Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Monday, 31 December 2012

Dokładka wymiankowa

Z racji tego, ze Sylwester spędzam dzisiaj w swoich czterech ścianach, miałam czas, żeby zaopatrzyć zakładkę sprzedam/ wymienię w kilka kosmetyków, które u mnie zalegają.

Wszelkie pytania dot. kosmetyków kierujcie na maila lub zamieście w komentarzu pod zakładką. 


Dziewczyny:
  
Kto oprócz mnie spędza Sylwestra w domu?

Sunday, 30 December 2012

♥ 100 Members! Dziękuję ♥

Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!

Mój blog doczekał się 100 obserwatorów (a jak podejrzewam- to samych obserwatorek ;)). Mam nadzieję, że to dopiero początek, a następna setka przyjdzie szybciej niż bym się tego spodziewała... .
  


Saturday, 29 December 2012

EKO: Przegląd kosmetyków zawierających SLS i SLES

Pewnie niejedna z Was słyszała o szkodliwym działaniu SLS w kosmetykach.

Przeczytałam dziś kilka artykułów, dzięki którym dowiedziałam się, "z czym się je SLS". Żeby jednak nie wprowadzać Was w błąd i nie poprzekręcać kilku kluczowych informacji, wklejam fragmenty, być może rozwiewające pewne wątpliwości dot. SLS. 





Znalazłam (myślę, że przydatną i kompetentną) stronę, która mówi o bezpieczeństwie niektórych składników w kosmetykach (m.in. o SLS i SLES)



Czy SLS i SLES stosowane w kosmetykach są bezpieczne?
Tak. SLS i SLES stosowane są w kosmetykach i innych produktach konsumenckich od kilkudziesięciu lat. Bezpieczeństwo stosowania SLS i SLES w kosmetykach nigdy nie budziło wątpliwości [...].
SLS i SLES stosowane są przede wszystkim w kosmetykach spłukiwanych (głównie myjących), które mają krótkotrwały kontakt ze skórą. SLS nie jest stosowany w preparatach przeznaczonych dla cery wrażliwej. Obecnie SLS rzadko wykorzystywany jest w produktach kosmetycznych ze względu na dostępność innych, drażniących łagodniejszych dla skóry odpowiedników.

Czy SLS lub SLES są rakotwórcze?
Nie. Na wielu stronach internetowych, w tym forach dyskusyjnych i blogach można znaleźć informację, że Sodium Lauryl Sulfate (SLS) i Sodium Laureth Sulfate (SLES) są rakotwórcze. Ta nieprawdziwa informacja jest przykładem „mitu kosmetycznego”.
Trudno dziś stwierdzić co było przyczyną powstania mitu o rzekomej „rakotwórczości” SLS i SLES. Nie ma bowiem żadnych publikacji naukowych, które świadczyłyby o tym, że którakolwiek z substancji wykazuje działanie rakotwórcze lub potencjalnie może je wykazywać. Mit o rakotwórczym działaniu SLS i SLES jest to typowym dla internetu zjawiskiem „łańcuszka”, w którym kolejni użytkownicy powielają nieprawdziwe i niesprawdzone informacje.

Czy zatem jest się czym martwić?!
 
Przejrzałam składy swoich kosmetyków. Okazało się, że wiele z nich zawiera w swoim składzie SLS. Które?

1. Peeling do ciała Tutti Frutti Farmona
2. Żel do mycia ciała Avon Mleko i Miód
3. Żel do mycia twarzy Choisee Róża i Miód
4. Pianka do golenia Gillette
5. Szampon Borowinowy i 7 ziół BingoSPA
6. Żel do mycia twarzy Perfecta Odświeżający
7. Szampon przeciwłupieżowy Avon

Część z nich to moje ulubione kosmetyki, z którymi nie zamierzam się rozstawać. Jak widać, nawet w piance do golenia dla mężczyzn SLS-y są obecne. Zgodnie z tym, co publikuje strona Kosmopedia wierzę, że krótkotrwały kontakt z kosmetykami (tj. nałożenie na ciało i spłukanie wodą) nic złego mi nie robi. Co ciekawe... mam kilka kosmetyków z Biedronki i w żadnym z nich nie znalazłam SLS-ów. 
Warto jednak mieć na uwadze składy kosmetyków, by nie wtopić pieniędzy, gdy ktoś nam wmawia, że kosmetyk jest BIO czy EKO. 

