąt procent niż w hurtowniach kosmetycznych, w których dotychczas robiłam zakupy. Przekonałam się o tym jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy za lakier do paznokci marki Astor w drogerii no-name zapłaciłam 17 zł, zaś w Rossmannie przyszłoby mi za niego zapłacić ponad 40% więcej. Jest różnica!

Ceny kosmetyków i chemii w Krakowie zraziły mnie na tyle, że z tego typu zakupami na początku studiów wstrzymywałam się aż do przyjazdu do rodzinnego domu. Pamiętajcie, że mówi do Was studentka ;). Z czasem i we Włoszczowie zaczęły się pojawiać produkty, w które niegdyś zaopatrywałam się wyłącznie przez internet, np. maska do włosów Kallos, kremy do twarzy Sylveco, a ich ceny były na tyle atrakcyjne, by nie korzystać już z usług sklepów internetowych


Miejsce w Krakowie, które polecam- Drogeria Pigment

  


Nie tak dawno odkryłam w Krakowie miejsce, w którym odnajdzie się każda kosmetykoholiczka. Podejrzewam, że wielu z Was to miejsce jest już znane- Drogeria Pigment na ul. Długiej 76. Kiedy tam weszłam po raz pierwszy, wiedziałam, że zdecydowanie przekroczę zaplanowany wcześniej budżet- totalnie przepadłam! Jednak dawno nie spotkałam miejsca, w którym można znaleźć tak szeroki asortyment- od kosmetyków naturalnych do pielęgnacji twarzy i ciała, przez azjatyckie, skończywszy na pędzlach do makijażu Maestro, Annabelle Minerals, czy pełnej gamie lakierów hybrydowych. 
W dodatku wszystko w bardzo przystępnych cenach (warto obserwować Drogerię na Fb/Instagramie, gdzie non stop informują o aktualnych promocjach)!

Zakochałam się w tym miejscu totalnie, dlatego bardzo chciałam się z Wami nim podzielić ;).









Nie chcę kłamać, że omijam wielkie drogerie szerokim łukiem i jestem głucha na organizowane promocje -49% w Rossmannie. Niemniej jednak zwracam dużą uwagę na to, ile kosztują kosmetyki w różnych drogeriach/hurtowniach kosmetycznych i porównuję ich ceny. Kiedy jednak przedstawiam kosmetyki na blogu, podaję ich orientacyjne ceny z drogerii (Rossmann, Hebe itp.), by mieć pewność, że taka sama cena obowiązuje zarówno w Gdańsku, jak i Krakowie. 

Napiszcie w komentarzach, gdzie zazwyczaj kupujecie kosmetyki (stacjonarnie/przez internet). Jeśli jesteście z Krakowa, dajcie znać, czy Drogeria Pigment jest Wam znana ;).

Friday, 11 November 2016

Kosmetyki wszech czasów, bez których nie wyobrażam sobie mojej codziennej pielęgnacji twarzy- BeBeauty, Pharmaceris.

Lubię zmieniać kosmetyki. Rzadko kiedy kupuję ten sam produkt kilka razy, chyba że jego działanie mnie zadowala. Dziś chciałam się z Wami podzielić kosmetykami, których używam od kilku lat i nie zamieniłabym ich na żadne inne. Są niedrogie, ogólnodostępne oraz świetnie spełniają swoje role.



Nawilżający żel micelarny 2w1- BeBeauty

  


Nawilżający żel micelarny 2w1, BeBeauty. Biedronka, cena- ok. 5zł/150 ml.

Podejrzewam, że nie tylko ja podchodziłam do niego sceptycznie- w końcu to żel stworzony na potrzeby marketu, w dodatku tańszy od drogeryjnych odpowiedników. 

Kiedy zaczynałam go używać moja cera przechodziła apogeum trądziku młodzieńczego. Twarz była sucha jak wiór, więc każdy kontakt z jakimkolwiek kosmetykiem kończył się podrażnieniem, zaczerwienieniem i uczuciem ściągnięcia. Zdecydowanie nie chciałabym wrócić do tamtych czasów. W przypadku tego żelu było jednak inaczej- moja twarz tolerowała żel micelarny z Biedronki nad wyraz dobrze. I wreszcie zapomniałam, czym jest pieczenie po umyciu twarzy.

Nawilżającego żelu micelarnego BeBeauty używam już od kilku dobrych lat. Przez ten czas zmieniało się jego opakowanie oraz skład, jednak przez cały ten czas dobrze mi służy. Jest bardzo gęsty, nie pieni się jak inne żele i idealnie dopełnia moją pielęgnację twarzy z wykorzystaniem szczoteczki sonicznej (również z Biedronki).

Choć do usunięcia makijażu używam płynu micelarnego (opis poniżej), tak ten żel świetnie sobie radzi z usunięciem pozostałości po niedokładnie zmytym makijażu. Dla mnie jest to ideał i nie oczekuję niczego więcej od żelu do mycia twarzy. Przetestowałam mnóstwo droższych kosmetyków do oczyszczania twarzy i żaden nie był jeszcze tak dobry.

Rada dla posiadaczek tego żelu: przed wyrzuceniem go do kosza, przetnijcie opakowanie na pół- mimo tego, iż żel nie chce się wycisnąć, w środku znajdziecie go jeszcze na kilka użyć.

Przeczytaj również: Szczoteczka soniczna BEAUTYline z Biedronki- czy polecam? Moja codzienna pielęgnacja twarzy.

Nawilżający płyn micelarny 2w1- BeBeauty

  

Nawilżający płyn micelarny 2w1, BeBeauty. Biedronka, cena- ok. 5zł/ 200 ml.
Historia lubi się powtarzać. Podobnie jak w przypadku żelu do mycia twarzy z Biedronki, początkowo nie pałałam wielkim zachwytem do kosmetyku, który nie stoi na półce w drogerii. 

Tymczasem jest to dla mnie najskuteczniejszy płyn micelarny- świetnie radzi sobie nawet z wodoodpornymi kosmetykami, nie podrażnia oczu i nie zapycha. Nie będę dyskutować, czy dzięki stosowaniu tego płynu, poziom nawilżenia skóry się podnosi- jak sugeruje producent- aczkolwiek cieszy mnie fakt, że skóra po przetarciu nasączonym wacikiem nie jest przesuszona czy przesadnie tłusta.

Płynu micelarnego używam dwa razy dziennie. W sklepie znajdziecie go w trzech wersjach: łagodzącej, nawilżającej i matującej. W swojej kosmetyczce miałam już wszystkie. Ku mojemu zdziwieniu wersja "łagodząca", której jest ulubieńcem mojej mamy, nie sprawdza się u mnie tak dobrze- zdarzało się, że po jej użyciu miałam podrażnione oczy. Z kolei mojej mamie nie pasuje wersja "nawilżająca"- z takich samym powodów, jak mnie wersja "łagodząca". 

Krem z 10% kwasem migdałowym na noc- Pharmaceris

  

Krem z 10% kwasem migdałowym na noc, II stopień złuszczania, Pharmaceris (Laboratorium kosmetyczne Dr Irena Eris). SuperPharm, cena- ok. 40zł/50ml.

To nieodłączny element mojej jesienno-zimowej pielęgnacji twarzy. Krem ten odkryłam w zeszłym roku dzięki koleżance, która, podobnie jak ja, borykała się z trądzikiem. Kwas migdałowy charakteryzuje się delikatnym działaniem dla skóry. W swojej kosmetyczce posiadam dwie wersje tego kremu z Pharmaceris- 5% i 10%. Tą pierwszą używam na samym początku jesieni- by przyzwyczaić do kwasów skórę. Od kilku tygodni stale używam kremu o stężeniu 10%.

Zarówno w przypadku kremu 5%, jak i 10% złuszczanie skóry jest znikome. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tego typu kosmetykami, więc początkowo spodziewałam się, że skóra będzie odpadać płatami, tymczasem każdego rana twarz jest nawilżona, przyjemna w dotyku i wygląda coraz lepiej. Nie ma mowy o suchych skórkach czy podrażnieniu. Za sprawą delikatnego działania kremu na twarz i uzyskaniu dobrych rezultatów (dzięki utrzymaniu regularności stosowania), zdecydowałam się również na profesjonalny zabieg u kosmetologa z wykorzystaniem kwasów o nieco mocniejszym stężeniu. Niemniej jednak kurację z kremem 10% również będę kontynuować.

To za co jeszcze lubię ten krem, to higieniczne opakowanie z pompką, które jest wyposażone w mechanizm pozwalający na wykorzystanie kremu do ostatniej kropli, bez konieczności rozkręcania czy przecinania opakowania. Mimo gęstej konsystencji, krem jest wydajny, choć raczej go nie oszczędzam- tego samego opakowania używam od zeszłego roku (wiosnę i lato spędził w lodówce; termin ważności od otwarcia- 12 msc.) i dopiero teraz mi się kończy.

Dajcie znać, czy lubicie te produkty i jakie są Wasze kosmetyki wszech czasów, bez których nie wyobrażanie sobie swojej codziennej pielęgnacji twarzy.

Monday, 31 October 2016

Nowości i ulubieńcy kosmetyczni października. Balmi, Nacomi, Batiste

Tej serii na Distinguish Yourself jeszcze nie było. Dziś zatem nowości i ulubieńcy kosmetyczni października- balsam do ust Balmi, peeling do twarzy Nacomi i suchy szampon Batiste. 


Balsam do ust Balmi

  

Balsam do ust Balmi. SuperPharm, cena: ok. 20 zł/7 g
Długo szukałam kosmetyku do pielęgnacji ust, który poskromi moje suche skórki, z którymi walczę niemal od zawsze. To już moje drugie opakowanie balsamu tej marki i bardzo się cieszę, że nie dałam się zwieść niepochlebnym opiniom, zamieszczonym w internecie, na temat tego kosmetyku. To zdecydowanie mój ulubieniec w pielęgnacji ust, zwłaszcza o tej porze roku, dlatego odkąd się poznaliśmy- nie rozstajemy się ze sobą.

Balsam zamknięty jest w opakowaniu w kształcie sześcianu, który można przypiąć do torebki lub kluczy. Zdecydowanie najbardziej urzekł mnie intensywny zapach kosmetyku. W swojej kosmetyczce posiadam wersje: truskawkową- moją ulubioną- (w moim odczuciu przypominającą jednak bardziej gumę balonową) i kokosową.

Niemniej ważny od zapachu jest dla mnie efekt nawilżenia ust. Balsam nakładam kilka razy dziennie oraz wieczorem (grubszą warstwę, by miała szansę zadziałać w nocy). Po całonocnej kuracji usta zdecydowanie wyglądają lepiej, suche skórki są widoczne, w dodatku balsam wciąż jest wyczuwalny, dzięki czemu mam pewność, że przez noc nie wytarł się w poduszkę.

W swoim składzie balsam zawiera olejek Jojoba, masło Shea oraz filtr SPF 15, który chroni usta przed promieniowaniem UVA i UVB. Wiele osób skarży się jednak na zawartość w składzie parafiny, ale akurat w tym przypadku mi ona nie przeszkadza.

Niestety w pięknej kostce tkwi pewien minus, o którym przekonałam się dosyć szybko po zakupie pierwszego opakowania balsamu- lubi się psuć, co utrudnia wygodę użycia balsamu w terenie. Nauczona na błędach, z drugim opakowaniem obchodzę się dużo delikatniej, dzięki czemu służy mi już od dwóch miesięcy bez zarzutu.

Warto polować na promocję tego balsamu w SuperPharm, by kupić go za ok. 10 zł.

Peeling do twarzy Nacomi. Domowa mikrodermabrazja

  

"Peeling z ekstraktem roślinnym o właściwościach zabiegu mikrodermabrazji z salonu kosmetycznego. Peeling po spotkaniu z wodą zmienia się w krem. Dzięki temu cenne olejki pozostają na skórze, nie pozostawiając tłustej warstwy! Skóra po peelingu jest wyraźnie wygładzona. Peeling reguluje wydzielanie sebum przez skórę i zapobiega powstawaniu wyprysków."
Peeling do twarzy Nacomi. Domowa mikrodermabrazja. Hebe- cena: ok. 20 zł/75 ml
Jedna z październikowych nowości w mojej kosmetyczce. Jeśli szukacie bardzo drobnoziarnistego peelingu do twarzy (trądzikowej, mieszanej bądź tłustej) o naturalnym składzie- myślę, że to coś dla Was!
Na czołowych miejscach znajdują się m.in. olej z pestek winogron, korund, olej ze słodkich winogron, olejek jojoba i inne (ekstrakt z kakaowca, skrzypu polnego czy pokrzywy).

Kosmetyk ma delikatny, lekko cytrusowy zapach. Po połączeniu z wodą, zgodnie z zapewnieniami producenta, kosmetyk zmienia swoją konsystencję ze zbitej w łatwą do rozprowadzenia na twarzy. Po wykonaniu krótkiego masażu, peeling pozostawia się na twarzy jeszcze przez ok. 5 minut.

W przypadku tego kosmetyku potwierdza się reguła, że peeling nie musi mieć grubych, ostrych ziarenek, by skóra po jego zmyciu była oczyszczona, nawilżona, przyjemna w dotyku i rozświetlona, a takie efekty zauważyłam zaledwie po kilku użyciach tego drobnoziarnistego peelingu. Efekt faktycznie jest porównywalny do tego, który osiąga się w gabinecie kosmetycznym. Ponadto jeszcze na długo po zmyciu kosmetyku ma się wrażenie, że olejki w nim zawarte, pozostały na twarzy.

Peeling ten należy stosować regularnie, 2-3 razy w tygodniu. Ponadto producent zaleca zachowanie ostrożności- im cieńsza warstwa skóry, tym wykonywany masaż powinien być delikatniejszy.

Markę tę poznałam dzięki mojej koleżance. Jestem pewna, że to nie będzie mój ostatni kosmetyk i już myślę nad zakupem kolejnych.

Suchy szampon do włosów Batiste. Eden   

  

Suchy szampon Batiste, Eden. Hebe, cena ok. 13 zł/szt.
O tym, że zdarza mi się używać suchego szamponu, zwłaszcza drugiego dnia od ostatniego mycia włosów, nikomu mówić nie muszę. Uwielbiam suche szampony Batiste i używam wyłącznie tej marki od kilku dobrych lat, bo w moim przypadku sprawdza się najlepiej.

Wypróbowałam mnóstwo wersji i zapachów Batiste, jednak pozostaję wierna wersjom, których zadaniem jest wyłącznie odświeżenie włosów, bez dodatkowych efektów, jak np. maksymalne zwiększenie objętości (XXL Volume).

Uwielbiam testować nowe zapachy, więc niemal za każdym razem wybieram inny. W październiku kupiłam z limitowanej edycji szampon- Eden- o dosyć słodkim, ale przyjemnym zapachu melona i wiciokrzewu, który, według mnie, idealnie sprawdzi się jesienią. Według mnie to jeden z ładniejszych zapachów suchych szamponów Batiste, dlatego dzielę się nim z Wami.

Koniecznie dajcie znać, czy znacie moich kosmetycznych ulubieńców października i które kosmetyki w tym miesiącu zdobyły Wasze serca!

Monday, 24 October 2016

5 nawyków dla zdrowia i urody, które wcieliłam w życie

Praktycznie nigdy nie zwracałam uwagi na to, jaki prowadzę tryb życia, co jem i ile sypiam. Należę do osób, które spożywają to, na co mają ochotę i nie przejmują się nadprogramowymi kilogramami (których zresztą nigdy nie miałam). Nie potrafię sobie odmówić ciasta z kremem, mój odwyk od fast-foodów trwał niecałe 3 miesiące, a o większości tzw. superfoods informuje mnie moja mama. Brzmi tragicznie. 
To, jak wygląda nasz tryb życia w ogromnym stopniu wpływa na nasze samopoczucie, zdrowie czy wygląd cery. Od kilku miesięcy staram się zatem robić wszystko, by moje niezdrowe nawyki zostały wyparte tymi dobrymi. Jak? Zapraszam do czytania dalej.


1. Jem śniadania

  



Brzmi jak banał, ale uwierz, że przekonanie się do codziennego jedzenia śniadań zajęło mi kilka dobrych lat! Jeszcze do czasów liceum o to, czy przed wyjściem do szkoły zjadłam chociażby kanapkę, dbała moja mama, choć mnie już na sam widok jedzenia o godz. 7 rano robiło się niedobrze. Odkąd studiuję zostałam tak naprawdę skazana sama na siebie. Zjem- dobrze, nie zjem- nikt nie zauważy. I zdarzało się, że mój pierwszy posiłek zjadałam w okolicach godz. 12. Wiem- bardzo źle! ;)

Wiele się zmieniło w ostatnie wakacje, kiedy zaczęłam się odżywiać bardzo regularnie i zauważać tego pozytywne skutki. Wreszcie uwierzyłam, że śniadanie potrafi dodać mi energii na co najmniej kilka godzin od wstania z łóżka. Dlatego też bez względu na to, o której godzinie wstanę- jem śniadanie. 

Z racji tego, że niejedzenie śniadań nie jest dla mnie tak odległą przeszłością, doskonale pamiętam, jakie uczucie mi towarzyszyło, gdy wychodziłam gdzieś na czczo- burczenie w brzuchu, mroczki przed oczami, brak siły, trudności z koncentracją... . Więc jeśli danego dnia przez głowę przejdzie mi myśl: "a może by tak odpuścić sobie śniadanie?", za chwilę przywołuję się do porządku: "ej, przecież nie chcesz się źle czuć!".


2. Piję świeżo wyciskane soki

  


Myślę, że niewielu Polaków spożywa w ciągu roku tyle cytrusów, ile ja zjadłam ich w ciągu ostatnich miesięcy. Zdecydowanie należałabym do grupy osób rzadko jadających owoce i warzywa gdyby nie fakt, że pochłaniam je w niezliczonych ilościach w postaci świeżo wyciskanych soków. O ile latem częściej serwowałam sobie koktajle z owoców leśnych, tak jesienią wybieram cytrusy.

Niemal każdego dnia kupuję siatkę pomarańczy i grapefruitów. Dziennie wypijam 1 szklankę soku, na którą składa się 0,5 grapefriuta i 1,5 pomarańczy lub 1 grapefruit i 1 pomarańcza. Dla mnie przygotowanie takiego soku jest mniej pracochłonne, choć korzystam z ręcznej wyciskarki, niż obranie dwóch owoców, wydłubanie pestek itd.. Sok piję zazwyczaj po powrocie z uczelni lub po wysiłku fizycznym. 

Oprócz soku z owoców, bez względu na porę roku co najmniej raz w tygodniu kupuję świeże, jednodniowe soki marchewkowe. O tej porze smak soku marchwiowego pasuje mi najbardziej i też najrzadziej trafiam na gorzkie egzemplarze. Uwielbiam zabrać butelkę takiego soku w trasę i mieć wrażenie, że robię coś dobrego dla swojego organizmu.


