Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Tuesday, 29 October 2013

Czekoladowe rozwiązanie na paznokciach. Paznokcie po pięciu dniach od malowania.

Zwykle pokazuję Wam manicure maksymalnie po dwóch dniach od pomalowania. Wtedy paznokcie wyglądają najbardziej świeżo, nic nie odpada, nie odpryskuje a lakier pięknie lśni. Ostatnio nie miałam czasu na zmycie lakieru (to się wydaje wręcz dziwne, ale wynika też z lenistwa :P), toteż udało mi się sfotografować ostatnie podrygi mojego obecnego manicure. 



To "zdobienie" jest tak banalne, że aż ciężko nazwać je zdobieniem. Poniekąd całość urzekła mnie swoją prostą formą i pięknym czekoladowym odcieniem kolorowej bazy.



W rzeczywistości kolor ten jest głębokim brązem od Golden Rose Paris (113). Według mnie całkiem nieźle prezentuje się w obecności połyskujących ćwieków. Takie zdobienie jest w zasięgu każdej z Was- wystarczy odrobina chęci i czasu a przy tym garstka ćwieków  i jakiś fajny lakier do paznokci (ok. 60 potrzebnych na obie dłonie). 
Instrukcję dot. naklejania ćwieków znajdziecie TUTAJ


Mnie ten bazowy kolor zdecydowanie przypomina jesień... a Wam?!

Niezwykle ważnym tematem pojawiającym się przy malowaniu paznokci jest trwałość takiego manicure. Zwykle, gdy mam czas, maluję paznokcie co 3-4 dni. Teraz trochę zwolniłam tempo, więc nowy manicure pojawia się nie wcześniej niż co 6 dni. 



Ile zatem trzyma się mój manicure? Bez uszczerbku 2-3 dni. Pierwsze odpryski pojawiają się mniej więcej 3-go dnia, nie są to jednak ubytki, które są bardzo widoczne. Na zdjęciach widzicie niepoprawiany przeze mnie manicure po prawie 6-ciu dniach! Efekt jest chyba całkiem niezły ;). Oczywiście lakier najczęściej odpryskuje z paznokci tej ręki, którą piszemy. Są już widoczne delikatne "odrosty", mniej lub bardziej wypielęgnowane skórki, ale lakier wciąż się trzyma! Kolejny manicure wykonam zatem tuż przed Wszystkimi Świętymi. Myślę, że ten jeszcze spokojnie posłuży mi dwa dni :)   

W kolejnych paznokciowych postach podzielę się z Wami informacjami, jak przedłużyć trwałość lakieru, czym kieruję się przy wyborze lakieru oraz moje tricki jak odświeżyć manicure.

Co sądzicie o manicure? Wg mnie jest idealny dla jesiennych leniuszków, jak ja :)

Friday, 18 October 2013

MINIporadnik: Jak naklejam ćwieki na naturalne paznokcie?

Długo nosiłam się z zamiarem zakupu ćwieków. Głównie obawiałam się tego, że nie będę potrafiła ich aplikować na paznokcie a przez to- szybko odpadną. Ćwieki nie posiadają żadnego rodzaju kleju, dlatego częściej spotyka się je jako zatopione w żelu (mowa o tipsach), aniżeli na naturalnych paznokciach. 
Przeglądając kilka polskich i zagranicznych blogów, na których dziewczyny pokazywały swoje naturalne paznokcie przyozdobione ćwiekami, sama postanowiłam pokombinować z ozdobami. 
W czym tkwił problem? Nigdzie nie znalazłam instrukcji, jak poprawnie naklejać ćwieki, by trzymały się kilka dni a przy tym nie ścierały się.

Zwykle dostaję masę pytań od dziewczyn, czy ćwieki nie odpadają, a jeśli tak, to po jakim czasie, czy można w nich wykonywać normalne prace domowe, czy się nie ścierają...

Na podstawie swoich prób i błędów stworzyłam mały poradnik, który być może i Wam się przyda. Jest w formacie jpg., więc możecie go sobie skopiować bądź nawet wydrukować ;)


Ta technika pozwala mi się cieszyć pełnym kompletem ćwieków nawet 4-5 dni. Po tym czasie zdarza się, że pojedynczy ćwiek odpadnie (głównie z prawej ręki, ponieważ jestem praworęczna). Myślę, że to i tak długi czas, szczególnie, że wykonuję normalne prace domowe, takie jak: sprzątanie, pranie ręczne, mycie naczyń... . Jeśli ćwieki nie są naturalnie srebrnego koloru (czarne, złote, czerwone) istnieje też większe prawdopodobieństwo, że emalia będzie się z nich zdzierać do koloru srebrnego (zwłaszcza, jeśli nałożycie tylko jedną warstwę Top Coatu).

