Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wednesday, 27 February 2013

Bio: zakupy, zakupy, zakupy

Dzisiejszy dzień obfitował w paczki. Jedną z nich była paczuszka zamówiona na Allegro z naturalnymi kosmetykami. Wszystko było zapakowane w torebeczki, ozdobne saszetki... i wcale nie miało się wrażenia, że w środku są kosmetyki! A jednak... ;) 





1. Mydło Aleppo 17%- o mydłach tych tyle już pisałam, że mój jakikolwiek komentarz jest raczej zbędny. Zapraszam Was zatem do poczytania innych postów <tutaj>.
2. Mydło Aleppo 50%
3. Mydło Aleppo (gratis, bez informacji o zawartości % oleju z drzewka laurowego)


4. Olej laurowy- ma właściwości przeciwtrądzikowe, pobudza wzrost włosów, pomaga w walce z łupieżem. Działa oczyszczająco, ściągająco, bakteriobójczo.
5. Olejek arganowy- tyle się o nim nasłuchałam, że wreszcie musiał trafić w moje ręce. Ja z pewnością zastosuję go do pielęgnacji włosów, ale olejek można także stosować na skórę. Ma działanie regenerujące, dezynfekujące, chroni przed przedwczesnym pojawieniem się zmarszczek, łagodzi objawy trądziku młodzieńczego (to chyba coś dla mnie), ujędrnia i nawilża skórę.
6. Olejek busajna- zachciewajka mojej mamy. Nadaje się do skóry trądzikowej, suchej, łuszczącej i rozciągniętej. Ma właściwości odbudowujące.


7. Arabski krem po depilacji z dodatkowymi właściwościami, które zapobiegają wyrastaniu nowych włosków.

Ponadto w gratisach dostałam jeszcze magiczna maseczkę do twarzy, która w składzie zawiera czerwoną glinkę, olej arganowy, wyciąg z lawsonii i wodę różaną. Maska ta ma za zadanie oczyścić skórę z zaskórników, toksyn, złogów i sebum. Coś czuję, że zaczyna się sezon na eko. Będę Wam na bieżąco zdawać relacje z testowanych przeze mnie kosmetyków.

Macie któryś z tych kosmetyków i chwalicie go sobie? Jestem ciekawa Waszych opinii. Czekam zatem na Wasze komentarze :)

Friday, 22 February 2013

Brokat w roli głównej

Dziś taki szybki post. Troszkę mi się nudziło i pokombinowałam z paznokciami. Chciałam Wam pokazać kilka kolorów, więc każdy paznokieć pokryłam innym brokatem. Podobnie jak z kawiorowym mani <tutaj>- paznokcie te raczej długo nie pożyją :P 

Wersja z lakierem bezbarwnym

Wersja bez lakieru bezbarwnego
Efekt możecie ocenić same. Trochę jest zabawy z tym brokatem, a najwięcej- sprzątania po nim :) Myślę, że taki mani idealnie sprawdziłby się na imprezie, nigdzie indziej :P
Co sądzicie o efekcie końcowym?

Thursday, 21 February 2013

Jasne usta w 9-ciu wydaniach

Była już propozycja szminek na Walentynki <tutaj> , teraz pora na coś totalnie stonowanego, w czym czuję się najlepiej. Czerwonym szminkom nie mówię ostatecznie nie, aczkolwiek jasne są na tyle neutralne, że spokojnie mogą zastępować pomadki z różowym pigmentem.

1. Avon, Perfect Peach; seria Ultra Colour Rich
2. Avon, Iced Coffee; Ultra Colour Rich
3. Bell, 030; Anti-Age & Shine
4. Avon; Frozen Rose; Ultra Colour Rich
5. Avon; Peach Peck; Idealny pocałunek
6. Avon; Loving Lilac
7. Avon; Lovely Dovey Pink
8. Avon; Silky Peach
9. Avon; Soft Pink

Ostatnio niemal jednogłośnie stwierdziłyście, że najładniej prezentuje się Peach Peck (5) i doszłam do tego samego wniosku, co Wy. Z tym kolorem nie rozstaję się od dłuższego czasu. 

