Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wednesday, 20 March 2013

30 dni z siemieniem lnianym

Choć o siemieniu lnianym pisałam już Wam baaardzo dawno temu, tak w rzeczywistości kurację zaczęłam trochę później. Zorientowałam się, że siemię, które przechowywałam w domu było przeterminowane i jakoś nie było mi po drodze do sklepu. Dziś mija 30-ty dzień z siemieniem lnianym. W tym czasie zdążyłam sobie wyrobić o nim opinię, choć to nie jest jeszcze moje ostatnie słowo...


Początki wcale nie były łatwe. Trudno było mi się przekonać do obślizgłych nasionek. Wypróbowałam zatem opcję z sokiem malinowym (nie była tragiczna), ale ostatecznie zdecydowałam się na zalewanie dwóch łyżek siemienia lnianego połową szklanki gorącej wody. Z czasem ziarenka przestały mi przeszkadzać a picie siemienia lnianego stało się corannym rytuałem, niczym picie herbaty. Kuracją zaraziłam też mamę i babcię...


Być może jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek efekty. Tak naprawdę nie zauważyłam wielkiego wysypu "baby hair", ale nie mówię też, że nic się nie pojawiło. Różnicę widzę, kiedy zakładam opaskę i nie potrafię ogarnąć małych kłaczków. Siemię nie wpłynęło na wygląd i strukturę włosa, ale liczę, że za dwa miesiące (kiedy przyrost będzie większy) zauważę efekty :)


Tu zdecydowanie zauważyłam rezultaty. Choć moje paznokcie nie mają tendencji do łamania się i bycia łamliwymi, tak dzięki siemieniu stały się jeszcze grubsze i mocniejsze. Przez pewien czas nie "nosiłam" lakieru ani odżywek, ale w żaden sposób to nie wpłynęło na ich stan- ciągle są twarde jak... kamień :P Zauważyłam też, że rosną jak szalone.


Tu akurat mam dylemat, czy na dobry stan mojej cery wpłynęło właśnie siemię, czy olejowanie twarzy. Oba eksperymenty wprowadzałam niemal jednocześnie i nie mam jednoznacznych dowodów, która kuracja się sprawdziła. W tej chwili zaledwie na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile mam wyprysków, a uwierzcie mi- nie zawsze tak było. Siemię jednak nie wpłynęło na nawilżenie skóry, choć tak naprawdę, wcale tego od niego nie oczekiwałam. 


Przede wszystkim (odpukać) od dłuższego czasu nie mam problemów trawiennych. Także o przeziębieniach mogłam zapomnieć na jakiś czas. Mam za to problem z wyeliminowaniem codziennych bólów głowy. Być może wynika to z przemęczenia, choć też znowu nie męczę się w szkole nie wiadomo jak :) Siemię nie ma wpływu na moje codzienne samopoczucie i energię. Ostatnio cierpię na jakiś niedobór energetyczny (wiosno przybywaj!)... 
Mogę za to z czystym sumieniem powiedzieć, że choć PMS przebiegał jak zwykle burzliwie, tak sam okres obył się bez bólu brzucha i to uważam za największy sukces. I choćby siemię nie miało na to najmniejszego wpływu, tak właśnie to motywuje mnie do kontynuowania jego picia :)

Choć bardzo rzucających się w oczy efektów nie ma, tak zamierzam kontynuować picie siemienia lnianego. Mam nadzieję, że kolejny miesiąc przyniesie jeszcze lepsze efekty :)

Odsyłam Was również do pierwszego posta o siemieniu <tutaj>

   

7 comments:

  1. też w końcu muszę spróbować ;)

    ReplyDelete
  2. Kiedy kolejny post z efektami? Jestem ciekawa czy siemie dziala na bol brzucha bo tez mam z nim problemy...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Myślę, że za kolejny miesiąc taki post się jeszcze pojawi. Oczywiście wspomnę, czy to zasługa siemienia, czy czysty przypadek :)

      Delete
  3. Myślę, że prawdziwe efekty przyjdą po 3 miesiącach stosowania jak przy każdych takich suplementach.

    ReplyDelete
  4. Mój tata kiedyś chrupał sobie siemię lniane i mówił że tez powinnam bo wie że mam hopla na punkcie wyglądu itp., ale jakoś tak zapomniałam.. Teraz mega mnie zachęciłaś, polece do sklepu i kupie sobie paczuszke :)))

    ReplyDelete

Spodobał Ci się post? Skomentuj...

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję :)