Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Monday, 26 August 2013

Mała wpadka z topem Golden Rose

Nie przepadam za pisaniem negatywnych recenzji. Tym razem jednak chciałam się Wam pożalić na Top Coat jednej z moich ulubionych kosmetycznych firm- Golden Rose.


To Top Coat, którego używa wiele blogerek. Ba, słyszałam że efekt można porównać do samego Seche, który kosztuje kilka razy tyle! Szukałam go w swoich drogeriach i kilkanaście dni temu wpadł w moje ręce. Kosztował nieco ponad 5zł- nie majątek, ale faktycznie oczekiwałam od niego wiele.

Producent obiecuje efekt żelowych paznokci. Ze swojej strony mogę dodać, że lakier posiada szeroki pędzelek, taki jak lakiery z serii Rich Color, dzięki czemu top można rozprowadzić na paznokciu w 1-2 ruchach. W dodatku szybko schnie, o czym nie poinformował nas producent, więc była to dla mnie miła niespodzianka.
Faktycznie kolorowy lakier ślicznie lśni na paznokciach i nie chcę używać tu mocnych słów, ale efekt jest porównywalny do żelowych paznokci...

I to na tyle plusów. Jest jeden minus, który z góry zdyskwalifikował ten top. Jaki?
Po dosłownie dwóch dniach noszenia lakieru zauważyłam delikatną pajęczynkę pęknięć na paznokciu. Oczywiście, nie popękały mi paznokcie, a jedynie sam kolorowy lakier (uff), jednak przez to cały manicure wygląda brzydko i nieestetycznie.
Ta mozaika pęknięć prędzej czy później pojawia się na każdym paznokciu i "atakuje" je stopniowo- od zewnętrznej części paznokcia do środka w dół. Ostatnio zauważyłam, że góra również jest popękana. Wygląda to tak, jakbym zwyczajnie nie domyła paznokci...


Lakiery na paznokciach zmieniam średnio co 4-5 dni. Z tego powodu nie mogę używać Top Coat'u GR, ponieważ już po dwóch dniach na jasnych, pastelowych kolorach pojawiają się drobne pęknięcia. Nie wiem, jak sprawa wygląda na ciemnych lakierach, ale kupując top oczekuję, że sprawdzi się on na każdym kolorze... nie tylko na czarnych.

Niestety fora internetowe (Wizaż) również nie wychwalają tego topu, właśnie ze względu na te pęknięcia.

Nie pokażę Wam zatem manicure, który możecie poniekąd oglądać powyżej, ponieważ brzydka pajęczynka wpływa na ostateczny efekt. A szkoda... bo GR ma naprawdę świetne lakiery.

Jakość tego topu nie wpływa jednak na moją ogólną ocenę innych lakierów GR, które zdecydowanie należą do moich ulubionych.

Mam nadzieję, że ktoś z GR przeczyta tę recenzję i może poniekąd wpłynie ona na jakość produkowanych w przyszłości top coat'ów.

Edit /30.08.2013/ odpowiedź na moją recenzję i zapytanie, dlaczego top coat powoduje pęknięcia:
Trochę się dziwię, że dotąd GR nie spotkało się z tego typu opinią, bo wiele użytkowniczek tego Top Coat'u żaliło się już na pęknięcia. Zazwyczaj używam topu na jeszcze niedoschnięty lakier- to fakt- ale robię to, bo nie mam tyle zwykle czasu na czekanie aż jeden lakier wyschnie, by nałożyć jeszcze jedną warstwę (i oczywiście znowu czekać). Nie kupiłam Top Coat'u w firmowym sklepie, nie zamierzam go też nigdzie oddawać, szkoda nerwów.

Ciekawi mnie jednak jeszcze jedna sprawa... na buteleczce z lakierem jest napisane: "Apply one coat after 2 min. of nail laquer applying", co dla mnie znaczy: nałożyć warstwę topu po dwóch minutach od nałożenia (kolorowego) lakieru. Żaden lakier, a zwłaszcza 2-3 warstwy (odżywka, 2 warstwy koloru), nie wyschnie całkowicie w ciągu dwóch minut, co przeczy odpowiedzi pani z GR.
  

Macie ten Top Coat? A może możecie polecić mi coś innego i dobrego?

Follow my blog with Bloglovin

Friday, 23 August 2013

Wyrazisty look z cieniami do powiek MeMeMe

W jednym z postów zakupowych pokazywałam Wam perełki, jakie nabyłam w internetowym sklepie Kosmetykomania. Wtedy też chciałam rozpocząć swoją przygodę z makijażem, z którego robieniem miałam problemy od zawsze. Dzięki współpracy z Kosmetykomanią otrzymałam m.in. Wypiekane cienie do powiek MeMeMe,  które są sprawcami tego posta. 

To właściwie chyba mój pierwszy post "makijażowy" na blogu (a blog ma już półtora roku !), więc proszę o wyrozumiałość ;)









To, co od razu rzuciło mi się w oczy to fakt, że cienie przy aplikacji nie osypują się z pędzelka. Zdecydowanie dłużej utrzymują się na oku niż moje inne cienie (np. z Avonu, których używam namiętnie). Aplikacja na mokro daje zdecydowanie lepsze efekty niż na sucho, jeśli oczekujemy wyrazistego makijażu oka. 

Mój makijaż w większości został wykonany na mokro. Kolor Electric Eyes (05) zawiera: złamaną biel, intensywną żółć, butelkową zieleń i ciemny granat. Nie jestem przekonana do tej wersji kolorystycznej i na początku miałam dylemat, które cienie łączyć z którymi. Ostatecznie na zdjęciach możecie podziwiać przemyconą całą gamę kolorów. 

Zdecydowanie najbardziej pokochałam złamaną biel, którą łączę z innymi markami cieni. Nałożona w wewnętrznym kąciku oka fajnie je rozświetla i delikatnie otwiera oczy.

Koszt tych cieni to 32,50zł, do kupienia TUTAJ.

Mam nadzieję, że bardzo się nie zbłaźniłam tym makijażem. Oczywiście wszelkie Wasze rady wezmę sobie do serca.

Macie którąś z wersji kolorystycznych tych cieni?

Tusz do rzęs: Mary Kay (wydłużający)

Wednesday, 21 August 2013

Fluo accent

O tym, że obecnie nosi się neon i wszelkie fluo dodatki mówić nie trzeba. Wciąż jestem zakochana w "oczorażących" lakierach, dlatego zaraz po nabyciu ognistej pomarańczy zabrałam się za jakieś kreatywne zdobienie. Tym razem pokusiłam się o różne wzorki, dlatego też paznokcie przykuwały uwagę i zainteresowanie z zewnątrz... .




Kropki wykonałam standardowo moją "sondą" w postaci szpilek. Mniejsze kropki zrobiłam ostrymi końcówkami, natomiast większe- okrągłym zakończeniem szpilki w postaci kulki. Falbanka również powstała w ten sposób na zasadzie ściśle przylegających do siebie kropek.







Lakiery: /baza- Nail Tek Foundation I/, /baza kolor- Golden Rose with Protein 348/, /wzorki- NEON Fluo Delia pomarańcz/, /Top Coat- Golden Rose Gel Look/ .

Jak oceniacie zdobienie? Wpadło Wam w oko? :)

Wednesday, 14 August 2013

Lakierkowe nowości

Moje lakierowe uzależnienie wciąż trwa i nie zapowiada się, by coś miało ulec zmianie w tej kwestii.
Dziś zatem będzie kolorowo, neonowo i biżuteryjnie...


1. Jakikolwiek Golden Rose Jolly Jewels był moim marzeniem odkąd zobaczyłam tę serię na Waszych blogach. U mnie jednak go nie było, a w internecie kosztował krocie (nie mówiąc jeszcze o kosztach przesyłki). Ten ze złotymi drobinkami (117) kosztował niecałe 9 zł i nieskromnie powiem, że jest piękny! Zdecydowanie miłość od pierwszego wejrzenia.

2. W tle możecie także zobaczyć Top Coat Gel Look, na który polowałam już jakiś czas. Daje fajne żelowe wykończenie i szybko schnie. To dzisiejszy nabytek, więc nie mogę jeszcze wiele o nim powiedzieć.



3. Golden Rose Rich Color (06) przykuł moją uwagę za sprawą malusieńkich, złotych drobinek przypominających te z balsamów rozświetlających. O ile nigdy nie byłam przekonana do serii Rich Color, tak tym razem postanowiłam zapomnieć o uprzedzeniach i przygarnąć ten kolor. Widziałam go już na Waszych blogach i choć mijałam go na drogeryjnych półkach kilka razy, zawsze kupowałam coś innego... 