Na razie używam samych próbek szminek- to zdecydowanie najlepsza opcja dla osób, które kompletnie nie wiedzą, jaki kolor jest dla nich idealny. Ich cena także jest zachęcająca (1 szt. kosztuje w granicach 0,60-1,30zł). Cena normalnej szminki waha się natomiast między 15 a 30zł. Warto więc zaopatrzyć się najpierw w kilka próbek niż niepotrzebnie wydać pieniądze na szminkę, która ładnie wygląda tylko w drogerii.
Która szminka przypadła Wam tym razem do gustu?

Tuesday, 19 February 2013

Efektowny, niepraktyczny- kawiorowy manicure

Dawno nie było posta dot. paznokci. Wszystko dlatego, że tej zimy moje paznokcie nie są w najlepszym stanie a nienoszenie rękawiczek odpłaciło się w postaci wysuszonych skórek :P 

Przypomniałam sobie o buteleczkach wypełnionych "kawiorem", które zakupiłam dawno, dawno temu i mogłam 100 razy ich użyć na różne okazje, ale ciągle zapominałam. Co prawda karnawał już za nami, ale to nie znaczy, że nie można jeszcze zaszaleć z paznokciami :) 

Nie wyszły jakoś "och i ach", ponieważ nie do końca wiedziałam, jak się do nich zabrać. Ostatecznie sprawdziła się technika: na jeszcze mokre, dosyć grubo pomalowane paznokcie sypię "kawior" i czekam, aż wszystko podeschnie. Następnie pędzelkiem strzepuję nadmiar kuleczek. Najlepiej paznokcie pomalować takim kolorem, który zleje się z kolorem kulek- dzięki temu nie widać prześwitów. Choć na początku kolor wydawał mi się być trafny, tak potem stwierdziłam, że mogłam wybrać jakiś inny, ciemniejszy.



Co do trwałości, to wiele się po nich nie spodziewam- myślę, że jeden dzień "nicnierobienia" to max, dlatego do szkoły w takich paznokciach z pewnością się nie wybiorę. Nie wyobrażam sobie także nawet jedzenia w takim mani :P Ciągle bym myślała, że mam piasek w ustach.

Nie radzę Wam zatem przepłacać na samym kawiorze, bo długo się nim nie nacieszycie. Ceny fiolek, które zakupiłam wahają się między 33 a 65gr. Zaraz po zakupie pisałam o nich <tutaj>.  
Te i inne bajery do paznokci kupiłam <tutaj> ;)

I co sądzicie?!

Saturday, 16 February 2013

Zagłosuj na mojego blogaska :)

Dziewczyny! Mój blog bierze udział w konkursie organizowanym przez S e r w i s U r o d a   na Najlepszego Bloga Roku 2012. 


Kategoria, w której zmierzam się z innymi bloggerkami to:
 Najlepiej zaprojektowany graficznie BLOG Urodowy.



Nie ukrywam, że chciałabym zająć jedno z czołowych miejsc, a tylko Wy możecie mi w tym pomóc.
Do oddania na mnie głosu potrzebujecie jedynie komputerowej myszki i nie wiąże się to z żadnymi kosztami (chyba, że czas to pieniądz ;)). 

Co możecie zrobić?
1. Wejdź na stronę:  https://www.facebook.com/SerwisUrodapl/posts/411275558962976
2. W komentarzu wklej link bloga: http://distinguish-yourself.blogspot.com/


Za wszystkie głosy bardzo dziękuję.

P.S. Nie cierpię słowa "blogasek", ale jakoś zaraziłam się tym od Fashionelki- wybaczcie :P
Ten post ma wyłączoną opcję komentowania.






Thursday, 14 February 2013

Walentynkowy prezent na ostatnią chwilę? Kupony miłości. DIY

Po pierwsze dziękuję Wam za liczny odzew dot. kolorowych szminek <tutaj>.