Jaki macie stosunek do SLS-ów? Staracie się ich wystrzegać, czy nie zwracacie uwagi na składy kosmetyków?
 


Tuesday, 25 December 2012

Co Natalia Siwiec zrobiła z moim blogiem!?

Przyszedł czas odpoczynku i relaksu po ciężkostrawnych potrawach wigilijnych, które zapewne większość z nas jeszcze dzisiaj i jutro będzie dojadała. Tak więc po tych "ociężałych" chwilach usiadłam przy komputerze, żeby zasięgnąć nosa w blogsferze. Patrzę... i własnym oczom nie wierzę...

 
Wielokrotnie spotkałam się z humorystycznymi statystykami na Waszych blogach. Sama też kilka takich "perełek" znalazłam u siebie, ale nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby je zapisywać. To co zobaczyłam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. W sumie sama nie wiem, śmiać się czy płakać... :) Ewidentne dzieło Natalii Siwiec...

Zapraszam Was również do nowej zakładki (sukcesywnie będę dodawać nowe kosmetyki):

Macie takie "perełki" na swoim blogu? Chętnie się pośmieję i przy okazji spalę kilka świątecznych potraw...

PS. Czekam na setną obserwatorkę bloga ;))




Saturday, 22 December 2012

TOP 12 KWC 2012 roku

U mnie nareszcie czuć święta. Pierwsze ciasta już na blachach, sałatki gotowe... tylko jeszcze pokój w proszku :P 
Z myślą o kończącym się 2012 roku przygotowałam 12 ulubionych kosmetyków mijającego roku, które wg siebie uważam za najlepsze. Mam nadzieję, że moje typy pokryją się z Waszymi. A może same podsuniecie mi nazwy swoich ulubionych kosmetyków?!
Myślę, że kolejność jest przypadkowa, ponieważ każdy z kosmetyków jest dla mnie równie dobry, aczkolwiek podaję je w kolejności pierwotnego spisywania na kartce.

1. Maska do włosów Kallos Crema al Latte- poznałam ją dzięki Anwenie. Jest niedroga i pięknie pachnie. Dla mnie zapach kosmetyków jest niezwykle ważny, więc akurat ten produkt zdaje egzamin na 100%. Za co ją lubię? Za to, że dzięki niej włosy są bardzo miękkie w dotyku i łatwo się rozczesują. Więcej o tej masce, tutaj.

2. Wzmacniający Żel do paznokci z Wapniem Killys- byłam i wciąż jestem z niego zadowolona. Dzięki niemu moje paznokcie stały się jeszcze mocniejsze, choć tak naprawdę nigdy nie narzekałam na ich łamliwość. Został moim numerem jeden wśród odżywek do paznokci. Firmę tę polecam koleżankom, które mają problemy z paznokciami, sama też kupuję te lakiery na prezent. Zaopatrzyłam się również w Bombę witaminową tej samej firmy. Więcej o tym żelu, tutaj.

3. Szampon borowinowy (i 7 ziół) do włosów BingoSPA- sprawdził się równie dobrze, jak maska Kallosa. Dzięki niemu mogę myć włosy co trzy dni (nie przesadzam). Włosy dzięki szamponowi zyskują na objętości. Jest polecany do włosów przetłuszczających, czyli takich jak moje. Zakup trafiony w 10!
Więcej o tym szamponie, tutaj.

4. Cukrowy peeling do ciała Bielenda Pomarańczowa Skórka- pomijając fakt, że docelowym zadaniem tego peelingu jest pozbycie się cellulitu... Uważam, że to świetny, gruboziarnisty peeling, który warto mieć pod prysznicem. Ma piękny zapach (pomarańcza, delicje...), zmiękcza skórę i pozostawia na niej fajnie nawilżający film. Więcej o tym peelingu, tutaj.

5. Eyeliner wodoodporny Eveline Liquid Precision 2000 Procent - idealny dla dziewczyn rozpoczynających przygodę z makijażem oraz dla tych, które mają już wprawę w rysowaniu kresek. Dlaczego? Ze względu na pędzelek, a właściwie twardą, szpiczastą końcówkę. Jest bardzo trwały i nie rozmazuje się. Bardzo dobra i niedroga inwestycja :) Więcej o tym eyelinerze, tutaj.

6. Suchy szampon do włosów Syoss- zszokowała mnie jego skuteczność. Po jednej aplikacji, włosy wyglądały jak świeżo umyte. To taki 24-godzinny ratunek dla nieświeżych włosów. Idealny produkt dla leniuchów takich jak ja ;) - oczywiście w granicach rozsądku. Dostępne są dwie wersje tego szamponu, dla włosów przetłuszczających się oraz dla delikatnych, bez energii. Więcej o tym szamponie, tutaj.



7. Tusz do rzęs Gosh Amazing Length'n Build- ach, co to był za tusz!? Po raz pierwszy, dzięki niemu dowiedziałam się, jak długie mogą być moje rzęsy. Kiedy był nowy sprawiał, że moje rzęsy sięgały nieba bez grudek. W miarę starzenia się, zostawiał już niestety grudki... Mimo to, nadal o nim pamiętam i wciąż marzę o ponownym jego zakupie. Więcej o tej maskarze, tutaj.

8. Tusz do rzęs Grashka Lengthening Mascara- jest godnym następcą Gosha. Jeszcze bardziej wydłuża rzęsy, ale nie pogrubia ich. Czasami ma "odchyły" i zostawia grudki. Jednak pomijając to, sprawia, że rzęsy wyglądają jak po zabiegu przedłużania.

9. Delikatny żel do mycia twarzy (odświeżający) DaxCosmetics Perfecta- dotąd- mój ulubiony. Po umyciu twarzy nie ma efektu "ściągnięcia skóry". Fajnie też nawilża. Kilka dni temu dostałam go ponownie, dzięki współpracy z DAXCosmetics. Jestem jednak w stanie oddać za niego każde pieniądze.

10. Regenerujący krem do rąk Evree- przede wszystkim: nie zawiera parabenów, a jest bogaty w d-pantenol, olejki owocowe, alatoninę oraz roślinne emolienty. Jego konsystencja jest wręcz zbita. Bardzo dobrze nawilża skórę rąk, która dzięki temu staje się przyjemna w dotyku. Ma przyjemny zapach i zdecydowanie polecam go na zimowe, mroźne dni.

11. Tutti Frutti Peeling do ciała liczi i rambutan Farmona- istna uczta dla zmysłów i ciała, zresztą jak każdy inny kosmetyk tej serii. Nie traktuję go jak peelingu ze względu na to, że nie zawiera on dużo ścierających drobinek. Używam go codziennie w czasie kąpieli. Zostawia na ciele piękny, owocowy zapach...

12. Mydło Aleppo- w czasie blogowej przygody miałam z nim do czynienia trzy razy. Przez ten czas dowiedziałam się, ile dobrego daje mojej skórze. Za każdym razem przekonuję się o tym, kiedy na jakiś czas go odstawiam. Wtedy moje ciało cierpi na brak dawki nawilżenia, jaką zdecydowanie daje to mydełko. Może jego zapach nie jest zachęcający, za to efekty przekonują do ponownego sięgnięcia po to mydełko. Więcej o mydełku Aleppo:
tutaj i tutaj

Zdjęcia kosmetyków w większości pochodzą ze stron producentów.

Macie wśród tych kosmetyków swoje KWC?
 
 

Friday, 21 December 2012

Czym rozpieścił mnie DAXCosmetics tuż przed Świętami?

Jeszcze przed Świętami zawitał do mnie listonosz. Czekałam na pięć paczek, więc nie wiedziałam, której się spodziewać. W przesyłce znalazłam kosmetyki od DAXCosmetics z serii Perfecta. Miałam kilka produktów tej firmy, byłam z nich zadowolona i mam nadzieję, ze tak będzie i tym razem... Co znalazłam w paczce?

Testowanie pierwszego z kosmetyków rozpoczęłam już wczoraj. Na początek zdecydowałam się na drobnoziarnisty peeling, ponieważ w mojej pielęgnacji od dłuższego czasu brakowało delikatnego złuszczenia. Więcej o kosmetykach, w kolejnych postach.

Jak przygotowania do Świąt? U mnie jak na razie w proszku...
   