4. Brzoskwiniowy lakier MIYO (126) kupiłam z czystej ciekawości na wakacjach. Nie miałam go jeszcze na paznokciach, ale szczerze mówiąc nie spodziewam się też po nim efektu "wow". Również ma złote drobinki przypominające tym razem satynę .

5. NEON FLUO (Ados) w kolorze nieziemskiej pomarańczy jest cu-dow-ny! Jedna warstwa daje mocne krycie i nie trzeba kłaść 10-ciu warstw, by uzyskać taki efekt jak w buteleczce. W dodatku lakier jest niedrogi i ma kilka wariantów kolorystycznych (żółty, zielony, niebieski, fioletowy). Na dniach pojawi się zdobienie na blogu :)



6. Lakiery Virtual Street Fashion vinylmania nabyłam za sprawą mojej mamy, która najpierw kupiła czarny (All in black- 44). Potem ja dłuuugo, dłuuugo szukałam idealnie kryjącej bieli i również padło na Virtual (nie wiem, dlaczego). Pędzelki wywołały u mnie rozśmieszenie, ponieważ ja- nałogowy malarz paznokciowy- nie potrafię się nimi posługiwać. Na początku mama myślała, że kupiła felerny egzemplarz z zakrzywionym pędzelkiem. Okazało się, że taki był zamysł producenta a ja do kolekcji dokupiłam śnieżną biel. Nie jest to jednak to, czego szukałam. To już trzeci biały lakier, który mnie zawodzi... . Tym razem okazuje się, że sprawcą mojego niezadowolenia jest dziwny pędzelek. Teoretycznie powinien on ułatwiać malowanie... ale może się nie znam.


Może któraś z Was potrafi malować paznokcie takim pędzelkiem?

Od którego lakieru powinnam więc zacząć? :)
Macie któryś z moich nabytków?

Tuesday, 13 August 2013

Pepper and chili


Biorę się za takie zdobienia tylko wtedy, kiedy nie mam pomysłu na coś bardziej kreatywnego. Myślę, że nie wyszło tragicznie, aczkolwiek- stać mnie na więcej. Wyszło coś na zasadzie połączenia grubego pieprzu z chili...







W różnym świetle kolor bazowy inaczej się prezentuje. Do tego zdobienia wykorzystałam lakiery Bell (niestety bez numerków). Nie muszę powtarzać, że urzeka mnie nie tylko ich krycie, intensywność kolorów, ale i wytrzymałość. 

Dajcie znać, co sądzicie o zdobieniu... :)

Sunday, 11 August 2013

Motylem jestem...

Motylem jestem... dosyć ciężkim- stwierdziłam na podstawie poniższych zdjęć.


Kochani, zwracam się do Was z prośbą o zagłosowanie za pośrednictwem Facebooka na moje zdjęcie w konkursie "Motylem jestem..." organizowanym przez m.in. BeautyBook. Wiem, że na zdjęciach kiepski ze mnie motyl :)

Co wystarczy zrobić?


Za wszystkie głosy bardzo Wam dziękuję. Jeśli uda mi się wygrać postaram się w krótkim czasie zorganizować dla Was jakieś rozdanie :) Chętnie się dowiem, komu zawdzięczam głosy, dlatego możecie spamować mnie w komentarzach :)

A poniżej kilka zdjęć, które mniej więcej nadają się do wystawienia na światło dzienne...






Photos: M.

Thursday, 8 August 2013

Depilacja dla leniwców z Joanna Sensual

Sierpniowe upały dają nam popalić do tego stopnia, że o długich spodniach nie ma mowy! 
Chcąc nie chcąc musimy odkryć nogi a jeszcze miło by było, gdyby były idealnie gładkie.
Mnie z pomocą przyszła współpraca z Joanną, dzięki której mogłam wypróbować kremy i pianki do depilacji.

A dlaczego jest to depilacja dla leniwców? Zapraszam do lektury :)




1. Żel do golenia nóg dla kobiet Sensual (z ekstraktem z rumianku)
Zacznę od żelu, który pokochałam od pierwszego użycia. Muszę się Wam przyznać, że do tej pory nigdy nie miałam pianki do golenia nóg. Wydawała mi się ona zbędnym wydatkiem i spokojnie sobie radziłam z maszynką i żelem pod prysznic. 
Teraz zastanawiam się jednak, jak sobie radziłam bez jakiejkolwiek pianki.
Ten żel po wyciśnięciu i nałożeniu na skórę nóg zamienia się w aksamitną piankę. Mam wrażenie, że maszynka łatwiej "chodzi", a dzięki temu, że mam "coś" na nogach, wiem, gdzie już przejechałam maszynką. Nie odczuwam żadnego dyskomfortu, pieczenia, czy szczypania. Pianka ma delikatny zapach , który po zmyciu nie utrzymuje się na nogach. Zdecydowanie łatwiej usunąć mi włoski, które do tej pory wrastały mi w skórę (nie potrafię tego wyjaśnić, dlaczego). W dodatku całe opakowanie starczyło mi na dobrych kilkanaście razy. Rzec muszę: I-DE-AŁ!!!




2. Krem do depilacji pach, rąk i okolic bikini
Kremy nigdy nie były moimi ulubieńcami w depilacji. Zawsze odstraszał mnie ich zapach a i efekty wcale nie były zachwycające. Postanowiłam jednak wyzbyć się uprzedzeń i ponownie dać im szansę.
Krem do depilacji pach, rąk i okolic bikini z racji swojego przeznaczenia powinien być delikatniejszy od swoich kolegów. Mamy tu do czynienia z delikatniejszą i skłonniejszą na podrażnienia skórą.
Krem ma niedrażniący zapach. Wypróbowałam go w dwóch miejscach: pachach i okolicach bikini. Jadnak w obu miejscach krem nie do końca się sprawdził. Po odczekaniu 8-10 minut (zgodnie z zaleceniem producenta) sprawdziłam za pomocą szpatułki, czy włoski odchodzą z kremem. Nie zawsze odchodziły. Zdaję sobie sprawę, że wszystko zależy od rodzaju włosków, ale z drugiej strony bałam się reakcji uczuleniowej. 
PODSUMOWUJĄC: Nie jest to efekt, jakiego się spodziewałam. Za pomocą maszynki osiągam lepsze rezultaty w szybszym czasie. Miałam problem z utrzymaniem rąk w miarę wysoko po nałożeniu kremu na pachy. Po usunięciu go szpatułką wciąż były widoczne włoski. Plus jednak za brak podrażnienia. 




3. Ekspresowy krem do depilacji nóg i (zwykły) krem do depilacji nóg
Oba kremy działają niemal identycznie. Dla mnie różnią się jedynie czasem działania.
Nakładamy krem na nogi i czekamy (jak leniwce) aż zrobi swoje. Czy faktycznie robi?
Po odczekaniu 3-5 minut (krem ekspresowy) lub 6-8 minut (zwykły krem) za pomocą szpatułki ściągamy krem. Nie wiem jednak, czy to wina wyprofilowania szpatułek, czy specjalny zamysł producenta, ale czasami miałam wrażenie, że krem odchodzi z moją skórą. Szpatułki miały tak zaostrzone końce, że momentami aż bolały mnie nogi i sprawdzałam, czy nie popłynęła krew (czasami widziałam malutkie kropelki krwi). Wydawało mi się, że to się tylko zdarza przy goleniu nóg zwykłą maszynką. Ostateczny efekt (a właściwie skuteczność) był jednak lepszy niż w przypadku kremu do depilacji rąk, pach i okolic bikini. Zastanawiałam się, czy aby nie jest to "zasługa" ostrej szpatułki. Miałam jednak problem z usunięciem włosków z kolan a przez to sięgałam po maszynkę.
PODSUMOWUJĄC: Wydawałoby się, że krem to idealne rozwiązanie dla leniwców, którzy chcą, by wszystko było zrobione za nich. Ściąganie kremu szpatułką można jednak porównać do golenia nóg maszynką, więc nie jestem pewna, czy naprawdę warto czekać te kilka minut aż krem zadziała- w dodatku nie zawsze skutecznie. Nogi po przejechaniu dłonią "z włosem" były naprawdę gładkie, "pod włos" było już troszkę gorzej. Nie mogę jednak narzekać na podrażnienia czy reakcje alergiczne- pod tym względem było naprawdę OK. 


Do każdego opakowania były dołączone saszetki z kremem łagodząco- nawilżającym o przyjemnym zapachu. Ja miałam już wersję pełnowymiarową, której używam nie tylko po depilacji. Fajnie nawilża, lekko koi skórę po depilacji. Czy opóźnia odrastanie włosków? Niekoniecznie, ale nie na tym najbardziej mi zależało :)


Jestem ciekawa po jakie metody depilacji sięgacie latem...
Używacie któryś z kosmetyków Joanna Sensual do depilacji?