Jeśli wciąż nie macie pomysłu na Walentynkowy prezent dla Waszego ukochanego, mam coś, co każda z Was może zrobić tu i teraz. Nie potrzebujecie do tego żadnych zdolności, wystarczy znajomość Waszego TŻta. O czym mowa? O kuponach miłości, o których dowiedziałam się z tego bloga <tutaj>. 20 szt. robiłam nieco ponad godzinę, a pomysły zaczerpnęłam z Internetu i... własnej głowy :)



Do zrobienia takiego kuponu wcale nie potrzebujecie kolorowych kartek- możecie kartkę przyozdobić same. Ja z racji tego, że (jestem leniwa i...) nie posiadam tuszu kolorowego w drukarce, posłużyłam się ozdobnymi, technicznymi kartkami, a napisy zrobiłam czarno-szare. 

Napisy warto jednak przemyśleć. To Wy doskonale znacie swojego partnera ;) Ja swoje pomysły czerpałam z życia- wiem, co mnie denerwuje w moim M. i wiem też, że to co napisałam z pewnością go ucieszy.

Swoje kupony zrobiłam z pomocą PhotoScape, drukowałam je natomiast już w Open Office. Format to: 470x200. To taki mój mały dodatek do prezentu.




Jakie prezenty szykujecie dla swoich ukochanych?




Wednesday, 13 February 2013

Walentynkowe usta w 9-ciu odsłonach

Jutro Walentynki- wiem, wiem... nie lubicie tego święta. Ja również za nim nie przepadam, ale lubię go z zupełnie innego powodu :) Mimo to nikt nie powiedział, że tego dnia trzeba się chować gdzie popadnie. Wybrałam 9 propozycji szminek, które wydają mi się być idealne nie tylko na Walentynki. Wśród nich nie znajdziecie wyłącznie czerwieni, bo sama za nimi nie przepadam. Myślę, że każda z Was coś dla siebie znajdzie :)



Wszystkie szminki są z Avonu (seria Idealny Pocałunek), zatem:
1. Carresing Coral
2. Make out Red
3. Soft Pink (inna seria)
4. Berry Smooth
5. Red Embrance
6. Coral Connection
7. Loving Lilac
8. Fushia Flirt
9. Peach Peck

Który kolor przypadł Wam do gustu najbardziej?

Tuesday, 12 February 2013

Acne Killer kontra męskie zaskórniki

W poprzednim poście pokazywałam Wam, jak Acne Killer poradził sobie z moją twarzą <tutaj>. Efekty były naprawdę zadowalające. Dziś jestem już po dwóch maseczkach i moja skóra nareszcie wygląda na okiełznaną.  Nareszcie widać mnie, a nie moje czarne zaskórniki. Mam nadzieję, że efekt utrzyma się jeszcze długo, dłuuuugo :) 



Dziś pora na kolejną odsłonę tego, z czym zmierzył się Acne Killer. Tym razem na celowniku mój M., który boryka się z trochę innym problemem- otóż zaskórniki opanowały jego szyję i klatkę piersiową, a nie twarz. Nie chciał się za bardzo fotografować, więc cudem udało mi się pstryknąć parę fotek, w czasie eksperymentowania...








Choć zdjęcia nie są najlepsze, tak razem z M. zauważyliśmy, że efekty na żywo są widoczne i jak na pierwszy raz- zadowalające. Oczywiście jedna maska to za mało, dwie również, ale na tych obszarach, gdzie zaskórniki były bardzo widoczne, jest ich zdecydowanie mniej... Co mnie zaskoczyło, M. bardziej krzywił się ode mnie podczas ściągania maski:P Ponieważ obszar klatki piersiowej nie należy do bardzo wrażliwych (oczywiście tylko wg mnie, M. twierdzi inaczej :P), poleciłam M., aby jeszcze tego samego dnia potraktował ciało gąbką Loofah w ramach peelingu ;)

Sunday, 10 February 2013

Acne Killer- czy faktycznie zabił moje pryszcze?

