Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Sunday, 27 January 2013

Kuracja: siemię lniane- dzień 1.

Ferie uważam za udane i niestety- zakończone. Czas wrócić do maturalnej rzeczywistości. Zdecydowałam jednak, że zakończę te ferie zdrowym akcentem. Po poście u Anwen postanowiłam sama wcielić w życie kurację z siemieniem lnianym. Dziś zaczynam!


Jak pić siemię lniane?
1-2 łyżki siemienia lnianego zalewam połową szklanki gorącej wody, lecz nie wrzącej- to ważne (ze względu na witaminy, które pod wpływem wrzątku mogłyby nie spełniać swoich funkcji). Wcześniej ziarenka delikatnie naruszyłam w młynku (nie jest to jednak konieczne). Całość przykrywam talerzykiem na 15 minut- można nawet na całą noc- i wypijam.

W zależności od waszych walorów smakowych możecie:
- zalać ziarenka mniejszą ilością wody i zmiksować np. z jogurtem, owocami lub po prostu- samymi owocami (np. jabłkiem czy bananem)
- dodać do wody wasz ulubiony gęsty sok domowej roboty
- całość zmiksować z pietruszką, jabłkiem (sposób Anwen, ale podobno niezbyt smaczny) 

Sama decyduję się na "czystą" wersję, bez dodatków...

 Czego mogę się spodziewać?
- szybszego wzrostu włosów
- pojawienia się tzw. "baby hair"
- mniejszego wypadania włosów
- wzmocnienia odporności (oj przyda się- w ciągu ferii zachorowałam dwa razy)
- przyspieszenia wzrostu paznokci (a przy okazji wzmocnienia ich)
- nawilżenia cery
- zmniejszenia dolegliwości w czasie PMS i miesiączki
- wzmocnienia rzęs
- polepszenia samopoczucia (brak odczuwania wiecznej ospałości)

Nieodpowiednie picie siemienia lnianego może doprowadzić do niepożądanych skutków, zatem jeśli planujecie zmienić coś w piciu siemienia lnianego (np. zażywać większą ilość siemienia albo używać zimnej wody), to zapraszam Was tutaj

A Wy? Pijecie siemię lniane? Macie jakieś inne sposoby?

Thursday, 17 January 2013

"ZaoPserwujesz?"- krótka refleksja

Niestety zmogła mnie choroba, a konkretnie paskudne zatrucie, przez które pewnie będę dochodzić do siebie jeszcze przez kolejny tydzień. Miałam nagrać przez ferie swój pierwszy filmik o kosmetykach do demakijażu, ale wychodzi na to, że jeszcze długo to nie nastąpi...

Piszę natomiast w sprawie, którą poruszyło już wiele z Was, ale jak widzę- zbyt mało, by niektóre z blogerek się opamiętały!

Oto przykład komentarza, który wręcz mnie zirytował:

Po tym komentarzu, uwierzcie mi, nie miałam już najmniejszej ochoty wejść na tego bloga.
Na punkcie ortografii mam małą obsesję, może nie jestem jakąś jej wielką maniaczką, ale lubię prosty, czysty przekaz, pozbawiony rzucających się w oczy błędów.

A zwroty typu: "liczę na miły komentarz" doprowadzają mnie do furii! To, jaki zostawię komentarz zależy od tego, czy treść bloga zgadza się z moimi przekonaniami. I choćby blog był odpicowany na glanc, tak po takim komentarzu z pewnością nie zostawiłabym nic pozytywnego... . Sama też nie ucieszę się z takiej wiadomości, bo to dla mnie czysty spam

Ilość obserwatorów wcale nie jest wyznacznikiem jakości bloga. Dla mnie to takie małe "dziękuję" za to, że to co robię ma jakiś sens. Nie jest jednak powiedziane, że powrócę na bloga, którego rzekomo obserwuję. Obecnie spotykam się z tyloma fajnymi, godnymi uwagi blogami, że nie starczyłoby mi czasu na "obskoczenie" każdego z osobna każdego razu, po opublikowaniu posta.

Taki, za przeproszeniem- pusty komentarz można dodać na każdym blogu. Wystarczy: kopiuj, wklej. Nie wnosi on nic nowego, a tylko denerwuje czytelnika (w tym przypadku- mnie). Komentarz wrzucam do spamu i już nie chcę nim sobie zawracać głowy.

To jak...?
Domyślam się, że macie taki sam stosunek do tego typu komentarzy, jak ja?

Tuesday, 15 January 2013

Mój ci on! Carmex nareszcie w mojej kosmetyczce

Doczekałam się! Pierwsze poznanie i jednocześnie zauroczenie miało miejsce, dzięki grudniowemu Glamour, w którym znalazłam próbkę Carmexa. Od tamtej pory zaczęłam go używać regularnie, tym bardziej, że próbka starczyła mi na długi czas. Dziś zdecydowałam się na zakup balsamu Carmex o tym samym zapachu, jaki znalazłam w gazecie. 

I jestem wniebowzięta... Fajnie chłodzi i przede wszystkim NAWILŻA. Trochę nie wierzyłam akcji reklamowej gwiazd, które zachwalały ten balsam, ale po wypróbowaniu śmiało mogę powiedzieć, że jest wart każdych pieniędzy. Spełnia moje wszelkie oczekiwania, a mnie pod tym względem akurat ciężko dogodzić. Moje usta zimą wołają o pomstę do nieba i jeszcze trochę czasu minie zanim będę miała tak gładkie usta, jakbym sobie tego życzyła... Z pewnością Carmex przyspieszy proces regeneracji moich warg. Żałuję tylko, że tak późno się o nim dowiedziałam.

Macie balsamy Carmex w swojej kosmetyczce? Czym nawilżacie usta zimą?
 

Sunday, 13 January 2013

Studniówkowo: moja fryzura i makijaż

Nie byłabym sobą, gdybym nie zamieściła chociaż jednego zdjęcia z przygotowań do wczorajszej Studniówki. Tak jak wspominałam w jednym z ostatnich postów- makijaż i fryzurę oddałam w ręce profesjonalistek. Inaczej w przypływie stresu (a takowy miałam) poprawiałabym kreskę eyelinerem setki razy... . 

Miałam ogólną wizję tego, co chciałabym mieć na głowie, gorzej było z wizją tego, co ma się pojawić na twarzy. Ponieważ sukienka wg mnie odsłaniałam wiele, zdecydowałam się na rozpuszczone, kręcone włosy, które zasłaniały ramiona.  Moje ciemne, naturalne odrosty spowodowały, że na włosach uwydatnił się efekt tzw. "ombre hair", co chyba nie wyglądało źle :)

Makijaż miał uwydatniać moje oczy, w tym kolor tęczówki. Postawiłam na podkreślenie oczu, a nie ust ze względu na to, że moje wargi aktualnie przeżywają kryzys ;). Zdziwiłam się, jak wiele kosmetyków zostało użyte do mojego makijażu, a że praktycznie przez większość czasu miałam zamknięte oczy, to miałam wrażenie, że był to multum. Na początku nie byłam zdecydowana, czy makijaż mi odpowiada. Miałam wrażenie, że trochę mam maskę na twarzy. Wróciłam do domu i wprowadziłam kilka poprawek, a w miarę trwania imprezy udawałam się do łazienki i co nieco usuwałam :P 

Zarówno włosy, jak i makijaż wytrzymały cała imprezę. Można powiedzieć, że dopiero wstałam... wróciłam przed godz. 7, więc mogę śmiało powiedzieć, że Studniówka należy do udanych przedsięwzięć :) Szkoda tylko, że minęła jak pstryknięcie palcami....

Proszę się nie śmiać z moich głupkowatych min.  


Co sądzicie o makijażu i fryzurze? Studniówkowy koszmarek? :PP

Friday, 11 January 2013

Ach, TE problemy! O moich sposobach radzenia sobie z bólami brzucha

Cześć Dziewczyny,

Dzisiejszy dzień skłonił mnie do napisania posta o problemach, które dotyczą wyłącznie kobiet- no chyba, że o czymś nie wiem :P Mowa o comiesięcznych dolegliwościach związanych z okresem, a konkretnie- bólach brzucha, o których chyba wiem już wszystko... ;(

Proszę o niezamieszczanie komentarzy typu: "miesiączka to piękne, mistyczne przeżycie... bla bla bla". Nikt mi nie wmówi, że jest to comiesięczna przyjemność, bo tak nie jest, a przynajmniej w moim przypadku.

Z bólami brzucha borykam się od 6kl. podstawówki. Na początku były to nieprzeszkadzające w życiu codziennym, jednodniowe "przygody". Z czasem ból brzucha zaczął dopadać mnie z coraz większą siłą i uniemożliwiał normalne egzystowanie. Brzmi znajomo?
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ból ten nie tylko dotykał mojego brzucha, ale i też głowy, więc z czasem zaczęłam cierpieć na migrenę (którą prawdopodobnie odziedziczyłam po mamie), a ostatnio dopada mnie też cierpnięcie nóg, czy bóle kręgosłupa... . Nie wspominam już o wymiotach, czy wręcz omdleniach w skrajnych przypadkach.

Co mi pomaga??

Wypróbowałam więc przez ten kilkuletni okres masę leków. Jedne pomagały bardziej, inne wcale. Piłam jakieś specyfiki, lepsze, gorsze... ogólnie nic nie pomagało, więc zrezygnowałam. Oczywiście byłam u lekarza, ale w wieku 17 lat nie chciał mi nic inwazyjnego przepisać (może teraz spojrzałby na mnie łaskawszym okiem). 

Leki które brałam, to m.in.: Apap, Ibum, Nospa, Vegantalgin i Metafen.
czerw.- nie pomaga
ziel.- pomaga po dłuższym czasie
nieb.- pomaga w ciągu niecałej godziny

Najlepiej w moim przypadku sprawdziły się: Vegantalgin i Metafen. Pierwszy z nich jest szczególnie przeznaczony na dolegliwości związane z bolesnym miesiączkowaniem. Czas, w ciągu którego działa to niecała godzina. Jak dla mnie, to bardzo szybko, bo zdarzało się, że męczyłam się i trzy godziny (np. przy zażywaniu Apapu).

Drugi z nich, czyli Metafen działa jeszcze szybciej, bo w ciągu 40 minut jestem jak nowonarodzona. W tej chwili odstawiłam Vegantalgin na rzecz Metafenu. 

Leki typu Nospa działają jedynie rozkurczowo i w moim przypadku kompletnie się nie sprawdziły. Zazwyczaj łączy się je z innymi przeciwbólowymi, by zwiększyć działanie. Należy zwracać uwagę na składy leków, by nie zdwoić dawki danego środka, a zwiększyć działanie różnymi środkami przeciwbólowymi (przykład: Metafen, który w swoim składzie ma zarówno paracetamol jak i ibuprofen). No i oczywiście- wszystko z głową, choć wiem z własnego doświadczenia, że kiedy boli... nie myśli się racjonalnie ;)

W wielu źródłach pisze się o zakazie zażywania niektórych leków w czasie okresu. Zatem darujcie sobie zażywanie ketonalu, a zwróćcie uwagę na Polopirynę Bayera. Polopiryna rozrzedza krew, przez co miesiączkowanie może sprawiać mniej bólu (lecz coś za coś, bo krwawienie będzie obfitsze). 

Mnie pani ginekolog swego czasu poleciła picie mieszanki ziół (m.in. z krwawnika), jednak mnie to nie pomagało, nie smakowało i po pewnym czasie pożegnałam się z "cudotwórczymi" naparami. Ulgę natomiast przynosi mi też przykładanie gorącego termoforu do brzucha- szklaną butelkę zalewam gorącą wodą i owijam ścierką. Ostatnio odkryłam też zbawienne działanie kota, który wygrzewa mi brzuch i ból szybciej mija :). 


Dla mnie ból brzucha to temat- rzeka, dlatego jeśli macie swoje sposoby na radzenie sobie z tymi przykrymi dolegliwościami, chętnie poczytam, podyskutuję...
 


Thursday, 10 January 2013

SOS Studniówka: paznokcie idealne!

Jestem totalnym leniem jeśli chodzi o przygotowania do studniówki. TO-TAL-NYM! Toteż czynności: manicure, makijaż, fryzura oddaję w ręce kosmetyczki. Dziś mogę Wam pokazać dopiero pierwszą część, czyli paznokcie. 
Nie zdecydowałam się na żadnego rodzaju tipsy, po prostu było mi żal długo zapuszczanych paznokci właśnie na tę okazję. Miałam z nimi trochę problemu, ponieważ w ciągu ostatniego tygodnia zdążyły się strasznie rozdwoić, ale kosmetyczka coś z nich wykrzesała. Wybrałam klasycznego frencha... z małą wariacją na serdecznym palcu :)



Znalazłam też kilka propozycji manicure idealnego na Studniówkę. Wszystkie pochodzą od Kasi z bloga Bottle of happiness.



  
Mogę śmiało powiedzieć, że mój manicure słabo wypada na tle paznokci Kasi. Mam jednak nadzieję, że wśród tych propozycji znajdziecie inspirację dla swoich zdobień.

Moja Studniówka już pojutrze. Nie mogę się doczekać. Tuż po niej spodziewajcie się fotorelacji i zdjęć mojej fryzury i makijażu.

Są może tutaj tegoroczne maturzystki?


Friday, 4 January 2013

Moje biżuteryjne dzieło: zimowa bransoletka

Właściwie zimy za oknami jeszcze nie widać (przynajmniej w moim rejonie), ale mimo to postanowiłam zrobić bransoletkę z czegoś, w czym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. A mowa tu o koralikach w zimowych kubraczkach. Od razu skojarzyły mi się z modnymi koronkami, choć w trochę bardziej zimowej wersji :)

Do jej wykonania potrzebowałam: stalowej linki, zapięcia, dwóch ogniwek, końcówek, 11 koralików w kubraczkach oraz dwóch malutkich Swarovskiego. 

Jeżeli któraś z Was byłaby zainteresowana nabyciem takiej bransoletki, chętnie podejmę się
produkcji. Wystarczy wejść do zakładki KONTAKT i napisać do mnie maila. Udzielę też informacji na Wasze wszelkie pytania ;)

A poniżej post dot. naszyjnika hand-made by me
(klikamy w zdjęcie)


Obiecuję wkrótce napisać kosmetyczny post...

Co sądzicie o bransoletce?