Ćwieki nabywam przez internet, w sklepie AllePaznokcie.


Na koniec jeszcze kilka zdjęć moich naturalnych paznokci przyozdobionych ćwiekami. Klikając w zdjęcia przenosicie się do posta:





Kraków i okolice! Jeśli chciałybyście mieć podobny manicure na swoich paznokciach a czujecie, że same temu nie podołacie, chętnie podejmę się malowania Waszych paznokci. Odezwijcie się do mnie w komentarzu lub po prostu- napiszcie maila: karinakotulska@op.pl. Chętnie Was poznam!

Mam nadzieję, że ten MINIporadnik się Wam przyda. Dajcie znać, czy będziecie próbowały same tak ozdobić paznokcie.





Tekst przeczytasz także na: www.beautybook.pl 

Thursday, 17 October 2013

Delikatne zdobienie z czarnym pazurrrem!

Ten manicure miał nie pojawiać się na łamach bloga, ponieważ myślałam, że będzie istną kopią jednego z poprzednich, który miałyście okazję zobaczyć, o TUTAJ.
Stwierdziłam jednak, że jestem znudzona słodkimi różowymi zdobieniami, więc chciałam je przełamać czymś znacznie ostrzejszym. Zdecydowałam się na klasyczną czerń w nietuzinkowym wydaniu- Golden Rose Jolly Jewels 117. 


Połyskujące drobinki przypominają mi rybią łuskę, ale jednocześnie złoty motyw w tym przypadku wydaje mi się być niezwykle elegancki. Przed nałożeniem Golden Rose JJ polecam nałożyć jedną warstwę czarnego, dobrze kryjącego lakieru (ja wybrałam Bell Glam Wear412). Pozwoli to na uzyskanie jeszcze głębszego koloru. JJ co prawda posiada czarny pigment, ale nie jest on na tyle kryjący, by za pierwszym razem uzyskać efekt, jak na zdjęciu.

Do zdobienia standardowo użyłam ćwieków w postaci czarnych rombów. Całość ozdobiłam złotym linerem.

Ten manicure, który widzicie na zdjęciach ma już trzy dni. Trzyma się całkiem nieźle, jak na prace domowe, które wykonuję rękoma (mycie naczyń, pranie czy częste stukanie paznokciami o klawiaturę). Na chwilę obecną widoczne są tylko drobne otarcia czarnego lakieru. Żaden ćwiek jeszcze nie odpadł.

Wiele osób pyta, czy takie ćwieki nie odpadają zaraz po ich nałożeniu na paznokcie. Moja odpowiedź brzmi: NIE! ale... reszty dowiecie się w kolejnym poście, w którym zamieszczę kilka przydatnych rad dotyczących nakładania ćwieków :)

Użyte lakiery: /baza: Killys- Preparat do Paznokci Witaminowa Bomba/, /baza kolor: Golden Rose with Protein 330/, /złoty liner- Delia art mini nr 16/, /kolor- kciuk i serdeczny- Golden Rose Jolly Jewels 117/, /ćwieki- AllePaznokcie/, /top coat Sally Hansen Insta Dri/.

Jak oceniacie zdobienie? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii :)


P.S. Kraków i okolice! Jeśli chciałybyście mieć podobny manicure na swoich paznokciach a czujecie, że same temu nie podołacie, chętnie podejmę się malowania Waszych paznokci. Odezwijcie się do mnie w komentarzu lub po prostu- napiszcie maila: karinakotulska@op.pl. Chętnie Was poznam!

Więcej zdjęć moich zdobień znajdziecie TUTAJ.


Monday, 14 October 2013

Moja miesięczna pielęgnacja włosów z serią Jedwab od Joanny

Dokładnie miesiąc temu otrzymałam od Laboratorium Kosmetycznego Joanna cztery kosmetyki do pielęgnacji włosów z serii Jedwab. O ile poprzednie kosmetyki do włosów (Argan Oil) średnio mi spasowały (zgarnęła je mama, która teraz notorycznie się w nie zaopatruje), tak tym razem jestem bardzo zadowolona.

Z serii Jedwab przetestowałam: szampon wygładzający, odżywkę wygładzającą, odżywkę w sprayu ułatwiającą rozczesywanie i maskę wygładzającą. Cała seria przeznaczona jest do włosów suchych i zniszczonych, czyli teoretycznie nie do moich, ale i tak całkiem nieźle się sprawdziła pod wieloma względami. Jednym z nich jest bardzo przyjemny i delikatny zapach, który posiadają wszystkie te kosmetyki.