Zapraszam Was do uaktualnionej zakładki:


Tuesday, 6 August 2013

Kilka nowości w kosmetyczce

Nie wiadomo skąd pojawiło się kilka nowości w kosmetyczce zakupionych tym razem z potrzeby, a nie zachcianek...



1. Bell Professional NAIL SYS+EM TOP SHINY. Ostatnio cierpiałam z powodu braku topu. Mój ulubiony- miniaturka Seche- szybko zgęstniał a ja- leniwiec- nie pokrywałam paznokci żadnym topem. O ile nie wpływało to na odpryśnięcia lakieru, tak zauważyłam, że kolor nie ma połysku jakiego bym sobie życzyła. Ten top nawinął mi się w Biedronce za niecałe 7zł. Nie jest to szczyt marzeń, aczkolwiek na chwilę obecną wystarczy.

2. Golden Rose Paris 03. Mojej miłości do GR tłumaczyć nikomu nie muszę. Jest to nie tyle biały, co mleczny kolor. Nie jest to jednak kolor dla Was, jeśli oczekujecie śnieżnej bieli i idealnie pokrytej kolorem płytki.

3. Paese Satin Matte Coat. Bezbarwny mat marzył mi się już od dawna. Ten kupiłam w promocji za ok. 6zł. Jest to jednak kosmetyk, który bardzo szybko się nudzi, więc będę używała go od święta. Mam już na niego kilka pomysłów.




4. Top Choice Kępki sztucznych rzęs z klejem. Odżywka wzmacniająca i pobudzająca wzrost rzęs z LuxStyle niestety się nie sprawdziła. Niebawem wybieram się na wesele i na miesiąc przed postanowiłam ogarnąć "zakładanie" kępek rzęs. Jeszcze nie wiem, czy na pewno wybiorę się w nich na wesele. Zastanawiam się też nad sztucznymi rzęsami, których zakładanie z pewnością zajmie mi mniej czasu. Koszt takich kępek to niecałe 12zł, w dodatku można ponownie je wykorzystać (o ile wcześniej ich nie zgubicie). Podobnie jest ze sztucznymi rzęsami.  Po obejrzeniu tutka na YouTube założyłam sobie trzy kępki w zewnętrznym kąciku jednego oka (dla porównania z drugim okiem). Efekt jest bardzo naturalny a oko "otworzone".

Macie któryś z tych kosmetyków?


Sunday, 4 August 2013

50 faktów o mnie

Przyszła kolej i na mnie. Z uśmiechem na twarzy czytam Wasze fakty z życia, więc mimo tego, że nie zostałam otagowana, chętnie podzielę się z Wami 50-cioma faktami z mojego życia. Miłej lektury.
  1. Jeszcze w podstawówce miałam świnkę morską, która w czasie mojego wyjazdu na wakacje zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Rodzice tłumaczyli mi, że „umarła z tęsknoty za mną”, w rzeczywistości podejrzewam, że została oddana w lepsze ręce.

  2. Mówię francuskie „r”. Taki mój urok, na który zdecydowanie bardziej uwagę zwracają obcy niż moi znajomi. Znajomi przypominają sobie o tym, jeśli chcą mnie wkurzyć.

  3. W wieku 5-ciu lat miałam mały wypadek. Przecięłam nogę o blachę a lekarz tak nieudolnie założył mi 6 szwów, że blizna do tej pory straszy.

  4. Podobno mam alergię na koty, roztocza kurzu oraz grzyby i pleśni.

  5. Nie cierpię swojego drugiego imienia, choć moja mama uważa, że jest piękne.

  6. W podstawówce mama ufarbowała mi włosy na kolor w stylu Michała Wiśniewskiego. Pod wpływem promieni słonecznych i szamponu płomienna czerwień zamieniła się w złoty.

  7. Czasami nie panuję nad swoim bałaganem.

  8. Mam małą obsesję na punkcie zmarszczek. Wszystko dlatego, że moja mama marszcząc czoło ma ich mniej ode mnie.

  9. Udało mi się pokochać szpinak. Obecnie jem go już w każdej postaci.

  10. Nie cierpię za to oliwek, wątróbki, galarety a rosół jem tylko u rodziców M.
  1. Prawko zdałam za czwartym razem, ale na szczęście tego w dokumencie nie ma :)
  1. Zdecydowanie bardziej stresowałam się przed egzaminem na prawko niż maturą.
  1. Nie mam rodzeństwa, choć zawsze chciałam mieć starszego brata, który by mnie bronił przed chmarą adoratorów (których oczywiście nie było).

  2. Kiedyś obgryzałam paznokcie. Nie pomagało malowanie paznokci na kolor czy specjalne odżywki, których smak czułam przez cały dzień. Przestałam w 6kl.... tak sama z siebie :)

  3. Jak wiele blogerek- nie cierpię myć włosów. Jeśli wiem, że danego dnia nie wychodzę z domu, to z pewnością nie umyję włosów.

  4. Nałogowo czytam Pudelka. Lubię wiedzieć, co się dzieje na „salonach”.

  5. Zawsze chciałam być sławna, dziś chyba już nie chcę.

  6. Matematyki w liceum uczyła mnie mama mojego M. Nie miało to jednak względu na moje oceny, a na świadectwie zawsze miałam jedną, wyróżniającą się z tłumu piątek czwórę- właśnie z matmy. Jest to jednak chyba jedyny przedmiot, z którego czułam/ czuję się pewnie. 
  1. Nie cierpię się opalać. Mam śniadą karnację, słońce łapie mnie w momencie i reaguję śmiechem na komentarze typu: „ty się raczej wolno opalasz” albo „powinnaś używać SPF 6”, a mnie nawet SPF 30 nie pomaga. Unikam więc słońca jak deszczu.
  1. Nie lubię składać życzeń osobom, które ledwo znam. Wystrzegam się też składania życzeń na Facebooku, a nowożeńcom zwykle życzę „wszystkie najlepszego na nowej drodze życia”. Nie mam talentu do formułek.
  1. Kiedyś uważano mnie za umysł humanistyczny. Nie cierpiałam jednak historii i w liceum zdecydowałam się na profil mat-fiz. Nie żałuję. Jestem za to nogą z zagadnień humanistycznych. W „Jeden z dziesięciu” jednak rzadko zdarza się pytanie z matematyki, które by mnie zagięło :P
  1. W liceum poznałam mojego M. i jesteśmy już razem 2,5 roku.
  1. Nie dostałam się na teleinformatykę na AGH, co poskutkowało moim kilkudniowym załamaniem i spadkiem mojej samooceny do – n-tej.
  1. Jestem antytalenciem muzycznym. Lubię śpiewać (zwłaszcza w samochodzie), ale totalnie przy tym fałszuję.

  2. Nie potrafię wypić dużo alkoholu, więc na początku imprezy wypijam kilka kieliszków lub 1-2 puszki piwa a potem już tylko jem :)

  3. Całe życie jestem szczupła, choć mama i babcia mają kilka kilogramów w nadmiarze. Mogę jeść ile chcę a i tak nie tyję.

  4. Mój rozmiar buta w waha się od 36 do nawet 40. Szpilki noszę w rozmiarach 36-37, baleriny 37-38, adidasy i trampki 38-39,5. W podstawówce miałam halówki w rozmiarze 40. Gdzie tu logika?!

  5. Całe dzieciństwo mówiłam, że w przyszłości będę adwokatem, jak mój dziadek. Adwokatem nie będę, a dziadek okazał się być radcą prawnym. W każdym razie- togę miał.

  6. Zwykle mam problem z pomalowaniem paznokci u kciuków i dużych palców u stóp. O ile kciuki już ogarnęłam, tak rozprowadzenie lakieru na paznokciach u stóp pozostawia wiele do życzenia. Zwykle kończy się to zmyciem i ponownymi próbami.

  7. Raczej jestem oszczędna w prawieniu komplementów. Robię to tylko szczerze i nie jestem zwolenniczką „komplementu za komplement”.

  8. Jestem totalnym nerwusem. Wszelkiego rodzaju egzaminy są dla mnie zmorą.

  9. Kiedyś ukończyłam kurs szybkiego czytania i faktycznie szybko czytałam, ale efekty były krótkotrwałe a dziś prędkość mojego czytania, podejrzewam, nie przekracza prędkości przeciętnego Polaka.

  10. Bloga odwiedzam średnio co godzinę obojętnie gdzie jestem. To chyba normalne, w końcu wkładam w niego część siebie.

  11. Mam hopla na punkcie odmiany przez przypadki nazwy mojej miejscowości, w której mieszkam (Włoszczowa). Nie cierpię, gdy ktoś mówi: „mieszkasz we Włoszczowej?”. A mówimy „w dupie” czy „w dupej”? :P przykład zapożyczony, ale skuteczny :)
  1. Czasami mam sprzeczne marzenia. Z jednej strony chciałabym mieć gromadkę dzieci, z drugiej zastanawiam się, czy będę w stanie wychować chociaż jedno.