Dziś trochę o tym, co spędza mi sen z powiek, nie wygląda estetycznie i pojawia się z różnym nasileniem i częstotliwością. Mowa o trądziku i jego wszelkich odmianach, bardziej lub mniej widocznych. Na blogu pojawiło się już kilka notek mówiących o tym, jak sobie z nim radzę <tutaj>

Tym razem chciałam Wam przedstawić maseczkę Acne Killer, którą osobiście przetestowałam (w ramach współpracy z LuxStyle) i z efektów której jestem zadowolona. 
Ponieważ wypróbowałam ją razem z moim M., pokażę Wam zarówno moje rezultaty jak i mojego faceta, który walczy z trochę innym problemem niż ja :) Dziś post pisany z mojej perspektywy... Enjoy

  
Podeszłam do tych maseczek z dużą rezerwą, ponieważ doskonale wiem, że nie da się zlikwidować trądziku od tak. Walczę z nim ho, ho... odkąd pamiętam.
Mimo to nakładając maseczkę miałam nadzieję na cud, bo w wieku 19 lat aż wstyd jeszcze mieć trądzik młodzieńczy (tu już pierwsze zmarszczki mimiczne, a tam jeszcze jakieś stare młodzieńcze zmiany skórne).














Z czym borykała się moja cera? Efekt "przed"
Przede wszystkim z notorycznie powracającym trądzikiem i wieczną obecnością wągrów, które oszpecają moją twarz (zwłaszcza jeśli nieregularnie używam peelingów).


Nakładam maskę i...


 Przede wszystkim nie należy się bać koloru maski- jest czarna jak smoła, więc radzę założyć jakieś domowe ciuchy, gdyby czasem coś miało Wam skapnąć. I jeszcze jedna rada- nie pokazujcie się dzieciom:P 
Jej konsystencja jest dosyć gęsta. Maskę "zakładamy" na 30 minut. W tym czasie maska z konsystencji- płynna, zmienia się w spójną całość, którą odrywamy jak plaster. Zdejmowanie, a wręcz zrywanie maski może nie należeć do najprzyjemniejszych rzeczy- trochę boli. W moim przypadku nastąpiło lekkie zaczerwienienie skóry, które zniknęło następnego dnia rano. Po oderwaniu maski, można dojrzeć te wszystkie zaskórniki, które zdołały się wydostać ze skóry :)









Efekt "po"
Wyżej możecie zobaczyć efekt zaraz po zerwaniu maski. Widoczne jest lekkie zaczerwienienie skóry, ale nie na tym będę się skupiać. Skóra jest wyraźnie gładsza w dotyku, udało się pozbyć dużej partii oszpecających zaskórników, dzięki czemu cera jest bardziej promienna. Choć nie udało się od razu usunąć trądziku, tak widzę, z perspektywy kilku dni po zerwaniu maski, że zmiany trądzikowe w części uległy zmniejszeniu i zredukowaniu.  

To efekty, które uzyskałam dopiero po pierwszej masce. Mam jeszcze 4 egzemplarze, które z pewnością w najbliższym czasie wykorzystam, bo jestem ciekawa, co jeszcze można "wycisnąć" z mojej twarzy :). Maski możecie kupić <tutaj>.  

Kolejny post będzie o efektach, jakie uzyskał mój M. po użyciu tej samej maski (w trochę innym wymiarze). 

Co sądzicie o efektach?

Thursday, 7 February 2013

Tyyyle pączków na Tłusty Czwartek...

Był ostatnio post związany z wypiekami, dziś pora na drugi- równie słodki. Tym razem chciałam Wam jedynie pokazać, jakie słodkości królują u mnie od wczoraj na śniadanie, obiad i kolację (dosłownie!). Z racji Tłustego Czwartku wybór padł na pączki, których łącznie wyszło 40 :) 



 Ja zjadłam dzisiaj "dopiero" 3, a Wy?

Sunday, 3 February 2013

Z cyklu: wypieki- jabłka w cieście francuskim

Tego cyklu jeszcze na tym blogu nie było, bo sama też wyjątkowo nie garnę się do kuchni, choć kiedy już coś robię, to sprawia mi to wielką przyjemność. W zeszłą niedzielę zachciało mi się ciasta francuskiego "z czymś". A tym czymś równie dobrze mogą być i jabłka, i ser biały z rodzynkami, i brzoskwinie. Zdecydowałam się na wersję szarlotkową. Przepis jest tak banalny, że nawet takiemu kuchennemu antytalenciu jak ja udało się całkiem nieźle odtworzyć przepis :)


Tak naprawdę wszystkie składniki dodawałam na oko. Przepis jest błyskawiczny. O godz. 18 robiłam jeszcze zakupy, a o 19 już wcinałam ciastka.

Przepis "zgapiłam" ze strony Moje wypieki  jednakże trochę go zmieniłam, ponieważ kilka niuansów w tym przepisie mi nie odpowiadało, a mianowicie kształt, ilość ciasteczek i obecność rodzynek.

Składniki:
2 op. gotowego ciasta francuskiego (po 275 dag- Biedronka)
4-5 średnich jabłek
sok z ponad połowy cytryny + otarta z niej skórka
5 łyżek cukru (tak naprawdę wszystko zależy od kwasowości jabłek)
ok. łyżeczka cynamonu
1,5 łyżki mąki pszennej
1 jajko (choć w moim przypadku sprawdziło się także samo białko, które mi zostało)

Nadzienie:
(Jeśli Wasze ciasto jest w lodówce, wyjmijcie je, aby odtajało i nabrało temperatury pokojowej). Jabłka obrać, wydrążyć, pokroić w kostkę i polać sokiem z cytryny (aby nie ściemniały). Następnie dodaję składniki: skórkę z cytryny, cukier, cynamon i mąkę pszenną; całość mieszam.

Ciasto francuskie kroję na 8 prostokątów, ponieważ chciałam uzyskać mniejsze ciastka w bardziej ekonomicznym kształcie (miałam wrażenie, że do różków wchodzi mniej nadzienia i ciężej było mi je ogarnąć). Ich kształt będzie przypominał później ciasteczka z McDonaldsa.  

Nadzienie kładę na połowę ciastka, smaruję brzegi ciastek rozbełtanym jajkiem i zlepiam, a następnie przygniatam widelcem, by nadzienie nie wypłynęło w czasie pieczenia. Tuż przed włożeniem do piekarnika smaruję ciastka jajkiem i wykonuję po trzy cięcia na każdym ciastku, by w czasie pieczenia nie "wybuchły" :) Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200'C. Piekę ok. 15-20 min. 

Łącznie wyszło mi 16 ciastek, które zniknęły tak szybko, jak się pojawiły.
Ponieważ nie wiedziałam, że pojawi się taki post na blogu, nie wykonałam zdjęć w czasie robienia ciastek. Możecie jednak posiłkować się zdjęciami przepisu, z którego robiłam wypieki.



 
 

Saturday, 2 February 2013

3 różne kosmetyki do demakijażu- analiza i opinia

Z tym postem zwlekałam tak długo, jak się tylko dało. Do ostatniej chwili myślałam, że zamiast postu pisemnego opublikuję filmik. Niestety, filmik, który nakręciłam aparatem nie jest obsługiwany przez mój program do obróbki ;/. Ale do rzeczy... 

Mój makijaż z racji wieku zdążył przejść z fazy "podkład" do fazy "podkład i coś więcej". Mówiąc "to coś" mam na myśli: wodoodporny eyeliner, cienie, tusz do rzęs, róż/ bronzer...- wszystko zależnie od okazji. Kiedyś więc i moje wymagania dotyczące demakijażu były niewygórowane. Zawsze w ostateczności dobrze sprawdziła się także woda z mydłem :) Dziś, z racji tego, że moja twarz przeżywa różne okresy- począwszy od podrażnienia skończywszy na trądziku, muszę dbać o cerę, dlatego dobór odpowiedniego kosmetyku do demakijażu jest niezmiernie ważny. Od niego zależy, czy rano obudzę się z "podbitymi" oczami (z racji niedokładnie zmytego makijażu), czy po prostu z nienaganną buzią.

I tego "złotego środka" na nienagannie ładną buzię szukałam wśród moich kosmetyków...
3 różne kosmetyki, 3 różne konsystencje i 3 różne opinie...