Szampon (6,49zł/200ml)
Nie muszę mówić, że najczęściej korzystałam z szamponu oraz odżywki w sprayu. Przy myciu włosów co dwa dni, teraz szampon jest już na wykończeniu. Użyłam go zatem ok. 15 razy (+/- 2). To dosyć sporo, ponieważ nie szczędziłam szamponu.
W moim przypadku kosmetyk ten zdecydowanie zdał egzamin. Moje włosy na ogół już drugiego dnia są nieświeże (przetłuszczone, oklapnięte). Tu zauważyłam, że szampon nie przedłużył ich świeżości do trzech dni, ale przynajmniej drugiego nie było tragicznie (dopiero wieczorem były lekko przetłuszczone). Czy szampon faktycznie wygładza włosy? Tu miałabym pewne zastrzeżenia. Co prawda włosy nie były napuszone po wysuszeniu, ale w porównaniu do innego szamponu, który ma takie samo zadanie, a więc wygładzenie (Schwarzkopf)- Joanna sprawdza się o wiele gorzej. Dla mnie to jednak dobra wiadomość, gdyż samo wygładzenie używając innych szamponów niejednokrotnie kończyło się u mnie oklapnięciem. Po umyciu włosy pięknie błyszczą- za to zdecydowanie należy się duży plus!
By dokładnie domyć włosy musiałam sięgać średnio przy jednorazowym myciu głowy po butelkę 2-3 razy. Zatem szampon nie sprawdziłby się u osób, którym zależy na szybkim myciu głowy.

Odżywka w sprayu ułatwiająca rozczesywanie (8,39zł/150ml)
Moja ulubiona- odżywka w sprayu, której używam, gdy tylko chcę przeczesać włosy grzebieniem, obojętnie czy to na mokro, czy na sucho. Oczywiście staram się nie psikać sprayem włosów zbyt wysoko, by nie obciążyć ich. Przy jednorazowym użyciu naciskam spust ok. 10 razy, taka ilość wystarczy, by po kilkunastu sekundach zanurzyć we włosach grzebień. Zauważyłam mniejszy opór przy czesaniu i mniej kołtunów, a tym samym- na grzebieniu zostawało mniej wlosów. Odżywka ma bardzo przyjemny zapach, który nie utrzymuje się zbyt długo (to dobra wiadomość dla tych, którzy nie przepadają za zbyt intensywnym zapachem kosmetyków do włosów), w dodatku jest bardzo wydajna- w ciągu miesiąca i używania jej ok. 2 razy w ciągu dnia ubyło jej naprawdę niezbyt wiele. Nawet kilkanaście psiknięć na włosy nie obciąża ich, czego akurat bardzo się bałam testując ten kosmetyk.



Odżywka (6,49zł/200ml) i maska (7,96zł/150ml)
Co któreś mycie używałam naprzemiennie a to odżywki, a to maski. Nie jestem w stanie ocenić ich działania. Miałam wrażenie, że wmasowując odżywkę we włosy, ona po pewnym czasie gdzieś znika (spływa?) a ja dotykam tylko mokrych włosów. Maska natomiast mimo poprawnego stosowania- od połowy ucha w dół- wpływała na silniejsze przetłuszczanie się włosów, dlatego ograniczyłam jej stosowanie do jednego razu w tygodniu. Niemniej jednak włosy zaraz po wysuszeniu także ładnie błyszczały i zdecydowanie nie przypominały siana. Nie są to jednak kosmetyki dla zniszczonych włosów po zabiegach fryzjerskich, gdyż są za słabe wg mnie,a przecież moje włosy nie mają najgorszej kondycji.

Moim zdaniem

To naprawdę jedna z moich ulubionych serii kosmetyków do włosów. Być może samą odżywkę i maskę wymienię na coś innego, ale nie zmienia to faktu, że z szamponem, jak i odżywką w sprayu ułatwiającą rozczesywanie bardzo się polubiłam. Dzięki tym kosmetykom mogę pożegnać się z innymi, droższymi zamiennikami, których do tej pory używałam. Niestety minusem jest fakt, że w większości z nich znajdują się silikony, które w nadmiernych ilościach mogą zrobić szkody włosom. Zastanowię się zatem nad naprzemiennym stosowaniem kosmetyków z Joanny z jakimiś mniej "nasilikowanymi". 
Ceny tych kosmetyków są naprawdę niskie. Co więcej, dostępne są od ręki w większości drogerii/ hurtowni kosmetycznych. Jeśli zatem Wasze włosy nie należą do zbyt zniszczonych po zabiegach fryzjerskich (tu, myślę, te kosmetyki by się nie sprawdziły) lub nie chcecie wydawać fortuny na szampony i odżywki, zaopatrzcie się w serię Jedwab od Joanny.

