Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Thursday, 29 November 2012

Rewolucja na blogu

Pamiętacie jeszcze, jak wyglądał mój blog przed metamorfozą? Ja też nie ;)) Tak wyglądał dotychczasowy nagłówek i tylko tyle udało mi się zachować z tamtego wyglądu bloga...


Cała rewolucja odbyła się za sprawą Kasi, która cierpliwie czytała moje maile z coraz to nowszymi pomysłami. Część z nich zatwierdziła, część nie, ale chyba wszystkie zabiegi wyszły na dobre. Efekt ostateczny możecie podziwiać w całej okazałości obecnie. Oczywiście, jeśli znajdę czas, wprowadzę jeszcze kilka gadżetów, które ułatwią Wam i mnie poruszanie się po blogu. 

Bardzo dziękuję Ci Kasiu za serce, które włożyłaś w pracę nad moim blogiem! Jesteś wielka!

Co sądzicie o nowym wyglądzie bloga? Podoba Wam się?

Tuesday, 27 November 2012

Świąteczna zieleń na paznokciach

Święta tuż tuż. Uświadomiłam to sobie będąc w sobotę w Warszawie- wszędzie światła, światełka, Mikołaje... A u mnie święta królują..., ale na dzień dzisiejszy jedynie na paznokciach. Czym jest moja "świąteczna zieleń"? To lakier Safari 70, który otrzymałam w ramach współpracy z firmą kosmetyczną Quiz.
Przyznam szczerze, że nigdy nie przepadałam za tym odcieniem zieleni (teraz może trochę się przekonałam). Jest także ciężki w fotografii. Mój aparat nieźle się namęczył, żeby go uchwycić... Efekty możecie ocenić same.




Sam lakier jest w porządku- fajnie się go aplikuje, ma niezłą konsystencję i dobry pędzelek. Nałożyłam dwie warstwy, jedna po drugiej a na koniec top. Niestety, mimo długiego oczekiwania na wyschnięcie (malowałam paznokcie koło godz. 17), kiedy kładłam się spać, wciąż czułam, że lakier nie dosechł. Efekty "pościelowe" mogłam podziwiać dzisiaj rano :). Uprzedzam Was, że jeśli nie nałożycie topu, będziecie mogły też używać paznokci jako kredek w zeszycie. Wiem to, bo na lewej ręce mam top, a na prawej, z czystego lenistwa, nie. I dziś niejako tworzyłam bardziej lub mniej udane dzieła w zeszycie od polskiego. Nie mogę jeszcze nic konkretnego powiedzieć o trwałości tego lakieru. Uzupełnię ten wpis przy możliwie najbliższej okazji.

PS. Na dniach mój blog przeżyje metamorfozę dzięki Kasi . Mam nadzieję, że nie będziecie w stanie go poznać, ale wciąż będziecie go odwiedzać i obserwować. Pracuję też nad ulepszeniem i techniką robienia zdjęć. Wszystko po to, by ułatwić Wam (i przy okazji sobie) czytelność bloga.

Macie jakieś lakiery Safari?

Monday, 19 November 2012

Słodka uczta dla zmysłów i ciała do smarowania + co aktualnie testuję

Mam takie dni, jak dziś, kiedy poszukuję intensywnie słodkich zapachów i smaków. Daleko nie musiałam szukać... na mojej kosmetycznej drodze stoi kilka takich kosmetyków, które wprost chciałoby się zjeść. Takim kosmetykiem na pewno jest peeling do ciała z Bielendy, o którym już kiedyś pisałam; oraz gwóźdź dzisiejszego posta, czyli Czekoladowe masło do ciała Farmona.

Moja przygoda z tym masłem rozpoczęła się we wrześniu na Świętokrzyskim Spotkaniu Bloggerek. Od tamtego czasu jestem zakochana w zapachach maseł, jakie oferuje ta firma (miałam do czynienia również z wersją karmel&cynamon). Jeśli nie jesteście zwolenniczkami intensywnie pachnącej czekolady na ciele (bo inaczej tego nie można nazwać) to nie jestem przekonana, czy to masło jest akurat dla Was. Sam zapach odgrywa tutaj pierwszoplanową rolę i przede wszystkim- nie zajeżdża chemią. Zdania Wizażanek są podzielone właśnie ze względu na aromat, który dla niektórych (a może dla ich partnerów ;)) jest się zbyt intensywny.

A co z innymi właściwościami? Konsystencja typowego masła pozwala na łatwe rozsmarowanie i szybkie wchłonięcie przy użyciu niedużej ilości kosmetyku. Mogłabym się doczepić do opakowania, bo wyjmowanie kremu nie sprzyja, jeśli ma się długie paznokcie. Nawilżenie w porządku, ale uważam, że powinno być nieco lepsze (zwłaszcza jesienną porą). Skóra staje się miękka, ubrania nie lepią się. Zapach utrzymuje się naprawdę długo. Raczej dla niego można zrezygnować z perfum :). Jest wydajne i niedrogie, ok. 15zł 200ml. Karmel&Cynamon wydają się być idealne na prezent zwłaszcza w okresie Świąt Bożego Narodzenia, kiedy w domach królują korzenne zapachy. Polecam Wam serię Tutti Frutti, której zapachy także przyprawiają o zawrót głowy.

Kosmetyki, które aktualnie testuję

W zakładce "współpraca" mam wiele banerów firm, z którymi aktualnie współpracuję. Nie jestem w stanie zliczyć, które kosmetyki już Wam pokazywałam, a które nie. W jednej focie ujęłam większość tych, które w ostatnim czasie testowałam (i których niebawem pojawią się recenzje) oraz te, które czekają na swoją kolej. Nie jestem w stanie testować jednocześnie kilku kremów nawilżających, bo moje recenzje mijałyby się z celem. Po jednym zużyciu nie jestem w stanie stwierdzić, czy dany kosmetyk jest dobry. Nie mówię tutaj np. o lakierach do paznokci rzecz jasna :)

 Wśród nich znajdują się takie firmy jak: Evree, Safira, Paese, Hean, Vipera, Biolander, Quiz....

Sunday, 18 November 2012

Paznokcie w stylu Pin-Up Girl lub św. Mikołaja ;)

Zrobiłam ten mani i miałam ochotę go zmyć, ale ostatecznie pod zmywacz nie poszedł. Powiem więcej, po dwóch dniach nawet mi spasował :) Szczerze mówiąc nie wiedziałam, do czego przyrównać ten "wzór". Pierwsze, co mi wpadło do głowy to właśnie tytułowa Pin-Up Girl, a potem grudniowy Mikołaj. W zależności od okazji i Waszego pierwszego wrażenia- wybierajcie :P



Baza: KillyS- wzmacniający żel z wapniem
Kolor: Mariza 45 (powiedziałabym, że jest to bardziej kolor koralowy niż czerwony)
Kropki: kropkownica Charm Max
Top: Delia CORAL 03 (brokat) 

Mariza daje świetne krycie już po pierwszej warstwie, czym byłam pozytywnie zaskoczona. Dla pewności dałam dwie. Całość długo schła ze względu na mój pośpiech, a po wysychacz do lakieru jakoś ostatnio mi nie po drodze. Ogólnie z ostatecznego efektu jestem zadowolona. Kciuki trochę ucierpiały, dlatego nie uchwyciłam ich na zdjęciu. Kropki nie zawsze są kropkami, ale nie zależy mi na symetryczności w tym wypadku. 
  
Zdaję sobie sprawę, że Pin-Up Girls bardziej przepadają za paznokciami jednokolorowymi, ale moje skojarzenie było w tym przypadku silniejsze ;) Buziaki

Dajcie znać, co sądzicie o tych oczopląsających kropach...

Sunday, 11 November 2012

TAG: LIEBSTER BLOG x2

Nigdy nie byłam zwolenniczką tagów, ale nigdy też mnie nie typowano. Akurat tak się złożyło, że dwie bloggerki: ALEXANNP i Kasia mnie wyróżniły i postanowiłam z tego wyróżnienia skorzystać ;)

O co chodzi?

„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

Pytania od Buteleczki (Kasi):

1. 3 rzeczy, bez których nigdy nie wychodzisz z domu? telefon, symboliczny grosz, dowód
2. Czekolada, żelki a może lody? czekolada truskawkowa, kwaśne żelki
3. Ulubiona bajka Disneya? "Król Lew"
4. Co studiujesz/studiowałaś/planujesz studiować? planuję budownictwo (możliwe, że w jęz. ang); wszystko zależy od wyników na maturze; a może matematyka, albo coś z ekonomią (?)
5. Miasto (kraj) w którym chciałabyś mieszkać? Cracow ever
6. Ulubiony kolor na paznokciach? wszystko zależy od mojego humoru; ogólnie- wszystkie toleruję
7. Dostajesz 100 zł, które możesz wydać na jedną, dowolną rzecz. Co kupujesz? trochę dołożę i sukienka na studniówkę jak znalazł :)
8. Jak masz na imię? :> Karina
9. Twoje uzależnienie? telefon
10. Wolisz podkreślić oczy czy usta? zdecydowanie oczy
11. Spodnie czy sukienka/spódnica? spodnie, choć sukienka też

Pytania od Alexannp

1. Jaki jest Twój charakter? jedyne, co przychodzi mi w tej chwili na myśl, to uparta i niecierpliwa
2. Ulubiony kosmetyk? perfumy Yves Rocher Naturelle
3. Bez czego nie wychodzisz z domu? bez telefonu rzecz jasna :)
4. Jak wygląda Twój dzień? skrótem: szkoła, dom, sen
5. Ulubiony sklep? wszystkie drogerie i hurtownie kosmetyczne
6. Jakim kosmetykiem się rozczarowałaś? ostatnio? kredką do oczu Vipera
7. Jakie jest Twoje ulubione ubranie? W czym chętnie chodzisz? lubię sukienki, ale mam ich niewiele, dlatego preferuję spodnie
8. Najpiękniejszy prezent, który kiedykolwiek dostałaś? 18 róż na 18 urodziny
9. Jaki film lub książkę polecasz? zdecydowanie wszystkie książki Nicholasa Sparksa i filmy zekranizowane na podstawie tych książek (Ostatnia piosenka, I wciąż ją kocham, Szkoła uczuć)
10. Jakie jest Twoje motto? zwykle przed sprawdzianem mówię: "wiem, że nic nie wiem", ale to zdecydowanie nie jest moje motto. W życiu nie kieruję się cytatami mądrych uczonych. Tworzę swoje :P
11. Jak wyobrażasz sobie siebie za 5lat? mam nadzieję, że będę wtedy trochę mądrzejsza:) Ukończę studia i będę mężatką... 

Moje pytania; taguję

1. Ile kosztował Twój najdroższy kosmetyk, na którym się zawiodłaś?
2. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?
3. Najbardziej szalona rzecz w Twoim życiu?
4. Czy jest coś, czego żałujesz w swoim życiu?
5. Czy kiedykolwiek kupiłaś kosmetyk, którego nigdy nie otwarłaś?
6. Serce, czy rozum?
7. Jakiego języka chciałabyś się nauczyć perfekcyjnie?
8. Skąd się wzięła nazwa Twojego bloga?
9. Czy kiedykolwiek chciałaś zrezygnować z pisania bloga? (dlaczego?)
10. Co zrobiłaś najbardziej głupiego, by komuś się przypodobać?
11. Ulubiona książka, do której lubisz/ chciałabyś wrócić... 

http://cynamoonka.blogspot.com/
http://kobietamowi.blogspot.com/
http://lejdish.blogspot.com/
http://racjapielegnacja.blogspot.com/
http://biochemiakosmetyczna.blogspot.com/
http://justyna-okienko.blogspot.com/
http://kosmetykoholizm.blogspot.com/
http://makiazas23.blogspot.com/
http://thesisberry.blogspot.com/

Myślę, że 9 blogów to wystarczająca ilość :) Pozdrawiam

Thursday, 8 November 2012

Qnsztowne ozdoby do paznokci- haul paznokciowy


Kilka dni temu zamówiłam sobie kilkanaście fiolek z ozdobami do paznokci. Udało mi się trafić na niezłą promocję, toteż wszystko, co na pierwszy rzut oka wydawało mi się współgrające z moimi kosmetycznymi umiejętnościami, wrzucałam do koszyka, a dziś cieszę się z moich zakupów i żałuję, że nie zakupiłam więcej ;)


Hologramy: jasno-zielone piegi, srebrne kwiatki, białe piegi, srebrne diamenty, złote księżyce, wiśniowe piegi, złote kwiatki. Koszt takiej fiolki waha się od 33 do 65gr.

Szklane koraliki: przezroczyste zielone, mix nieprzezroczystych
Brokat: pomarańczowy
Koszt koralików przezroczystych to 33gr, nieprzezroczystych i brokatu: 65gr.

Pazłotko. Doznałam totalnego zaskoczenia, kiedy dotknęłam tego pazłotka. Jest niezwykle delikatne i o wiele razy cieńsze niż zwykła folia aluminiowa. Koszt jednego słoiczka to 1,25zł.

Do moich modułowych zbiorów dołączyło także 9 koralików modułowych, z których niebawem zamierzam zrobić dobry uczynek, ale tym razem w postaci prezentu dla Was ;) Z pewnością dołożę kilka fiolek z ozdobami i parę kosmetyków...

Zaopatrzyłam się także w błyszczące paski i szablony na paznokcie, które pokażę już w praktyce ;)

Pewnie chcecie wiedzieć, gdzie takie cudeńka można nabyć?! Zanim jednak Wam to zdradzę, od razu mówię, że to niepierwsze moje zakupy w tym sklepie i dlatego bez obaw możecie w nim kupować. Kiedy zajmowałam się wyrobem biżuterii, zaopatrywałam się jedynie w tym sklepie ze względu na niskie ceny, ale też dobrą jakość. Myślę, że kiedyś przyjdzie też pora na pokazanie Wam moich biżuteryjnych zbiorów. Do dziś mam masę niewykorzystanych koralików i półfabrykatów do wyrobu biżuterii, więc może najwyższy czas, żeby odkurzyć zbiory...

A oto link do sklepu:
                                                                                                                                                                                             
Ze sklepem Qnszt nie wiąże mnie żadna współpraca. Nie jest to artykuł sponsorowany. Polecam Qnszt ze względu na zaufanie, na jakie przez kilka lat zapracował sobie u mnie ten sklep.

Tuesday, 6 November 2012

Idealny eyeliner dla początkujących

Do tej pory nigdy nie zamieszczałam zdjęć moich make-upów na blogu z dwóch powodów: po pierwsze, nie potrafię się malować; po drugie, mój aparat zjada wszystkie kolory (kwestia zmiany ustawień i byłoby ok.). Wczoraj przed imprezą udało mi się zrobić jaki taki makijaż oczu, a przy tym aparat był dla mnie łaskaw. Jednak nie o moim make-upie dziś mowa....


Swoją przygodę z eyelinerem zaczęłam w wakacje, kiedy stwierdziłam, że wypada się jakoś umalować na studniówkę, a przecież na taką okazję kreskę na oku trzeba mieć! ;) Dziś już wiem, że praktyka ta i tak nie przyda mi się, bo umaluje mnie kosmetyczka, ale mniejsza z tym. W doborze eyelinera pomogła mi przyjaciółka, która z kreską miała wtedy więcej do czynienia niż ja. Jak wiadomo, w drogeriach do wyboru mamy niezliczoną ilość kosmetyków... . A ja trafiłam w 10 już przy pierwszym zakupie.



Ten eyeliner (Eveline Liquid Precision 2000 Procent) zdecydowanie mogę polecić dziewczynom, które zaczynają swoją przygodę z makijażem. Nie posiada on miękkiego pędzelka, a twardą, szpiczastą końcówkę, która nie lata na wszystkie strony przy aplikacji. Jest wodoodporny. Nie kruszy się, nie rozmazuje i nie odbija na górnej powiece. Po 8 godzinach wciąż jest w nienaruszonym stanie (ew. jest trochę wyblaknięty, ale wciąż dobrze widoczny). Zaraz po nieudanej aplikacji można go sobie delikatnie zetrzeć nasączonym patyczkiem kosmetycznym. 
Oczywiście nie mówię, że moja kreska zawsze jest idealna- wciąż się uczę i to nie znaczy, że na 5 aplikacji każda się udaje. Zwykle jest tak, że pierwsze oko "idzie" mi szybko. Gorzej z drugim, kiedy trzeba już kształt kreski dopasować do tej pierwszej :) Jeśli jednak uważacie, że Wasze eyelinery nie sprawdzają się- polecam Wam ten z Eveline ze szpiczastą końcówką. Jest niedrogi, kosztuje ok. 10 zł (nie pamiętam dokładnie).

Co na twarzy mam?:)
- krem BB Garnier 
- ruchoma powieka: satynowe cienie Mariza nr 7
- eyeliner Eveline
- w kąciku oka i na dolnej powiece (praktycznie niewidoczna) srebrna kredka Essence 05 
- wydłużający tusz do rzęs Grashka

Sunday, 4 November 2012

Podkład, puder a może krem BB...

Krem BB swego czasu (a może i wciąż) robił ogromną furorę wśród kosmetyków kryjących do twarzy. Swój egzemplarz kupiłam właśnie pod wpływem reklam, Wizażu i gazet. Wcześniej używałam lekkiego podkładu AA i pudru Vipera. Przyznam szczerze, że od tamtej pory wiele się zmieniło. Krem BB na stałe zagościł w mojej toaletce, a połączenie fluidu i pudru odeszło na drugi plan. Dlaczego?


Moja cera nie wymaga wielkich poprawek. Podkład zawsze służył mi do zatuszowania niewielkich niedoskonałości na twarzy, a puder do wykończenia i ewentualnego zmatowienia. Nigdy nie używałam też fluidu na partie zainfekowane trądzikiem (czoło) w obawie przed zapychaniem. Krem BB z Garniera jak się okazało spełnia to samo zadanie, co zwykły podkład, ale w jeszcze lżejszej formie. Oczywiście nadal omijam szerokim łukiem czoło przy nakładaniu kremu (nareszcie udało mi się ustabilizować "niespodzianki", więc nie ma potrzeby, by to burzyć).
Krem ma lekką, można powiedzieć, delikatnie wodnistą konsystencję. Po nałożeniu go na twarz ma się wrażenie, że jest to połączenie kremu nawilżającego i podkładu. Cera delikatnie się świeci (efekt rozświetlenia), ale zawsze można zredukować to odrobiną pudru. Nie ma mowy o śladach na ubraniu z kremu, tak jak czasami się to zdarza po zwykłym podkładzie (zwłaszcza w epoce kurtek, golfów...). Ten BB ma swój charakterystyczny zapach, ale bardzo przyjemny. Widać też, że kryje twarz, jak zwykły podkład, ale zapewne w nieco mniejszym stopniu. Poza tym ładnie się stapia z cerą. Wybrałam wersję light mimo opalonej twarzy. Jest bardzo wydajny- przy codziennym stosowaniu od końca sierpnia, mam wrażenie, że nic go nie ubyło.  
Podkład i puder stosuję już tylko sporadycznie, kiedy np. wybieram się na imprezę.

Saturday, 3 November 2012

Kropki po raz n-ty! I kolejna współpraca

Oczywiście realne kolory paznokci nie zostały uchwycone. Baza to kawowy Golden Rose 110, a kropki standardowo- "mazaki" Charm Max za całe 3 zł (nie ogarniam tego fenomenu). W różnym świetle GR różnie wygląda. I tak np. pod wieczór w żarowym świetle, piękna kawa zamienia się w kolor o zabarwieniu zielonkawym. Dwie warstwy dają porządne krycie, ciemniejsze od tego w buteleczce. Nie obyło się też bez małych wpadek po nocy, ale wszystko zniknęło dzięki dodatkowej warstwie topu. Z ostatecznego efektu jestem przeciętnie zadowolona. Następnym razem postawię na minimalizm i może zamiast kropek zdecyduję się na coś bardziej kreatywnego w mniejszej ilości. Jak widać- kropki nie wyszły idealnie. O ile tego na żywo nie widać, tak na zdjęciach w powiększeniu widzę swoje niedociągnięcia. Mam nadzieję, że jednak rzucicie okiem na moją "wesołą twórczość".



A poniżej kosmetyki, które otrzymałam od firmy Quiz. Najbardziej jestem ciekawa lakierów Safari. Jestem pewna, że zielony będzie królował na Boże Narodzenie :)

Friday, 2 November 2012

Ekokosmetyki: mydełko Alep- jak kupować?

Temat: mydełko Aleppo, na blogu pojawił się przy okazji mojej pierwszej kosmetycznej współpracy <tutaj>. Kiedy skończyło się to mydełko, pojawiło drugie- w ramach współpracy z firmą Biolander pod nieco inną nazwą- Alep. Wiedziałam, czego się spodziewać, ponieważ od początku mydełko zrobiło w moim domu dobre wrażenie (zwłaszcza na mojej mamie).


Czym się kierować i jak kupować mydełko Alep?

Mydełko, które otrzymałam zawiera 10% olejku laurowego. W sklepie dostępne są różne ilości tego olejku w zależności od Waszych potrzeb i stanu skóry. Im większa zawartość olejku, tym większe właściwości antyseptyczne itp. Większa ilość olejku wpłynie też na lepsze nawilżenie ciała. Warto jednak zacząć od niskiego stężenia olejku, ponieważ przy tych wyższych możliwe są podrażnienia skóry (dotyczy to zwłaszcza osób wrażliwych). Mnie akurat to nie spotkało, ponieważ maksymalne stężenie mydełka, jakie miałam to 16%. Kusi mnie jednak zakup mydła z co najmniej 25% olejku laurowego. Mydełka mogą używać wszyscy bez względu na wiek i nie jest ono skierowane jedynie do osób z problemami skórnymi. Warto się w nie zaopatrzyć ze względu na naturalny skład i właściwości, jakie za sobą niesie, no i oczywiście, jeśli jesteście pro-eko. Jeżeli przeszkadza Wam zapach tzw. "starzyzny", możecie zakupić mydełko w wersji "Premium", które ma delikatniejszy zapach dzięki zawartości innych olejów np. kokosowego, migdałowego. W sieci dostępne są różnorakie wersje tego typu mydełek, przy czym wiele z nich to podróby- warto zatem analizować skład, dopytywać o certyfikaty, a także zwrócić uwagę na cenę. Niska cena równoznacznie kojarzy się z niską jakością (no chyba, że mamy do czynienia z bezpośrednim importerem). Mydełko nie ma daty ważności, więc jeśli je kupiłyście i w międzyczasie porzuciłyście gdzieś na łazienkowych półkach, z powodzeniem możecie do niego powrócić. Podobno te odleżałe w niezawilgoconym miejscu są jeszcze delikatniejsze dla skóry i wydajniejsze. Sprawdzone mydełka Alep (na podstawie doświadczeń moich i wizażanek), 100%- pewne znajdziecie w sklepie Biolander:

Czego możecie się spodziewać używając mydełka Alep?

W zależności od tego, z jakim stężeniem macie do czynienia i jak często używacie mydełka, tak intensywnych efektów możecie się spodziewać. W moim przypadku po ponad miesięcznym używaniu Alep bez przerwy, zauważyłam poprawę stanu skóry zwłaszcza w obrębie jej nawilżenia. Nawilżenie to nie było może o tyle widoczne na co dzień, ale jednak kiedy odstawiłam na tydzień mydełko, ciało zrobiło się strasznie suche. Zauważyłam również, że mój trądzik na placach uległ całkowitemu zniwelowaniu. Plecy nie mają już ropnych wykwitów, a jedynie pozostał na nich tzw. piasek podskórny, co już nie jest dla mnie taka wielką zmorą. Nie zdecydowałam się jednak na użycie mydełka Alep do twarzy i włosów. Tym razem skupiłam się całkowicie na ciele. Włosy udało mi się unormować za pomocą innych kosmetyków, a twarz przechodzi teraz zupełnie inną kurację, więc nie chciałam niczego burzyć. Czytając fora internetowe zaskoczył mnie jednak fakt, jak wiele osób pisze o fenomenalnym działaniu właśnie tego mydełka na twarz. To zdecydowanie motywuje mnie do zakupu kolejnych sztuk mydełka ;)

Miałyście do czynienia z tymi mydełkami? Co o nich sądzicie? A może pod wpływem mojego posta, macie ochotę je nabyć?! Czekam na Wasze komentarze...