  2. Bardzo chciałabym mieszkać w dużym mieście, choć od wszystkich z mojego otoczenia słyszę: „jeszcze ci się odmieni, jeszcze tu wrócisz”. Chciałabym żeby się mylili :)
  1. Panicznie boję się pająków, a zabójstwa innych owadów zlecam osobom trzecim. Komary i muchy nad ranem biorę na siebie :)
  1. Lubię, gdy zaglądam na maila, a tam masa maili do odczytania.
  1. Jeszcze nigdy nie ukąsiła mnie pszczoła/osa i wolałabym żeby tak zostało, ponieważ nie wiem, czy jestem uczulona.
  1. Potrafię długo wytrzymać bez picia wody, jeśli o tym nie myślę. Czasami łapię się na tym, że przez cały dzień nie wypiłam nawet kropli płynu.
  1. Namiętnie gubię wszelkiego rodzaju bibeloty do włosów, obojętnie czy są to spinki, frotki, wsuwki czy szpilki. Takie rzeczy kompletnie się mnie nie trzymają.
  1. Jeśli jestem w spódniczce lub sukience non stop sprawdzam, czy aby mi jej nie podwiało.
  1. Nie cierpię filmów Science-Fiction nawet w 3D. Męczę się w kinie jak nie wiem co.
  1. Po zatruciu się pizzą w pizzerii (luty) jem tylko tą, którą robi moja mama w domu.
  1. Nie potrafię malować innym paznokci. Zawsze wychodzi coś nie tak, ale staram się i już wychodzi mi coraz lepiej :) Niemniej jednak sprawia mi to ogromną frajdę i gdy ktoś prosi mnie o pomalowanie, nie zastanawiam się ani chwili.
  1. Kocham wyprzedaże. Praktycznie większość mojej szafy pochodzi z łupów wyprzedażowych.

  2. Mam straszne łaskotki na stopach. Lepiej mnie nie dotykać, bo w czasie wymachiwania czym popadnie potrafię zrobić krzywdę.
  1. „Barwy szczęścia” i „Na dobre i na złe” mogą dla mnie lecieć zawsze i wszędzie.

  2. Mam czasami manię jedzenia w kółko jednego i tego samego. Ostatnio były to pierogi ruskie z Biedronki, teraz szpinak.

  3. Zawsze na koncie w telefonie mam jakieś pieniądze a mimo to do mamy i M. puszczam sygnał a oni oddzwaniają :)   


    Nie taguję nikogo, ale za to chętnie poczytam Wasze tagi.



Saturday, 3 August 2013

Neon Bubbles

Dziś połączenie neonowej zieleni, którą pokochałam od pierwszego wejrzenia, z delikatną bielą. 




W tej chwili moje paznokcie przechodzą okres rekonwalescencji w związku z czym publikuję manicure, które wykonałam jakiś czas temu na wakacjach. Paznokcie pod wpływem częstego zmieniania kolorów zaczęły się trochę rozdwajać, a ja, by nie pogorszyć stanu, postanowiłam powrócić do kuracji z Nail Tekiem.

Lakiery, których użyłam:
baza: Nail Tek Maintenance Plus
baza kolor: Golden Rose Paris 03
kropki: Vipera (niestety bez numerka)
Kropki standardowo wykonałam za pomocą szpilek o różnej wielkości główkach.

Jak podoba się Wam zdobienie?

Thursday, 1 August 2013

Kosmetyczni ulubieńcy lipca

Lipiec przeleciał tak błyskawicznie, że wybór ulubionych kosmetyków był dla mnie wyzwaniem, głównie dlatego, że ograniczyłam je do minimum ze względu na wakacje.
Nie obyło się jednak bez pozytywnych zaskoczeń i odkryć, stąd mój wybór poniższych kosmetyków :) Znajdzie się też coś 45+ !!!



1. Mleczna baza pod lakier Nail Tek Foundation I towarzyszy mi już kilka dobrych miesięcy, ale dopiero teraz tak naprawdę odkryłam jej zalety (kiedy zmieniam lakier średnio co 3-4 dni). Zdecydowanie jest to najlepsza baza jaką kiedykolwiek miałam. Przede wszystkim dlatego, że pierwsza dłoń wysycha zanim pomaluję drugą, dzięki temu praktycznie nie mam wrażenia, że mam na paznokciach lakier. Drugi powód, dla którego ukochałam tę bazę to fakt, że nie dopuszcza do odbarwienia płytki przez kolor. Mimo tego, że ostatnio nie używam topu, kolor utrzymuje się bez odprysków przez dobre 4 dni. W tę bazę warto zainwestować!