Dajcie znać, czy znacie tę serię, a może miałyście i wyrobiłyście sobie na jej temat opinię. A jeśli nie miałyście serii Jedwab, napiszcie, czy czujecie się zachęcone jej kupnem.






Tekst przeczytasz także na: www.beautybook.pl 

Wednesday, 9 October 2013

Jak zadbam o paznokcie jesienią i zimą.

W Krakowie coraz chłodniej, zresztą jak w każdym rejonie Polski. Moje paznokcie, które od dwóch tygodni nie były pomalowane (o zgrozo, nawet bezbarwnym lakierem) odwdzięczają mi się nieco naganniejszym stanem niż zwykle lecz mogłabym rzec, że wciąż są w dobrej kondycji.

Przy okazji robienia manicure przypomniałam sobie kilka sposobów, które wykorzystuję w ciągu roku dbając o paznokcie/ skórki/ dłonie, a które z pewnością warto wykorzystać zimą/jesienią w niezliczonych ilościach a przynajmniej częściej niż zwykle :)



1. Zawsze, (z małymi wyjątkami) nawet kiedy nie chce mi się malować paznokci na kolor, mam pomalowane paznokcie odżywką. Zabezpiecza ona paznokcie przed drobnymi uszkodzeniami mechanicznymi, wzmacnia je a długotrwałe kuracje (np. Nail Tekiem, Eveline 9w1) potrafią czynić cuda. Te małe wyjątki bez jakiegokolwiek lakieru nie powinny być dłuższe niż 2-3 dni. Po tym czasie zauważyłam, że paznokcie zaczynają mi się złuszczać (?!). Nie polecam jednak malowania paznokci na kolor bez uprzednio pokrytego paznokcia odżywką. Odbarwienia płytki murowane! Dobrym sposobem jest też malowanie paznokci na tzw. zakładkę, która w moim przypadku ogranicza rozdwajanie.

2. Zimą zaopatruję się w grube rękawiczki zimowe, jesienią zaś wybiorę jakieś cieńsze (ale mimo wszystko chroniące ręce). W zeszłym roku unikałam ich przez co od razu odezwały się suche dłonie i brzydkie skórki, które zdecydowanie gorzej było doprowadzić do ładu wiosenną porą. 

3. Kiedy tylko mam jakiś krem nawilżający pod ręką, smaruję dokładnie dłonie. Nie dość, że wpływa to na ładny wygląd skórek, poniekąd też na paznokcie, to i cieplej nam wtedy w dłonie :)

4. Jeśli nie lubicie uczucia lepkich dłoni po kremie warto wykonać kilka razy w tygodniu "spa w rękawiczkach" na noc. Wystarczy grubsza warstwa kremu, rękawiczki do pielęgnacji dłoni i sen. Rano, po zdjęciu rękawiczek, dłonie są gładkie jak aksamit. Moja mama dla lepszego i szybszego efektu, zamiast rękawiczek bawełnianych (które również wchłaniają krem) używa foliowych. Na początku spanie w nich wydaje się być niekomfortowe, ale z czasem można się przyzwyczaić.

5. Skórki jak i same paznokcie warto nawilżać olejami. Ja korzystam z dobroczynnego działania oleju arganowego. Kilka kropel rozgrzewam w dłoniach a potem funduję paznokciom i skórkom mały masaż. Ostatnio jednak zaopatrzyłam się też w oliwkę różaną, która nie dość, że ładnie pachnie to jeszcze skutecznie nawilża skórki, przez co na długi czas mogę zapomnieć o ich odsuwaniu. Oliwkę kupiłam TUTAJ. Nakładam ją pędzelkiem na skórki wokół paznokci a po jakimś czasie zmywam. Dobrze sprawdzi się również dodanie któregoś z olejków do kremu i wsmarowanie w dłonie a następnie założenie rękawiczek i pójście spać. 

6. Powoli przekonuję się do wykonywania mokrych prac (pranie ręczne, mycie naczyń...) w rękawiczkach. Doceniłam je dopiero wtedy, gdy nie przywiozłam sobie ich do Krk. Ciepła woda w detergentami niekorzystnie wpływa na paznokcie, skórki oraz dłonie a i lakier przez to szybciej odpada.

Chętnie się dowiem, czy korzystacie z podobnych sposobów a jeśli tak, to jakich?

Monday, 23 September 2013

Złoto w eleganckim wydaniu

Wybaczcie mi długaśną przerwę w pisaniu. Ostatnie dwa tygodnie minęły mi niezwykle szybko i intensywnie, co spowodowało zastój na blogu. Nie obiecuję też, że zacznę pisać teraz regularnie, tak jak kiedyś. W najbliższych dniach czeka mnie przeprowadzka, studia i nie wiem, jak przełoży się to na blogowanie.



Chciałabym Wam przedstawić kolejną odsłonę paznokci tzw. "na bogato". Te powstały z myślą o weselu, na którym byłam dwa dni temu. Ponieważ sama sukienka i dodatki były skromne, mogłam sobie pozwolić na małe szaleństwo w postaci złotych elementów na paznokciach.





Na kciuku i serdecznym dla przełamania nudy dokleiłam ćwieki w kolorze złota i czerni. Może się Wam wydawać, że czerń kompletnie nie pasuje do pastelowych tonów, aczkolwiek wybiegłam myślami naprzód i zdecydowałam się na czarne ćwieki ze względu na ciemne akcenty na moich butach (chociaż nie wiem, czy paznokcie mają coś wspólnego z butami :P). 

Siostrze mojego M. zrobiłam niemal identyczny manicure jak mój, jednak postawiłam na srebrne paseczki i ćwieki. Być może uda mi się zrobić jeszcze zdjęcie tych paznokci.

Ćwieki naklejałam na świeżo pomalowane paznokcie na kolor. Niedoschnięty lakier daje możliwość na jeszcze delikatne poprawki i przemieszczanie ćwieków, jeśli przykleiłyście je nie w tym miejscu, w których chciałyście. Grubsza warstwa szybkoschnącego top coatu spowoduje, że małe ubytki w kolorowym lakierze będą niewidoczne. Jestem zwolenniczką dwóch warstw top coatu na paznokciach, gdzie przyklejałam ćwieki. Większe prawdopodobieństwo, że ćwieki nie odpadną w najmniej oczekiwanym momencie. Ja wciąż cieszę się kompletem ćwieków od 4 dni :).

Użyte lakiery: /baza: Eveline- 8w 1 Total Action/, /baza kolor:  Golden Rose with Protein 330/, /złote paseczki i baza-kolor na serdecznym- Delia Art mini 16/, /ćwieki- AllePaznokcie online/, /top coat- Sally Hansen Insta-Dri/.

Czekam na Wasze krytyczne opinie :)

Saturday, 7 September 2013

Gold, Studs & Chic

Mój początkowy zamysł na te paznokcie miał się ograniczyć jedynie do kilku ćwieków na jednym paznokciu i skromnego elementu w postaci kilku pacnięć złotego lakieru. Stało się zupełnie inaczej- z delikatnych paznokci powstały bardziej zadziorne z delikatnym niezachowaniem umiaru w złocie :P Choć na początku nie mogłam przyzwyczaić się do ilości świecidełek, w końcu się przekonałam i uważam, że wcale nie wyszło tragicznie :)



Po raz pierwszy zdecydowałam się na motyw z ćwiekami. Ich zakup kusił mnie już przez dłuższy czas. Szukałam ćwieków niejednokrotnie, ale nigdy nie trafiłam na szeroki wybór kolorów, czy kształtów. W dodatku koszt przesyłki przewyższał wartość samych zakupów, więc było to kompletnie nieopłacalne. W końcu trafiłam na sklep AllePaznokcie i udało mi się dobrać takie ćwieki, jakie chciałam. Te, które widzicie na zdjęciach to wypukłe okrągłe 2mm w kolorze przypominającym trochę czerwone złoto.

Jeśli chodzi o wytrzymałość ćwieków na paznokciach, wszystko zależy od trybu życia, jaki prowadzimy. Mój- typowo wakacyjny- ogranicza się jeszcze do słodkiego leniuchowania i w ciągu dwóch dni straciłam jedynie dwa ćwieki (prawdopodobnie w autobusie). Równie ważny jest fakt, na co je przyklejamy. Ja zrobiłam to na świeżo pomalowane kolorem paznokcie (w tym przypadku na kolorowe kropki), odczekałam kilka minut i całość (łącznie z ćwiekami) pokryłam top coatem.



Ten manicure będzie pasował do stylizacji jednokolorowych i nieprzesadzonych we wzory. Zarówno kropki i kolor bazowy można podmienić na coś innego. Wahałam się jeszcze nad połączeniem moreli z miętą, jednak taki manicure byłby bardzo podobny do tego, który ostatnio Wam pokazywałam, a mnie zależy na tym, by pokazywać Wam inne zestawienia kolorystyczne...

Szczegółowo, jak aplikować ćwieki na paznokcie, by z ładnego manicure nie powstała klapa, opiszę w jednym z kolejnych postów. Takiej informacji zabrakło mi właśnie w internecie, kiedy sama byłam tym faktem zainteresowana. 

Użyte lakiery: /baza- Nail Tek Foundation I/, /baza kolor- Golden Rose Paris 235/, /złote linie- liner  zakupiony na AllePaznokcie/, /kropki- Mariza 43/, /ćwieki- AllePaznokcie/, /top- Top Coat Insta Dri Sally Hansen/.

Jaka jest Wasza opinia...?


Thursday, 5 September 2013

Mój nowy look dzięki Atelier Stylissimo- fotorelacja

Właściwie nie wiem od czego zacząć... chyba od początku.
Dawno, dawno temu BeautyBook zorganizował konkurs "Na co zwracasz uwagę siedząc na fotelu u fryzjera?". Nie zastanawiając się długo, prosto z serca odpisałam i o konkursie zapomniałam, bo zwykle w tego typu rozrywkach mam więcej pecha niż szczęścia. Tym razem było odwrotnie!!!
Nagrodą miało być strzyżenie z modelowaniem w Atelier Stylissimo w Warszawie.
O wygranej dowiedziałam się praktycznie przez przypadek a z Panią Agnieszką z BeautyBook'a skontaktowałam się ostatniego regulaminowego dnia na możliwość przyjęcia nagrody.


Czy się wahałam? Oczywiście, bo nigdy nie jestem gotowa na radykalne cięcia a do fryzjera zwykle nie mam stuprocentowego zaufania- z doświadczenia.

Tak się akurat szczęśliwie złożyło, że moimi włosami zajęła się Pani Marta Zawiślańska- główna stylistka fryzur w Atelier Stylissimo, specjalistka od włosów Zosi Ślotały i innych gwiazd. Wspólnie zdecydowałyśmy, że nie skrócimy dużo włosów a wyrównamy je do modnej tej jesieni prostej linii. W ten sposób pozbędziemy się większej ilości znienawidzonego przeze mnie ombre (które powstało z dwuletnich odrostów po farbowaniu).

Co ciekawe, po raz pierwszy miałam myte włosy przed strzyżeniem, na co Pani Marta zareagowała: "To skąd ty jesteś?" ;).

Została mi nałożona masa specyfików na głowę (począwszy od tajemniczych szamponów skończywszy na równie tajemniczych odżywkach i sprayach), dzięki którym moje włosy nie były napuszone, a stały się bardziej nawilżone i błyszczące.

Nowością był również dla mnie fakt, że po umyciu włosów nie nastąpiło ich cięcie a suszenie, podkręcanie na szczotce i prostowanie. Zupełnie odwrotnie niż byłoby to w większości salonów fryzjerskich w moim mieście.

W końcu nastąpił moment kulminacyjny, czyli cięcie włosów. Pani Marta skróciła je za pomocą nożyczek i maszynki o kilka centymetrów a ja zachwycona efektem poprosiłam jeszcze o docięcie 2cm. Ostatecznie pod maszynkę poszło (aż!) 10cm włosów- głównie z tyłu głowy, ponieważ z przodu były one tak mocno wycieniowane przez poprzednią fryzjerkę, że wystarczyły tylko kosmetyczne poprawki i kilka ruchów nożyczkami.

I jeszcze ostatnie poprawki, lakier, nabłyszczacz, prostownica...

A ostateczny look ma się tak! To chyba drugi raz w życiu, kiedy wychodzę z uśmiechem na twarzy po zejściu z fotela fryzjerskiego (pierwszy raz miał miejsce 6 lat temu), choć może tutaj tego nie widać :).

Minęły już ponad 2 tygodnie od wizyty w Atelier Stylissimo. Oczywiście włosy wyglądają nieco inaczej niż na zdjęciach, ponieważ moja codzienna stylizacja ogranicza się jedynie do grzebienia. Niemniej jednak czuję, że włosy nareszcie wyglądają tak jak powinny. Przede wszystkim nie są takie suche i rozdwojone. Mimo tego, że Pani Marta pozbawiła mnie 10cm włosów, mam wrażenie, że stały się one grubsze i większe objętościowo. 

Otrzymałam także zestaw kosmetyków Schwarzkopf, które pozwolą mi utrzymać włosy w tak dobrej kondycji. W kolejnym poście poświęconym włosom podzielę się z Wami moim planem pielęgnacji na jesień oraz otrzymanymi kosmetykami.

Jestem zachwycona zarówno profesjonalizmem Pani Marty, ciepłym przyjęciem nie tylko mnie, ale i innych klientów (tak, mężczyźni też tu przychodzą) jak i gustowną aranżacją wnętrza. Zobaczcie same:

Fotoreportaż z mojej wizyty w Atelier Stylissimo możecie zobaczyć także na stronie BeautyBook, TUTAJ.
Zdjęcia z tego posta pochodzą z w/w strony BeautyBook.

Jak Wam się podoba mój nowy look?


Tuesday, 3 September 2013

7 kosmetyków dzięki którym moje wakacje stały się lepsze

... może nawet nie tyle lepsze, co właściwie- wygodne :) I nie świadczy to też o tym, że moje wakacje się skończyły. Mam jeszcze miesiąc laby.

Większość kosmetyków, które Wam przedstawię zapewne dobrze znacie... czy to z mojego bloga, czy innych. Są dla mnie niezastąpione a w wakacje- przy ponad 30st. upałach- nadal mnie nie zawiodły. Kolejność wymienianych kosmetyków jest przypadkowa.


1. Róż Amilie Mineral Cosmetics w kolorze Charisse- w opakowaniu ma dość mocny, brzoskwiniowy kolor, który w zależności od ilości nałożonego na kości policzkowe kosmetyku daje różne efekty- począwszy od delikatnego, skończywszy na intensywnym, bardziej przypominającym już bronzer. Kosmetyk ma matowe wykończenie, więc na lato jeśli chciałam uzyskać efekt rozświetlenia łączyłam go z płynnym rozświetlaczem od MeMeMe. Konsystencja pyłku zamknięta w słoiczku nie sprawiła mi żadnych przykrych niespodzianek w podróży, a przede wszystkim- nie rozbiła się na części mniejsze, jak lubi to robić puder w kamieniu czy cienie :) W dodatku róż posiada wewnętrzne zamykanie z regulacją, które zapobiega przed przesypaniem się nadmiaru kosmetyku na wieczko. Koszt: 29zł, do kupienia TUTAJ.

2. Podkład Max Factor Lasting Performance 102 Pastelle- najlepszy podkład jaki do tej pory mi się trafił. Lekka konsystencja, która szybko stapia się z buzią. Nakładany pędzelkiem daje większe krycie, dlatego z tego sposobu rzadko korzystałam latem. Pod wpływem utleniania podkład po pewnym czasie delikatnie ciemnieje i trzeba mieć to na uwadze kupując go pod wpływem chwili w sklepie czy przez internet. Mimo tego, że podkład odbył ze mną kilka krótszych i dalszych wycieczek w różnych warunkach, nie wpłynęło to na jego konsystencję i samą jakość kosmetyku. Koszt waha się od 35-40zł w sklepie, na Allegro można go kupić za niecałe 35zł z przesyłką (uważajcie jednak na podróbki!).

3. Cienie Avon True Color Attraction- od razu mówię- nie są to idealne cienie. Pigmentacja średnia, trwałość również. Ale z drugiej strony- kto maluje się mocno w upalne dni?! Jak na co dzień, a nawet wieczorami, sprawdził się całkiem OK. Szczególnie upodobałam sobie rudawy kolor, który złotymi drobinkami fajnie rozświetla oko. Do najciemniejszego sięgam rzadko, ponieważ mało ma wspólnego z samym granatem. Po roztarciu przypomina on bardziej brudną szarość. Mimo to, że mają kilka wad, z niewiadomej mi przyczyny- lubię je :) Koszt: 20-25zł (w zależności od katalogu).

4. Tusz Mary Kay wydłużający (niestety nie wiem jaki konkretnie)- wpadłam totalnie! O ile nie polubiłam się z nim od samego początku, tak teraz jest moim ulubionym tuszem. Nie dość, że wydłuża, to jeszcze pięknie pogrubia i sprawia, że zamiast kilku rzęs na krzyż mam całkiem niezły czarny wachlarz. Oczywiście by taki efekt osiągnąć potrzebuję co najmniej dwóch warstw. Nie zmienia to jednak faktu, że nie osypuje się pod wpływem "noszenia" i nie sprawia żadnych niespodzianek nawet po kilku godzinach. Ten, który posiadam to jedynie próbka i aż boję się pomyśleć, co będzie, kiedy mi go zabraknie. Małe opakowanie tuszu sprzyja większej ilości miejsca w kosmetyczce :) Cena niestety jest minusem tego tuszu... (ok. 60zł? za pełnowymiarowy tusz)





Nie mogłam również zapomnieć o kosmetykach z linii pielęgnacji...


5. Płyn micelarny BeBeauty Biedronka- tego kosmetyku nie muszę Wam przedstawiać. Najpierw okrzyknięty hitem w pielęgnacji i oczyszczaniu, potem wykupiony w niezliczonych ilościach na wieść o jego zniknięciu z półek. A tymczasem płyn micelarny ma się dobrze i wciąż leży na biedronkowych stoiskach. Trafiłam na niego całkiem przypadkowo w łazience (nabytek mamy), kiedy chciałam zmyć oczy. Okazuje się, że wystarczy odrobina kosmetyku na płatek by zmyć tusz, cienie czy podkład. Nie szczypie, nie podrażnia. Nie wiem jednak, jak sprawdza się z wodoodpornymi kosmetykami. Ma dobre zabezpieczenie na wypadek wylania, dzięki czemu swobodnie można go zabrać do kosmetyczki na wyjazd. W dodatku tani i z dobrym składem.

6. Lirene tonik nawilżająco-oczyszczający- używam go jako kosmetyk między porannym/wieczornym myciem twarzy a nakładaniem kremu. Szybko się wchłania, nie powoduje uczucia ściągnięcia a twarz nie lepi się. Dla mnie najważniejsze jest to, że przywraca optymalne pH, które zostaje zaburzone przez działanie wody. Niby nie robi nic specjalnego, ale odkąd nasłuchałam się na spotkaniach MaryKay, jak ważne jest przywracanie pH, stwierdziłam, że trzeba jednak zakupić tonik. Koszt: ok. 11zł

7. Micelarny żel myjący BeBeauty Biedronka- kolejny kosmetyk za niewielkie pieniądze a działający cuda. Dobrze zmywa lekki makijaż i oczyszcza twarz. Brak jakichkolwiek reakcji alergicznych czy podrażnień. Sprawdził się w różnych warunkach, dlatego z czystym sercem mogę Wam go polecić. Podróżował ze mną wielokrotnie- bez jakichkolwiek kraks :) 


Dwie rzeczy, z których jestem naprawdę dumna: 

  1. Coraz więcej dobrych kosmetyków jest produkowanych w Polsce, a przy tym nie ma problemu z dostępnością.
  2. Producenci zwracają uwagę nie tylko na zewnętrzny wygląd kosmetyku i szatę graficzną, ale na funkcjonalność i zamykanie, które w czasie podróży jest niezwykle ważne. Kiedyś modliłam się, by kosmetyki dojechały w jednym kawałku, a przy tym opakowywałam je setkami reklamówek na wypadek zalania. Teraz takie sytuacje coraz rzadziej mnie spotykają...


Jestem ciekawa, czy któryś z wymienionych przeze mnie kosmetyków jest także Waszym ulubieńcem.
Czekam zatem na Wasze komentarze... :)


Sunday, 1 September 2013

Apricot & pistachio nails

Dopadłam w drogerii idealnie morelowy kolor, o jakim myślałam przez dłuższy czas. Po nałożeniu jednak bardziej przypomina mi on lody zabajone. Połączyłam go z delikatną miętą (pistacją) i szarością, by stworzyć kompozycję bardziej pastelową niż neonową, w której ostatnio się lubuję.
Wzory, jakie tym razem zastosowałam (albo- jak zwykle), to linie i kropki. Po pokryciu paznokcia morelową bazą, na brzegu wyrysowałam dosyć grubą szarą kreskę. Ponieważ kreski w moim wykonaniu nie należą ani do najładniejszych, ani do najszybszych w wykonaniu, z drugiej strony używając szpilki zrobiłam falbankę z kropek (która powstaje w wyniku ich połączenia).
Na środku również możecie zobaczyć tę falbankę, która nie na każdym paznokciu wyszła idealnie.

Myślę, że równie dobrze sprawdziłyby się takie kompozycje kolorystyczne jak: morela-mięta-róż, żółty-szary-błękit, biel-błękit-róż, lila-mięta-biel... i wiele, wiele innych :) Ważne by kolorowa baza różniła się (ale nie wyróżniała) od wzorków. Jeśli natomiast chcemy, by kolorowa baza grała pierwsze skrzypce, niech wzorki zdecydowanie kontrastują z nią (np. neonowy róż zgrajmy z dobrze kryjącą bielą). 

Użyte lakiery: /baza- Nail Tek Foundation I/, /baza kolor- Golden Rose Paris 235/, /wzorki: pistacja- Delia Coral Prosilk 179, szary- Golden Rose with Protein 348/, /top coat- Golden Rose Gel Look (tym razem nałożony na wyschnięty lakier;))/.

Jak Wam się podoba takie delikatne połączenie? ;)