3. Spożywam olej lniany tłoczony na zimno

  


Od trzech miesięcy piję 2 łyżki dziennie oleju lnianego. Do spożywania go zachęciły mnie pozytywne opinie innych osób, a przede wszystkim fakt, że w dobroczynny sposób wpływa on na gospodarkę hormonalną. Moją mamę, z kolei, do picia oleju lnianego przekonał fakt, że łagodzi on objawy menopauzy. Poza tym olej lniany posiada mnóstwo innych zalet, dla których warto rozważyć jego picie, takich jak: dobry wpływ na włosy, skórę i paznokcie, wysoka zawartość kwasów omega-3 itp.. 

Choć od rozpoczęcia kuracji olejem lnianym upłynęły ponad 3 miesiące, wciąż nie przyzwyczaiłam się do jego smaku, dlatego te 2 łyżki popijam dużą ilością wody z cytryną lub czymś zagryzam. Olej ten można również dodawać do sałatek, jednak nie można używać go do smażenia. 

Jakie efekty zauważyłam dzięki piciu oleju lnianego? Przy regularnym jego piciu (tj. w wakacje) miałam wrażenie, że moje paznokcie rosną z prędkością światła, co nie do końca mi się podobało ;). Innymi efektami są: lepsze samopoczucie a przede wszystkim- odporność! Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam katar, choć wokół mnie wiele osób narzeka na przeziębienie czy grypę. Na szczęście mnie to nie dotyczy i zasługę tę w całości przypisuję spożywaniu oleju lnianego. Każdego roku, wraz z rozpoczęciem roku akademickiego łapało mnie mniejsze/większe choróbsko, a w tym roku- nic! Oby tak dalej! ;)  

Inny efekt spożywania oleju lnianego? Znaczne ograniczenie wypadania włosów, z którym zawsze miałam problemy. Dawniej każde zanurzenie szczotki we włosach kończyło się garścią utraconych włosów, obecnie- jednorazowo wypadają mi 2-3 włosy. 

Olej lniany kupuję w zaufanym sklepie zielarskim, gdzie przechowywany jest w zaciemnionym i zimnym miejscu- w lodówce (to ważne!). Tak też przechowuję go w domu. Jedna buteleczka oleju, tj. 250 ml, wystarcza mi na ok. 1 miesiąc i kosztuje 15 zł. Terminy przydatności tych olejów są bardzo krótkie (2 miesiące), dlatego warto spożywać je regularnie i kupować mniejsze butelki.  


4. Uprawiam sport

  


Na ten temat już wkrótce pojawi się osoby wpis na blogu.

Nie codziennie, aczkolwiek na miarę moich możliwości staram się być aktywna fizycznie. W miesiącach sierpień-wrzesień były to regularne marszo-biegi, zumba, jazda na rowerze, mini-siłownia na świeżym powietrzu itp., a od początku października są to: marszo-biegi, fitness i ćwiczenia w domu. 

Nigdy nie lubiłam się męczyć i pocić w czasie uprawiania sportu, a przebiegnięcie 600 m na WF-ie porównywałam do pokonania maratonu. Odkąd moja aktywność fizyczna jest na wyższym poziomie niż przed laty, inaczej patrzę na takie kwestie jak zmęczenie i zakwasy, na które skarżę się coraz rzadziej. Choć po każdym wysiłku towarzyszy mi zmęczenie, tak w perspektywie długoterminowej mam o wiele więcej energii niż dotychczas. Uprawianie danej dyscypliny pozwala mi też na jakiś czas zapomnieć o problemach czy wiszących obowiązkach. Dlatego polecam ruszenie tyłka z kanapy, nawet w taką pogodę jak dzisiaj. 


5. Piję pokrzywę i czystek

  


To jedne z tych rzeczy, o których istnieniu i właściwościach poinformowała mnie moja mama. Czystek do swojej diety włączyłam już w zeszłym roku. Od kilku miesięcy piję go naprzemiennie z pokrzywą.

Oba napary zdecydowałam się pić ze względu na ich korzystne działanie na urodę i cały organizm. Ponadto regularne picie czystka może przyczynić się do zmniejszenia aktywności trądziku i to właśnie ten fakt do jego spożywania przekonał mnie najbardziej. Czy w tej kwestii zauważyłam efekty? Początkowo twarz faktycznie zaczęła się oczyszczać, teraz jednak efekty nie są już dla mnie tak spektakularne. 

Staram się pić oba napary codziennie, co najmniej po 1 szklance każdego. Wielu osobom może nie pasować ich smak, choć ja nie miałam problemu z piciem pokrzywy i czystka praktycznie od samego początku. W tej chwili z powodzeniem zastępują u mnie herbatę. 

Co ciekawe, w przypadku czystka, z jednej porcji ziół można zrobić napar nawet trzykrotnie. Jest on zatem bardzo wydajny, ale ostrzegam- jest również moczopędny! ;).

A jakie są Wasze zdrowe nawyki? Na odpowiedzi czekam w komentarzu ;).

Tuesday, 18 October 2016

Moja letnia pielęgnacja twarzy z kosmetykami Tołpa Dermo Face Sebio i mój faworyt.

Moja pielęgnacja twarzy wygląda inaczej o każdej porze roku. Wraz z przyjściem tegorocznej jesieni ponownie zdecydowałam się na małą rewolucję w kosmetykach. Zanim opowiem o mojej jesiennej pielęgnacji twarzy, przedstawię kosmetyki, które używałam latem. Tak się złożyło, że o moją twarz zadbała w większości seria Sebio marki Tołpa, którą otrzymałam dzięki wygranej w konkursie organizowanym przez Agatę Bielecką.


Spośród kosmetyków, które otrzymałam, wybrałam 4 najczęściej używane przeze mnie. O nich własnie opowiem w tym poście. Część kosmetyków, które również znalazły się w paczce, sprezentowałam mamie.

Zanim otrzymałam kosmetyki, byłam zobligowana do wypełnienia krótkiej ankiety, dzięki której ściśle dopasowano produkty do mojej cery. Każda część mapy dotyka innej problematyki twarzy, a wybór odpowiedniego punktu na przekątnej świadczy o większych lub mniejszych problemach z takich zakresów jak: nawilżenie, niedoskonałości, naczynka itp.. Taką analizę możesz przeprowadzić nie tylko dla twarzy, ale dla ciała i nastroju, zaznaczając odpowiednie pola. 

Moja cera jest typowo trądzikowa, dlatego seria Sebio była mi pisana od samego początku.
Zapraszam na recenzję kosmetyków Tołpa.