Na tapetę idą: Perfecta i Choisee. Dwa kosmetyki Perfecty- Mleczko i Płyn miceralny- dostałam w ramach współpracy. Co do Mleczka Choisee miałam obawy ze względu na tą całą otoczkę związaną z firmą. Czy słusznie? Zapraszam do lektury... :)

Mleczko do demakijażu Choisee
Mleczko ma gęstą konsystencję, porównywalną do tłustego kremu. Zapach jest niemal niewyczuwalny. Używam go jedynie do demakijażu oczu, ponieważ obawiam się, że mógłby zatkać moje pory na twarzy. 

Nie mogę się jednak czepiać jego skuteczności. Do tej pory najlepiej radzi sobie z demakijażem wodoodpornego eyelinera. Z racji tego, że w swoim składzie zawiera m.in.: masło Shea, glicerynę, parafinę i alkohol cetylowy skóra nie jest wysuszona. Co więcej, po umyciu twarzy, nadal wyczuwalny jest tłusty film. Nie wszystkim to może odpowiadać, dlatego zrezygnowałam z demakijażu całej twarzy na rzecz jedynie samych oczu. 

W jego składzie doszukałam się także bardzo dobrze tolerowanego przez skórę składnika: allantoiny, która regeneruje komórki i wspomaga gojenie. Jednak jak mniemam, jest go bardzo niewiele. Zauważyłam, że kosmetyk jest wydajny. Choć wydawało mi się, że używam go bardzo często, to ubyło go całkiem niewiele. 

Nie pochwalam tego, że w składzie ma tak wiele zatykających pory składników, bo przez to nie mogę zmywać nim całej twarzy (a chciałabym). Mimo to polubiłam go za to, że nie wysusza i nie podrażnia mi skóry wokół oczu.

Czy kupię go jeszcze raz? Jeśli nasza "współpraca" nadal będzie się tak układała, to czemu nie?! Chyba, że znajdę jakiś lepszy jego odpowiednik... 


Płyn micelarny Perfecta
Ten kosmetyk z powodzeniem mogę stosować na całą twarz. Nie radzi sobie jednak tak dobrze z kosmetykami wodoodpornymi (rano mam czasami "podbite" oczy), jak jego kolega Choisee. 

Zgodnie z obietnicą producenta- nie podrażnia, choć w jego składzie doszukałam się glikolu propylenowego, który w wysokim stężeniu może powodować alergie. Tutaj, jak przypuszczam, aż tak wielkiego stężenia nie ma, by dostać alergii. Moja twarz także nie narzeka. Nieźle sobie radzi jedynie z podkładem i lekkimi kosmetykami. Jednak o wodoodpornym eyelinerze należy zapomnieć... . 

Zazwyczaj, jeśli chcę zmyć cięższy makijaż musiałam użyć kilku kosmetyków, by zupełnie się go pozbyć. Myślę, że fajnie by się sprawdził na wyjeździe, ponieważ płyn micelarny nie wymaga zmywania wodą. Jeśli macie jednak dostęp do wody, lepiej umyć twarz :)

Wśród niepolecanych składników znalazłam również: Disodium EDTA i DMDM Hydantoin. Znajdują się one jednak na końcu składu, więc prawdopodobnie nie robią wielkiej krzywdy. 

Czy kupię go ponownie? Szczerze, nie wiem. Potrzebuję takiego kosmetyku, który przede wszystkim dobrze zmyje mi oczy, a ten niestety taki nie jest.


Mleczko do demakijażu Perfecta
Tutaj niestety nie wykażę się... . Podchodziłam do niego kilka razy. Za każdym razem myślałam, że to ze mną jest coś nie tak... że może za mocno pocieram wacikiem twarz, może nie ten dzień, ale niestety... muszę przyznać, że podrażnia mi cerę i boję się go używać. Oddałam go mamie i liczę, że może dzięki niej opublikuję recenzję dot. tego kosmetyku. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że mimo tego, iż jest napisane: "do każdego rodzaju cery", to moją cerę podrażnia! I nie pomoże mu nawet fakt, że nawilża... ;(













Jakich kosmetyków do demakijażu używacie? Macie swój numer 1 wśród kosmetyków do demakijażu? Czekam na Wasze opinie i komentarze :)