2. Od lakieru w kolorze neonowej zieleni wiele się nie spodziewałam lecz dzięki niemu nie mogę przejść obojętnie obok innych tego typu lakierów. Dwie warstwy dają optymalne krycie, długo się utrzymuje na paznokciu a w dodatku daje ten sam kolor, który możecie podziwiać w buteleczce. Świetnie się sprawdza w zestawieniu z jasnym nieneonowym kolorem. Powyżej zdjęcia paznokci, które niebawem będziecie mogły podziwiać w pełnej krasie w osobnym poście.



3. Micelarnego żelu do mycia i demakijażu BeBeauty nikomu przedstawiać nie muszę. Wszystkie znamy go z Biedronki i choć używam mydełka Aleppo, coraz częściej skłaniam się do całkowitego przerzucenia się na ten żel. Całkiem nieźle pozbywa się zanieczyszczeń z twarzy i nie powoduje wysuszenia skóry. Nie znam się na składach, ale słyszałam, że jest dobry i przede wszystkim lepszy od drogeryjnych droższych odpowiedników. Zdecydowanie wolę zabierać żel BeBeauty w podróż niż mydełko wraz z mydelniczką. Przyznam, że to pierwszy micel, który tak bezproblemowo zachowuje się na mojej skórze.


4. Tonik Lirene to must have w mojej kosmetyczce od dłuższego czasu, choć z tym poznałam się zupełnie niedawno. Idealnie sprawdza się latem, kiedy praktycznie używam naprzemiennie dwóch kosmetyków do twarzy (żel do twarzy i ew. krem Sylveco). 
Poszukiwania toniku zaczęłam od konsultacji z Wami, aż jedna z Was wysłała mi maila z linkiem do tego toniku. Bez zastanowienia kupiłam go w Jasminie. Zachęcił mnie opis: przywraca optymalne pH (obniżone przez mycie twarzy wodą) i jest bez alkoholu; w dodatku jest niedrogi, nie wysusza cery i nie mam wrażenia ściągnięcia skóry, nie lepi się. Używam go 2-3 razy dziennie- rano, wieczorem i czasami przed jakimś wyjściem. Skutecznie oczyszcza twarz, ponieważ często wacik jest "kolorowy". W chwili obecnej zastępuje mój ulubiony krem Sylveco, który latem nawet w lekkiej wersji jest dla mnie za ciężki.



5. Pamiętacie kremy Madame Lambre, które podarowałam mamie z okazji Dnia Mamy? Jeden z nich (mniejszy- pod oczy) kończy się już, w związku z czym zmusiłam mamę do podzielenia się swoją opinią. Jak się okazuje kremy mają więcej zalet niż wad... .

Kremy zamknięte są w przepięknych słoiczkach, o których grzech byłoby nie wspomnieć. Podarowałam mamie dwa kremy: duży (50ml)- Aktywny krem regenerujący przeciw wiotczeniu skóry; mały (15ml)- Silk Charm krem pod oczy.

Moja mama jak na swój wiek ma utrzymaną cerę w bardzo dobrej kondycji (powiedziałabym, że nawet w lepszej niż moja, ale to temat na osobnego posta). Choć używa kremy przeciwzmarszczkowe dostosowane do swojego wieku 45+, to zwykle nie widać efektu liftingu, ponieważ go nie potrzebuje.

Te kremy zatem idealnie wpłynęły na stan nawilżenia cery a przez co delikatnemu spłyceniu uległy zmarszczki mimiczne. Aby krem na noc dokładnie się wchłonął trzeba wykonać masaż twarzy. Nie jest to zatem kosmetyk dla osób, które chcą, by wszystko wchłonęło się samo ;). Mama troszkę żałuje, że kremy nie mają pompki, gdyż to znacznie ułatwiłoby wydobycie kremu ze słoiczka. 

Nie jest to zatem krem, dzięki któremu mama wygląda jak 20-latka, ale spokojnie nadaje się do pielęgnacji cery, która boryka się ze zmarszczkami czy delikatnym wiotczeniem skóry.   

Znacie te kosmetyki bądź używacie któregoś nagminnie?