 

Tuesday, 18 December 2012

Prośba do Was ;)

Cześć Dziewczyny, 
Mam dzisiaj do Was taką małą próśbkę. Biorę udział w konkursie na wizażu i z pewnością do wygrania jednej z nagród przydałyby mi się Wasze głosy. 

Jeśli możecie, proszę o kliknięcie zdjęcia poniżej, które Was przeniesie do mojej pracy konkursowej. Następnie wystarczy kliknąć jedną z ocen. Bardzo Wam dziękuję.

 

Jeśli zagłosowałyście, w komentarzu do tego posta możecie wpisywać linki do Waszych blogów. W wolnej chwili na pewno je odwiedzę ;)

Oczywiście jeżeli również bierzecie udział w tym konkursie, dajcie znać...

Saturday, 15 December 2012

SOS Studniówka: W poszukiwaniu butów

Wydawałoby się, że kiedy sukienka czeka już w szafie a nie wciąż na sklepowej półce, to zakup butów można nazwać "piece of cake". Jak się okazało, nie w moim przypadku. Trzy godziny spędziłam w galerii na poszukaniu butów, które wpasowałyby się w moje gusta. I pomyśleć, że szukałam TYLKO czarnych, klasycznych szpilek...

Do mojej sukienki pasowałyby i czarne i jasne buty. Zdecydowałam, że nie będę wyglądać jak uliczna zebra, dlatego postawiłam na czarne szpilki. Zdjęcie sukienki możecie zobaczyć tutaj (na samym dole posta). Wczoraj zastanawiałam się, jak takie "klasyczne" szpilki mogłyby wyglądać. Stwierdziłam, że jeśli miałyby być z jakimś akcentem, to tylko ze złotym, by pasowały do biżuterii. 

Łącznie, mam wrażenie, że przymierzyłam setki par. Początkowo w ogóle nie mogłam się na nic zdecydować. Żadne buty nie powaliły mnie na kolana. Potem znalazłam kilka par i w końcu miałam dylemat- które. 

Wahałam się między Stradivariusem za 129zł i Deichmannem za 79zł. Ostatecznie kupiłam te drugie:

W zależności od światła, tak się błyszczą i nie wydałam na nie dużo. Z pewnością jeszcze je wykorzystam w przyszłości.

Stradivarius prezentuje się tak:

Nadal mi się podobają te ze Stradivariusa, przy czym gdybym miała się zdecydować na zakup, miałabym problem z wyborem rozmiaru. 37 były troszkę ciasne (i miałam problemy z chodzeniem), 38 latały na nodze.


Znalazłam jeszcze kilka par w internecie, które przewinęły mi się dzisiaj przez ręce w czasie poszukiwań.
Bershka
 

Co sądzicie o moim wyborze?


Friday, 14 December 2012

Haul w Choisee i moja opinia

Wczoraj, zaraz po napisaniu posta, przyszła do mnie paczka, na którą tak bardzo początkowo czekałam, a której później się zaczęłam obawiać. Nie muszę mówić, o jaką firmę chodzi. Blogsfera aż huczy!
Oprócz kosmetyków na zdjęciach, zamówiłam jeszcze mydełko miętowe z masłem shea oraz żel do mycia twarzy dla mojego M..

Jak to z początku bywało u każdej z dziewczyn, myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi. Potem z każdym dniem bałam się, co zastanę w paczce.

Blogerki odwaliły temu sklepowi naprawdę kawał dobrej reklamy. Wiem to, ponieważ moja mama prowadzi sklep internetowy i pamiętam, jak trudne były początki przebicia się i dotarcia do klientek (a ile kasy poszło na reklamę...). Choisee miał zatem ułatwione zadanie- darmowa reklama, spływające zamówienia... Czegoż chcieć więcej ?!

Na czym jednak polegał ich błąd? Na tym, że jeśli faktycznie kosmetyki nie są przeterminowane, to powinni napisać na stronie sklepu, że taki wypadek (nieprawidłowe daty ważności np. 04-2012) zdarzył się w drukarni. Myślę, że wywołałoby to mniej poruszenia wśród nas wszystkich.

Co na to Choisee?
  
Mój żel do twarzy także ma naklejoną, papierową datę ważności, a pod spodem tę 04-2012. Postanowiłam uwierzyć właścicielce sklepu i spróbuję użyć tego żelu, tym bardziej, że jego zapach nie wskazuje na faktyczne przeterminowanie. Zanim jednak przeczytałam wyjaśnienie Choisee, napisałam do nich maila... Wydaje mi się, że zachowali się fair...


Oczywiście nie opłaca mi się wysyłać z powrotem żelu za 4,50zł, bo nie zwróciłyby mi się nawet koszty przesyłki. Zapytałam natomiast, czy nie mogliby mi przysłać działającego dozownika, bo z tego użytku mieć już nie będę. Czekam na odpowiedź w tej sprawie...

Kremy do twarzy i przeciwzmarszczkowe 40+ przewidziałam na prezenty dla mojej mamy i mamy M. Fakt, w ich składzie można znaleźć parafinę, ale moja mama powiedziała, że będzie ich używać. Zresztą nie ma też większych problemów ze cerą.
Przeanalizowałyśmy także składy naszych ulubionych kosmetyków, które mamy w domu od lat i zauważyłyśmy, że w ich składach także można się doszukać wiele złego, także składy Choisee niewiele się różnią od naszych kosmetyków. Jednym słowem- przeżyjemy ;)
Nie jestem też jakąś wielką znawczynią składów INCI itp., by oskarżać firmę o wprowadzanie w błąd.

Właścicielka obiecała wziąć sobie rady klientek do serca, zamierza wcielić je w życie. Nie wydałam znowu fortuny na te kosmetyki, by ubolewać, że wtopiłam pieniądze.
  
Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie gorzej. Spodziewałam się zalanej paczki i przeterminowanych kosmetyków co do jednego... Być może właścicielka sklepu Choisee nie ma doświadczenia, nie wiedziała też, na jak wielką skalę blogerki mogą rozreklamować a jednocześnie "zniesławić" firmę. W blogsferze nie ma przecież tematów tabu....

A Wy co sądzicie?

Thursday, 13 December 2012

Wrzawa w blogsferze- Choisee Natural(?) Cosmetics

Od dwóch dni skrupulatnie śledzę fun page znanej już Wam chyba wszystkim firmy Choisee oraz blogi dziewczyn, do których kosmetyki już dotarły. Przyznam szczerze, że nie wiem, jak się ustosunkować do wszystkich zarzutów blogerek. Czekam na paczkę od kilku dni i szczerze się obawiam, co w niej zastanę.


 Dziewczyny pisały o rozdzielaniu większych kosmetyków na dwa mniejsze, o doklejanych etykietkach z datą ważności, o rozlanych kosmetykach, niedarmowych przesyłkach, innych opakowaniach kosmetyków niż powinny być, a przede wszystkim- o nagannych składach, które nie są adekwatne z kluczowym słowem NATURAL.   

Poniżej kilka adresów, na które wpadłam...

Wychodzę z założenia, że jeśli firma nadal będzie w ten sposób funkcjonować, to blogerki szybko zrobią z nimi porządek... lecz nie wiem, czy będzie ich stać na odbudowę zaufania wśród klientek . 

Mam nadzieję, że nie trafią mi się baaardzo felerne egzemplarze. Kremy do twarzy zawsze można użyć do stóp. Z obawą czekam na swoją paczkę, o której z pewnością napiszę. Na chwilę obecną zachowuję neutralną pozycję.

Jestem ciekawa Waszego zdania...
Która z Was dała się naciąć, która powstrzymała się przed zakupem, a która uważa, że kosmetyki są w porządku?  
 

Wednesday, 12 December 2012

100 postów stuknęło blogowi!

Wczoraj, przy okazji publikacji posta o leczeniu trądziku, zauważyłam, że blogowi stuknęło 100 postów. A że dziś mamy taką piękną datę, to postanowiłam z tej okazji coś wyklepać na mojej klawiaturze :) 

Do chwili obecnej łączne odwiedziny bloga wynoszą ok. 34900,  skomentowano 554 razy, obserwatorów przybyło 90.

To tak z grubsza. Teraz troszkę ogłoszeń:
chciałabym niebawem zorganizować konkurs/ rozdanie. Zanim jednak przystąpię do ogólnego planowania zasad (bo kosmetyki już w sumie mam) chciałabym, żeby obserwatorów na blogu było co najmniej 100 :)

mój blogu....
 
 

Tuesday, 11 December 2012

AcneSTOP [1]- co pomaga mi w leczeniu trądziku?

Cieszę się, że pierwszy post o studniówce Wam się spodobał. Mam nadzieję, że uda mi się kontynuować ten cykl przynajmniej do lutego.

A teraz do rzeczy...
Odkąd pamiętam, trądzik prześladuje moją twarz, raz częściej, raz trochę rzadziej. O swojej walce pisałam już tutaj. Teraz zmieniłam trochę swoją taktykę, głównie ze względu na zbliżającą się studniówkę. 

 Co robię i co mi pomaga?! 

  1. Ilość zużywanych kosmetyków ograniczyłam do tzw. koniecznego minimum.
  2. Do mycia twarzy stosuję mydełko Aleppo lub żel do mycia twarzy Avon z ogórkiem (do cery mieszanej).
  3. !!! Twarz wycieram ręcznikiem papierowym a nie zwykłym, wielorazowym ręcznikiem (ten sposób jest o wiele bardziej skuteczny niż leki od dermatologa- naprawdę!) !!!
  4. Ograniczyłam stosowanie kosmetyków zapychających pory /podkład/, zamiast których używam kremu BB, a czasami nawet nie. Stawiam na naturalność ;) Niech się ludzie patrzą- trądzik to rzecz ludzka.
  5. Moim kremem nawilżającym jest od dłuższego czasu dermoprotektor Cetaphil- dla mnie idealny- nie zapycha porów, nie przyspiesza powstawania wykwitów.
  6. Od czasu do czasu kuruję się olejkiem z drzewka herbacianego. 
Co ostatnio odkryłam?

Całkiem przypadkiem, dzięki mojej mamie odkryłam coś, co wydawałoby się, w życiu nie użyłabym do przecierania czoła i pleców zainfekowanych trądzikiem. Są to płatki przyspieszające gojenie pępuszków u noworodków. Użyłam raz, drugi, trzeci i zauważyłam, że krostki same wysychają...

 

Być może mój sposób nie zostałby pochwalony przez dermatologa, ale nie zauważyłam, żeby płatki zrobiły mi jakąkolwiek krzywdę. Poza tym zawierają delikatniejsze środki ze względu na delikatną skórę noworodka.

Jak je znalazłam? Ponieważ moja mama ma sklep internetowy z ciuszkami dla niemowląt i powoli poszerza działalność o akcesoria dla mam i dzieci, przyniosła kiedyś kilka sztuk płatków w razie jakiegoś zadrapania i dzięki temu znalazła inne zastosowanie tych płatków :)

Gdzie można je kupić? Tutaj

Monday, 10 December 2012

SOS Studniówka: Wybór sukienki

Już myślałam, że taki temat nie zostanie poruszony na moim blogu, bo tak naprawdę do dziś nie miałam wizji sukienki a co dopiero namacalnego dowodu na jej istnienie. Okazało się, że pierwsza wizyta w sklepie okazała się także tą ostatnią, bo takową sukienkę udało mi się nabyć :)

Rozważałam zakup także w internecie. Zanim jednak bym się na to zdecydowała, wolałam przejrzeć ofertę swoich sklepów.

Najpierw pokażę Wam sukienki, które znalazłam na stronie Asos.com















To są mniej więcej sukienki w moim guście. Długością akurat bym się nie sugerowała, bo jak podejrzewam, modelki mają po 180cm wzrostu, a ja zaledwie 160cm, więc to co im sięga do połowy uda, mnie pewnie sięgałoby za kolano :P. Poza tym cena tych sukienek też mnie trochę powala. Co jak co, na studniówkę byłabym w stanie wydać nawet te 500zł na sukienkę, ale mając pewność, że będzie na mnie leżała idealnie!

Zanim kupiłam swoją sukienkę, byłam w H&M, New Looku... w każdym razie miałam pojęcie, czego szukać. Nie rzucały mnie na kolana, ale zawsze by się coś wybrało. Moja była kupiona w niefirmowym sklepie za całe 160zł. Cena przystępna, a wiadomo, że taką sukienkę założę ze dwa razy, o ile nie raz. Oczywiście, poniżej owoc zakupów:


  
Zdjęcie co prawda nie udało się, kolor góry w rzeczywistości bardziej wpada w ecru niż w biel. Jest asymetryczna, czyli taka, jaka mi się marzyła.

A teraz oddaję głos Wam...