Matujące serum zwężające pory

  

"Jest skoncentrowany i wzmacnia działanie dalszej pielęgnacji. Zmniejsza widoczność porów i normalizuje wydzielanie sebum, zapewniając efekt matowej skóry do 8h. Stopniowo i delikatnie złuszcza zrogowaciały naskórek. Działa antybakteryjnie. Ogranicza liczbę zaskórników i przeciwdziała powstawaniu niedoskonałości. Pozostawia skórę nawilżoną i gładką. Szybko się wchłania i nie obciąża skóry".
Matujące serum zwężające pory (Tołpa, cena- 27,99 zł/75 ml).
To pierwsze serum w mojej kosmetyczce, zamknięte w higienicznym opakowaniu, w dodatku bardzo wydajne. Wystarczy zaledwie jedno naciśnięcie pompki, by rozprowadzić kosmetyk na całej twarzy. Dawno nie miałam tak pięknie pachnącego kosmetyku, ale przecież nie o sam zapach tutaj chodzi. Spodziewałam się, że serum będzie miało konsystencję żelu, jednak w rzeczywistości jest płynne. Szybko się wchłania w skórę i po kilkunastu sekundach twarz wygląda jak przed nałożeniem serumNa dłuższą metę nie zauważyłam jednak większych rezultatów stosując to serum, dlatego też nie uważam by było mi ono niezbędne. Czy zapewnia efekt matowej skóry do 8h? Nie i uważam, że pod tym względem nie sprawdziła się cała seria kosmetyków, ale uzyskanie tego efektu nie było dla mnie pierwszorzędne.  

Matujący krem korygujący na dzień

  

"Służy do walki z niedoskonałościami skóry. Reguluje wydzielanie sebum i działa antybakteryjnie. Odblokowuje pory, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Zapobiega powstawaniu grudek, krostek i zaskórników. Długotrwale matuje i nawilża. Podsumujmy: skóra jest matowa i wygładzona, bez niedoskonałości".
Matujący krem korygujący na dzień (Tołpa, cena- 32,99 zł/40 ml).
Nakładałam go codziennie rano, zwykle po aplikacji serum, o którym wspomniałam wyżej. Ma lekką konsystencję i ładny zapach, charakterystyczny dla większości kosmetyków tej serii. Szybko się wchłania, dzięki czemu zaraz po wsmarowaniu kosmetyku, można nałożyć podkład i ruszać w drogę. Przez pierwsze 2 godziny ładnie matowi i wygładza cerę, później, niestety, twarz zaczyna się świecić i to dosyć mocno. Niemniej jednak, dobrze nawilżał moją cerę a na tym w dzień zależało mi najbardziej. 

Matujący krem korygujący na noc

  

"Służy do walki z niedoskonałościami skóry w czasie snu. Reguluje wydzielanie sebum, odblokowuje pory i działa antybakteryjnie. Zapobiega powstawaniu grudek, krostek i zaskórników oraz przyspiesza eliminację zmian. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Jednym zdaniem: rano skóra jest zregenerowana i ma wyrównany koloryt". 
Matujący krem korygujący na noc (Tołpa, cena- 32,99 zł/40 ml).
Zaskoczył mnie- pozytywnie! Każdego rana miałam wrażenie, że twarz jest bardziej odżywiona.  Za ten efekt zdecydowanie polubiłam krem, dlatego też raz na jakiś czas towarzyszy mi w jesiennej pielęgnacji twarzy. Rano twarz się świeciła, równocześnie jednak miała mniej grudek- coś za coś. Jednocześnie wiem, że za ten efekt odpowiada po części szczoteczka soniczna, której używałam wieczorem. O tym wynalazku możesz przeczytać tutaj: Szczoteczka soniczna BEAUTYline z Biedronki- czy polecam?. Uważam, że oba produkty sprawdziły się w tej kwestii świetnie, nieważne który z nich przyczynił się do tego bardziej.

Maska-peeling-żel 4w1 korygująca niedoskonałości

  

"Łączy w sobie 4 funkcje: peelingu mechanicznego i enzymatycznego, maski ściągającej i żelu do mycia twarzy. Odblokowuje pory, zapobiega powstawaniu zaskórników. Reguluje wydzielanie sebum, łagodzi podrażnienia i zwęża rozszerzone pory. Głęboko oczyszcza i działa antybakteryjnie. Skóra odzyskuje zdrowy koloryt, jest odświeżona, wygładzona i dokładnie oczyszczona".
Maska- peeling- żel 4w1 korygująca niedoskonałości (Tołpa, 9,99 zł/25 ml).
Na koniec zostawiłam mojego faworyta. 

Wszystko to, o czym wspomniał producent, jest prawdą! Jest to jeden z lepszych kosmetyków, jaki kiedykolwiek miałam- nie przesadzam! W dodatku świetnie uzupełnia moją obecną, jesienną pielęgnację twarzy. 

Produkt ten ma konsystencję kremu zawierającego drobnoziarnisty peeling. Z reguły wykorzystuję go jako maskę- na zwilżonej wodą twarzy wykonuję krótki masaż z wykorzystaniem kosmetyku i pozostawiam przez ok. 15 min.. Początkowo zmartwiło mnie delikatne pieczenie, występujące po kilku minutach od nałożenia maski, jednak z czasem ono ustąpiło. Uwielbiam efekt, który uzyskuję po zmyciu tego peelingu. Twarz jest gładsza w dotyku, oczyszczona, niedoskonałości mniej widoczne. Śmiało mogę powiedzieć, że efekt, który uzyskuję, jest lepszy od rezultatów osiąganych dzięki maseczce z zielonej glinki, która jak dotąd była moim faworytem. Produkt ten używam raz na tydzień lub dwa, zamiennie z maseczką z zielonej glinki. W dodatku jest niedrogi i mimo tubki o pojemności 25 ml- starcza na wiele razy. 

Znacie kosmetyki marki Tołpa? Co o nich sądzicie i za co je lubicie?

Tuesday, 11 October 2016

Czym nawilżać skórki wokół paznokci? 3 z 6 niezawodnych produktów z różnych półek cenowych. Część 2.

Jeśli nie czytałaś poprzedniego posta, to zachęcam od rozpoczęcia lektury właśnie tam: Koniec z zadziorkami! Czym nawilżać skórki wokół paznokci? 3 z 6 niezawodnych produktów z różnych półek cenowych. Część 1. 
Dziś przedstawiam zatem kolejną "trójkę"świetnych produktów, które mają bardzo szerokie zastosowanie. Być może masz je w domu, a nie wiesz, że możesz je wykorzystać również w celu nawilżenia skórek wokół paznokci. Jesień to idealny czas, by przypomnieć sobie o pielęgnacji. 


Oliwa z oliwek i olej rycynowy

  


Która z nas nie ma oliwy z oliwek w swojej kuchni? Używamy jej do sałatek, do smażenia, do maseczek na twarz, czy na włosy. U mnie stosowanie oliwy z oliwek ma wyłącznie charakter kosmetyczny, gdyż do jej smaku jeszcze się nie przekonałam. W swoim składzie posiada witaminę młodości- E, oraz takie witaminy jak A, D, K, F. Witaminy te znajdujemy w innych preparatach do paznokci, które stosujemy na co dzień. Skoro tak, to dlaczego nie nawilżać nią skórek wokół paznokci (oraz całych dłoni)?!

Zanim zaczęłam stosować olej kokosowy na noc, kilka kropli oliwy z oliwek lub oleju rycynowego dodawałam do zwykłego kremu do rąk, dokładnie wsmarowywałam mieszankę w dłonie i tak kładłam się spać. Efekt nawilżenia, który osiągałam również był zadowalający. Dbaj o to, by oliwa z oliwek, którą wybierasz m.in. do tego celu, była dobrego gatunku.


Olej rycynowy, podobnie jak olej kokosowy czy oliwa z oliwek, posiada wiele zastosowań- tym razem wyłącznie w kosmetyce i medycynie- nie w kuchni! Możesz dodawać kilka kropli olejku do kremu do rąk na dzień lub na noc, jak również nakładać na brwi i rzęsy, jako odżywkę przyciemniającą i zagęszczającą. Gwarantuję Ci, że efekt nawilżenia szybko się pojawi. Olej rycynowy jest chyba najbardziej rozpowszechnionym olejem wśród osób z blogsfery ;). W swój olej zwykle zaopatruję się w sklepie zielarskim. Olej rycynowy kosmetyczny (cena- ok. 10 zł/100 ml).

Zarówno oliwę z oliwek, jak i olej rycynowy z powodzeniem można wykorzystać do olejowania paznokci na ciepło. Wystarczy podgrzać ciecz np. w kąpieli wodnej i moczyć paznokcie przynajmniej raz dziennie przez kilkanaście minut.


Maść ochronna z witaminą A

  



To najtańsza, z powyższych opcji, maść, którą możesz zakupić w aptece. Podobnie jak pozostałe produkty, maść ochronna z witaminą A ma wiele możliwości. Warto ją mieć w torebce nie tylko ze względu na zamiennik kremu do rąk, ale i popękane usta, podrażnienia itd.. Lista dobroczynnych właściwości tej maści praktycznie nie ma końca. 
Jeśli zatem chcesz rozpocząć przygodę z pięknymi dłońmi i skórkami wokół paznokci, możesz zacząć od zakupu właśnie tego produktu. Aby osiągnąć najlepszy rezultat, dobrze również posiadać bawełniane rękawiczki do pielęgnacji dłoni, które założysz na noc zaraz po aplikacji maści (warto nałożyć większą porcję maści). Maść ta zmiękcza i skutecznie nawilża dłonie oraz skórki wokół paznokci. Jej konsystencja jest dosyć tłusta, dzięki czemu dobrze zabezpieczy dłonie również przed mrozem. 

O maści z witaminą A zapomniałam ostatnimi czasy. Przypomniała mi o nich jedna z czytelniczek bloga, za co bardzo jej dziękuję, ponieważ to jedna z najtańszych alternatyw dla suchych i pozadzieranych skórek, którą, tym samym, bardzo Ci polecam :). Maść ochronna z witaminą A (cena- ok. 4zł/25g).

Czy któryś z przedstawionych przeze mnie produktów jest Ci znany w kosmetyce? Jak nawilżasz skórki wokół paznokci i dbasz o swoje dłonie? Podziel się swoimi sposobami poniżej. 

Monday, 3 October 2016

Koniec z zadziorkami! Czym nawilżać skórki wokół paznokci? 3 z 6 niezawodnych produktów z różnych półek cenowych. Część 1.

Jesień niekorzystnie wpływa na nasze dłonie i skórki wokół paznokci. Silnie wysuszające detergenty, których na co dzień używamy w domu, również nie sprzyjają ładnym dłoniom. Nawet najstaranniej wykonany manicure nie będzie wyglądał estetycznie, gdy skórki wokół paznokci będą suche. Jeśli narzekasz na często pojawiające się zadziorki, ten post jest dla Ciebie, gdyż sekret ładnych dłoni i skórek tkwi w ich nawilżaniu!

Zapraszam zatem na wpis, w którym podzielę się z Tobą sposobami na skuteczne nawilżenie zarówno skórek wokół paznokci, jak i dłoni. Zestawię produkty z różnych półek cenowych, które możesz nabyć w drogerii, aptece czy zielarskim, oraz zabiegi, które możesz samodzielnie wykonać z wykorzystaniem olejów dostępnych w Twojej kuchni. Dziś 3 z 6 wypróbowanych przeze mnie produktów. Kolejna "trójka" już za tydzień! Mam nadzieję, że przedstawione przeze mnie propozycje skłonią Cię do wykorzystywania którejś z nich na co dzień.

Jeśli Twoje paznokcie wymagają jesiennej regeneracji, polecam Ci mój ostatni wpis: Jak dbać o paznokcie? 6 kroków do pięknych i sprężystych paznokci. Produkty do pielęgnacji, które polecam.



Multiodżywcza oliwka do skórek i paznokci Eveline
  

To mój najnowszy nabytek, z którym praktycznie nie rozstaję się od jego zakupu. Ma bardzo przyjemny, cytrusowy zapach. Oliwkę aplikuję kilka razy dziennie, na zasadzie "kiedy mi się przypomni". Dla lepszego efektu staram się od razu wsmarować ją w skórki. W swoim składzie posiada olej z avokado, olej ze słodkich migdałów oraz witaminy: A, E, F. Przyznam szczerze, że oliwka nie daje tak rewelacyjnych efektów w postaci nawilżenia skórek, jak chociażby olej kokosowy, jednak lubię ja za to, że mogę ją mieć przy sobie i w każdej chwili użyć. Na dłuższą metę jestem z niej jednak zadowolona, ponieważ skórki wyglądają na nawilżone. Jest bardzo wydajna. Mam ją od kilku tygodni, a mimo wszystko praktycznie nic z niej nie ubyło. Jedno zamoczenie pędzelka w olejku wystarcza na pokrycie skórek co najmniej wokół pięciu paznokci. Bardzo dobrze się sprawdza w połączeniu z produktem z Sally Hansen, o którym przeczytasz poniżej. Multiodżywcza oliwka do skórek i paznokci Eveline (Rossmann, cena- 13,99zł/12 ml).


Sally Hansen Cutie Eraser + Balm
  

Skoncentrowany balsam o dosyć intensywnym, ale ciekawym zapachu, zamknięty w małym, okrągłym opakowaniu. Powstał na bazie białej herbaty i ogórka. Ma dwojakie zastosowanie- złuszczające i nawilżające. Mimo tego, iż balsam wygląda jak cukiereczek do schrupania, nie przypadł mi do gustu sposób jego aplikacji. Posiadaczki dłuższych paznokci mogą mieć problem z zamoczeniem wyłącznie opuszka palca w balsamie. Ponadto po wsmarowaniu balsamu w skórki, moje dłonie się kleją i najchętniej umyłabym je, choć nie powinnam, by nie zmyć produktu z paznokci. Niemniej jednak sama skuteczność balsamu zasługuje na pochwałę. Używam go na noc w połączeniu ze wspomnianą powyżej oliwką do paznokci Eveline- najpierw wsmarowuję balsam SH w skórki, następnie przejeżdżam je pędzelkiem nasączonym oliwką i tak kładę się spać. Rano skórki są wyraźnie nawilżone. Da mnie ten balsam jest jednak trochę nieporęczny, dlatego używam go wyłącznie w domu na noc. Sally Hansen Cutie Eraser+ Balm (Rossmann, cena- 22,69zł/8 g).    


Nierafinowany olej kokosowy
  

Zdecydowanie mój ulubieniec, z którego korzystam głównie wieczorami, kilka razy w miesiącu. Jestem pewna, że najpierw urzeknie Cię jego zapach, a potem szerokie zastosowanie i osiągnięte korzyści. Dzisiaj jednak skupię się na jego właściwościach nawilżających. W ostatnim poście poświęconemu paznokciom wspominałam, że rozpuszczony olej kokosowy można wykorzystać zamiast kremu do rąk na noc. Aby jednak wzmocnić efekt, warto nabyć rękawiczki kosmetyczne i po wsmarowaniu w dłonie oleju, założyć je do snu. Po całonocnej kuracji olejem kokosowym obudzisz się z gładką i nawilżoną skórą dłoni. Efekty widoczne są już po pierwszym razie, dlatego warto spróbować!

Gdzie kupuję olej? Zazwyczaj przez internet w słoiku o pojemności 900 ml. Dla mnie ważne jest, by był nierafinowany, tłoczony na zimno (co pozwala na zachowanie wszelkich wartości odżywczych). Najbardziej opłaca się zakupić od razu większy słoik. Zawartość wykorzystasz zarówno w kuchni, jak i kosmetyce. Nierafinowany olej kokosowy (cena- ok. 40 zł/900 ml).

Link do drugiej części wpisu: Czym nawilżać skórki wokół paznokci. 3 z 6 niezawodnych produktów z różnych półek cenowych. Część 2.

A jakie są Twoje sposoby na nawilżanie skórek wokół paznokci? Czy któryś z powyższych produktów jest Ci znany? Zapraszam do dyskusji. 

Friday, 23 September 2016

Jak dbać o paznokcie? 6 kroków do pięknych i sprężystych paznokci. Produkty do pielęgnacji, które polecam.

Prawdą jest, że nigdy nie narzekałam na kondycję swoich paznokci. Zwykle są sprężyste i mało podatne na uszkodzenia, dlatego praktycznie mogę z nimi robić, co chcę, choć nie nadużywam tego ;). Wiem też, że sęk ich dobrej kondycji nie tkwi tylko w dbaniu o nie, ale i genach.
Spisałam jednak rady, które mogą być dla Was przydatne, zwłaszcza mając na względzie nadchodzącą jesień, kiedy paznokcie mogą ulec osłabieniu. 

Tego posta dedykuję dziewczynom zarówno mającym problemy z paznokciami, jak i tym, które nie narzekają na ich kondycję. Myślę, że każda z Was znajdzie coś dla siebie. Wpis ten kieruję również do moich znajomych, które często pokazują mi swoje połamane paznokcie pytając "i co teraz?". A może zamiast leczenia, lepiej od razu zapobiegać?!

Ponadto zebrałam również moje ulubione produkty do pielęgnacji paznokci i dłoni, które polecam. 
Voila! 


Krok 1: Zastąp obcinacz do paznokci pilniczkiem


...a paznokcie Ci za to podziękują.
Widzę ogromną różnicę w kondycji paznokci, gdy są obcięte zwykłym obcinaczem, a kiedy spiłuję je pilniczkiem. Po skróceniu obcinaczem momentalnie zaczynają się rozdwajać i już nie są tak mocne, jak kiedyś. 
Wiem, wiem... nie lubisz piłować paznokci pilniczkiem- trwa to długo, a może, tak jak ja, nie przepadasz za odgłosem piłowanych paznokci. Wiele razy szłam na skróty i wybierałam obcinacz. Od jakiegoś czasu nieprzerwanie używam pilnika i ma to odzwierciedlenie w dużo lepszym stanie paznokci niż dotychczas.

Warto do tego celu wybrać pilniczek o odpowiedniej ziarnistości. Jeśli Twoje paznokcie są podatne na uszkodzenia, złamania, wybierz pilniczek delikatniejszy- drobnoziarnisty. Na opakowaniu możesz znaleźć informację o ilości ziarenek występujących na 1cm2 pilnika. Im więcej ziarenek, tym mniejsza ziarnistość. 

Zazwyczaj zależy mi na dosyć szybkim spiłowaniu sporej długości paznokci (ostatnio rosną mi jak szalone), więc do ich skrócenia wybieram średnioziarnisty pilnik papierowy, natomiast do wykończenia całości- drobnoziarnisty, np. szklany. Dodatkowo, po spiłowaniu paznokci od razu myję ręce, by sprawdzić, czy nie uwidocznią się jakieś zadziorki. 

Krok 2: Stosuj odżywki do paznokci oraz kilkudniowe kuracje preparatami dostosowanymi do Twoich paznokci



Odpowiednio dobrana odżywka do paznokci potrafi zdziałać cuda. Nie tylko zabezpieczy płytkę przed zabarwieniem od kolorowego lakieru, ale także wzmocni paznokcie. 

Na rynku mamy mnóstwo odżywek- wzmacniające, regenerujące, do paznokci kruchych, łamliwych itp.. Nie wybieraj pierwszej lepszej, niech to będzie odżywka dostosowana do Twoich paznokci. A jeśli masz paznokcie nieproblematyczne, wybierz odżywkę ochronną do paznokci normalnych. 

Używałam mnóstwo odżywek i jak dotąd, w moim przypadku, najlepiej się sprawdziły odżywki podkładowe Nail Tek (Foundation 1 i 2) o mlecznej barwie. Do dyspozycji macie cztery rodzaje odżywek dostosowanych do różnych typów paznokci (paznokcie: normalne, miękkie, suche, cienkie). To, co uważam za ich największą zaletę- błyskawicznie schną, dzięki czemu po pomalowaniu drugiej ręki odżywką, na pierwszą mogę nałożyć już kolor. Koszt tej odżywki to ok. 16 zł. Jeśli szukacie czegoś tańszego, do niezbyt problematycznych paznokci, polecam Wam KillyS utwardzacz do paznokci z keratyną lub KillyS bomba witaminowa (ok. 10 zł).  
Wszystkie znamy Eveline 8 i 9w1. Kiedy moje paznokcie potrzebują regeneracji, używam przez kilka dni odżywki ochronnej Nail Tek, której stosowanie opiera się na takich samych zasadach jak w przypadku Eveline (codziennie malujemy paznokcie odżywką, po kilku dniach zmywamy). O dłuższej kuracji paznokciowej z wykorzystaniem tego produktu możecie przeczytać tutaj: Kuracja z Nail Tek'iem- 45 dni później. Już po tygodniu można zauważyć różnicę w stanie paznokci, a to dopiero początek! ;)

W odżywki Nail Tek zaopatruję się przez internet. Zwykle kupuję je w zestawie, aby było taniej. Wiem też, że można je nabyć w Hebe. O ile dziewczyny czasami skarżą się na Eveline, tak, jeśli chodzi o zestaw Nail Tek- nigdy nie spotkałam się z negatywnymi opiniami. 

Krok 3: Używaj rękawiczek do prac domowych


I nie mam tutaj na myśli szkolnych prac domowych! ;)

Rękawiczek używam przede wszystkim, by chronić dłonie przed szkodliwym działaniem detergentów. Niemniej jednak detergenty te nie pozostają obojętne wobec naszych paznokci. Dlatego też z długich, grubych rękawiczek korzystam robiąc pranie ręczne, czy sprzątając w domu. 

W tej chwili nie wyobrażam sobie wykonywania prac domowych bez użycia rękawiczek. Kiedy jeszcze ich nie używałam, każde pranie ręczne kończyło się zmiękczonymi i osłabionymi od płynu paznokciami. W mojej łazience i kuchni można zatem znaleźć kilka par długich rękawiczek, które czekają w pogotowiu :).


Krok 4: Pielęgnuj dłonie kremem do rąk


Czymże byłyby piękne paznokcie bez pięknych dłoni?! ;)

Zawarte w kremach do rąk składniki, w tym oleje i witaminy, nie tylko korzystnie wpłyną na wygląd dłoni, ale również i paznokci. Warto zadbać o dłonie zwłaszcza teraz- jesienią. Krem, z którym ostatnio się nie rozstaję, możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu. Dostępny jest w Douglasie w dwóch wariantach: anty-aging i normalnym- do codziennej pielęgnacji. Niestety nie jest tani (ok. 22 zł/100 ml). Przeznaczony jest do dłoni, stóp i paznokci. Szybko się wchłania, fajnie zmiękcza skórę dłoni i skórki wokół paznokci. 

Warto aplikować krem kilka razy dziennie- po myciu rąk, przed wyjściem na zewnątrz, przed pójściem spać.

A jeśli lubisz pielęgnację paznokci i dłoni naturalnymi składnikami, polecam Ci nocną kurację pachnącym nierafinowanym olejem kokosowym z wykorzystaniem rękawiczek. O tego typu nawilżaniu z wykorzystaniem zwykłego kremu do rąk pisałam tutaj: Sekret nawilżonych dłoni, czy domowe SPA w białych rękawiczkach. Wystarczy rozpuścić olej w ciepłej kąpieli wodnej lub rozgrzać go w dłoniach, wsmarować w dłonie, założyć bawełniane rękawiczki kosmetyczne (dostępne np. w Rossmannie, cena ok. 10 zł) i pójść spać. Taka kuracja nie tylko poprawi wygląd dłoni, ale również "nie przejdzie" obojętnie obok paznokci! Efekt widoczny już po pierwszym razie. 

Krok 5: Długość? Tak, ale nie za wszelką cenę!


Znam dziewczyny, w tym moją mamę, którym nie udaje się zapuścić dłuższych paznokci. Paznokcie dorastają do pewnej długości poza opuszek i po pewnym czasie się łamią. Oczywiście powodów tego może być mnóstwo (np. aktywny tryb życia uniemożliwiający "wyhodowanie" dłuższych paznokci). 
A może nie warto zapuszczać paznokci za wszelką cenę? Równie ładne są krótkie, ale wypielęgnowane! 

Krok 6: Dobrze się odżywiaj!


Ten punkt tak naprawdę powinien być na pierwszym miejscu. Doskonale pamiętam czas, kiedy m.in. niejedzenie mięsa odzwierciedlało się w postaci białych plamek na paznokciach. 

Niedostarczanie odpowiedniej dawki witamin z poszczególnych grup z reguły powoduje obniżenie odporności, a na dłuższą metę- problemy ze zdrowiem. To nikogo nie dziwi. Jeśli jednak zastanowisz się nad tym, co i jak jesz, możesz dojść do wniosku, że pośrednią przyczyną problemów z paznokciami (ale i nie tylko, bo z cerą i włosami) może być właśnie kiepskie czy nieregularne odżywianie. 

Mam nadzieję, że to właśnie ten punkt będzie miał rozwinięcie w kolejnych postach.

Jeśli dotrwałaś do końca- gratulacje ! ;) 

Odnoszę wrażenie, że ta lista mogłaby się nie kończyć. W głowie mam jeszcze mnóstwo sposobów, których wcielenie w życie mogłoby się przyczynić do lepszej kondycji paznokci. Jestem ciekawa, czy podczas czytania nasunęły Wam się jakieś sugestie, bądź dodałybyście tutaj coś od siebie. Dajcie znać!