Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Saturday, 29 December 2012

EKO: Przegląd kosmetyków zawierających SLS i SLES

Pewnie niejedna z Was słyszała o szkodliwym działaniu SLS w kosmetykach.

Przeczytałam dziś kilka artykułów, dzięki którym dowiedziałam się, "z czym się je SLS". Żeby jednak nie wprowadzać Was w błąd i nie poprzekręcać kilku kluczowych informacji, wklejam fragmenty, być może rozwiewające pewne wątpliwości dot. SLS. 





Znalazłam (myślę, że przydatną i kompetentną) stronę, która mówi o bezpieczeństwie niektórych składników w kosmetykach (m.in. o SLS i SLES)



Czy SLS i SLES stosowane w kosmetykach są bezpieczne?
Tak. SLS i SLES stosowane są w kosmetykach i innych produktach konsumenckich od kilkudziesięciu lat. Bezpieczeństwo stosowania SLS i SLES w kosmetykach nigdy nie budziło wątpliwości [...].
SLS i SLES stosowane są przede wszystkim w kosmetykach spłukiwanych (głównie myjących), które mają krótkotrwały kontakt ze skórą. SLS nie jest stosowany w preparatach przeznaczonych dla cery wrażliwej. Obecnie SLS rzadko wykorzystywany jest w produktach kosmetycznych ze względu na dostępność innych, drażniących łagodniejszych dla skóry odpowiedników.

Czy SLS lub SLES są rakotwórcze?
Nie. Na wielu stronach internetowych, w tym forach dyskusyjnych i blogach można znaleźć informację, że Sodium Lauryl Sulfate (SLS) i Sodium Laureth Sulfate (SLES) są rakotwórcze. Ta nieprawdziwa informacja jest przykładem „mitu kosmetycznego”.
Trudno dziś stwierdzić co było przyczyną powstania mitu o rzekomej „rakotwórczości” SLS i SLES. Nie ma bowiem żadnych publikacji naukowych, które świadczyłyby o tym, że którakolwiek z substancji wykazuje działanie rakotwórcze lub potencjalnie może je wykazywać. Mit o rakotwórczym działaniu SLS i SLES jest to typowym dla internetu zjawiskiem „łańcuszka”, w którym kolejni użytkownicy powielają nieprawdziwe i niesprawdzone informacje.

Czy zatem jest się czym martwić?!
 
Przejrzałam składy swoich kosmetyków. Okazało się, że wiele z nich zawiera w swoim składzie SLS. Które?

1. Peeling do ciała Tutti Frutti Farmona
2. Żel do mycia ciała Avon Mleko i Miód
3. Żel do mycia twarzy Choisee Róża i Miód
4. Pianka do golenia Gillette
5. Szampon Borowinowy i 7 ziół BingoSPA
6. Żel do mycia twarzy Perfecta Odświeżający
7. Szampon przeciwłupieżowy Avon

Część z nich to moje ulubione kosmetyki, z którymi nie zamierzam się rozstawać. Jak widać, nawet w piance do golenia dla mężczyzn SLS-y są obecne. Zgodnie z tym, co publikuje strona Kosmopedia wierzę, że krótkotrwały kontakt z kosmetykami (tj. nałożenie na ciało i spłukanie wodą) nic złego mi nie robi. Co ciekawe... mam kilka kosmetyków z Biedronki i w żadnym z nich nie znalazłam SLS-ów. 
Warto jednak mieć na uwadze składy kosmetyków, by nie wtopić pieniędzy, gdy ktoś nam wmawia, że kosmetyk jest BIO czy EKO. 

Jaki macie stosunek do SLS-ów? Staracie się ich wystrzegać, czy nie zwracacie uwagi na składy kosmetyków?
 


10 comments:

  1. O micie o rakotwórczości nie słyszałam, za to często jest podkreślane że SLS, SLES mogą wysuszać, więc dla mnie ich obecność w środkach do higieny intymnej jest trochę niepokojąca - przestałam używać tych z siarczanami i część moich problemów natury ginekologicznej zniknęła... Ciekawy jest również fakt, że SLSy są też w pastach do mycia zębów... Generalnie preferuję produkty bez siarczanów, ale że takich mało i wiem że wielkiej krzywdy mi nie zrobią, to nie unikam ich jak ognia ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fakt, kosmetyki z SLS mogą wysuszać skórę, czyli powodować te słynny "efekt ściągnięcia skóry" po umyciu twarzy żelem. O tym, ze SLSy są w pastach do zębów, to akurat nie słyszałam, ale zaraz przejrzę składy moich past.

      Delete
  2. Jej, a ja tak lubię produkty Perfecty.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, nie masz się czym martwić. Mam jeszcze kilka kosmetyków Perfecty do pielęgnacji twarzy (płyn micelarny, mleczko do demakijażu, peeling) i żaden z nich nie ma SLS-ów ;) Wystarczy czytać składy i się nie przejmować.

      Delete
  3. Mój narzeczony jest wkurzony faktem, że używam wielu kosmetyków, nie tylko pielęgnacyjnych, ale i kolorowych (on stosuje tylko oliwę z oliwek i mydło naturalne) i ciągle straszy mnie tą stroną: http://luskiewnik.strefa.pl/acne/toksyny.htm. Tu jest napisane, że SLS-y są rakotwórcze i że autorem strony jest jakiś doktor. Ale ciężko zweryfikować ile w tym prawdy, natomiast przeglądając tę stronę łatwo stwierdzić, że w każdym kosmetyku siedzi jakieś świństwo, które może nas zabić. Ja jestem zdania, że jeśli już jakiś składnik nienaturalny jest w składzie jakiegoś kosmetyku, to jest to na tyle mała ilość, że został przecież dopuszczony do produkcji i nie może zaszkodzić. Teraz jestem w końcowej fazie ciąży i używam kosmetyków przeznaczonych dla przyszłych mam. Ich składy może nie zachwycają, ale skoro są przeznaczone dla kobiet ciężarnych, to chyba raczej nie szkodzą...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Również jestem zdania, że gdyby kosmetyki te zawierały większe ilości szkodliwych składników, nie zostałyby dopuszczone do sprzedaży. Szczęśliwego rozwiązania ;)

      Delete
  4. Staram się mniej-więcej patrzeć na skład, ale nie wierzę w jakieś demoniczne działanie SLSów. To po prostu środki spieniające, a że ja lubię jak się kosmetyki pienią... :) Poza tym bardziej patrzę na działanie niż składy. Jeżeli jakiś szampon super działa na moje włosy, a ma dużo spieniaczy, to dlaczego miałabym go odstawić ;)

    ReplyDelete
  5. 100 obserwatorka wita ;) bardzo przydatny post :)

    ReplyDelete
  6. Unikam "SLSów", zwłaszcza w dużym stężeniu i jeśli są połączone z innymi silnymi detergentami - nie z powodu rakotwórczości, bo o tym chyba nawet nie słyszałam, ale dlatego, że mam suchą skórę i włosy, a po umyciu szamponem z "SLSami" na ogół mam na głowie siano. Po umyciu skóry płynami z owymi - mam ściągniętą i wysuszoną skórę.

    ReplyDelete
  7. Zwracam uwagę na składy ale staram się nie popaść w paranoję:)

    ReplyDelete

Spodobał Ci się post? Skomentuj...

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję :)