Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Sunday, 28 October 2012

Dalmatyńczyk na paznokciach

Karmelowy Paese 138 na paznokciach i biało- czarne kropki. Ni to french, ni dalmatyńczyk :) W rzeczywistości lakier ma cieplejszy odcień. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Na początku rozlewał się na boki, ale z czasem zaczęłam go doceniać, gdy już umiałam go aplikować. Patrząc na zdjęcia widzę małe niedociągnięcia, ale co tam! Uwierzcie, że na żywo wszystko wygląda lepiej :) O "kropkownicy" do paznokci pisałam <tutaj>

Więcej kolorów Paese tej serii, poniżej:

Saturday, 27 October 2012

Małe zmiany na blogu

Zamierzam wprowadzić kilka zmian na blogu. Efekty wizualne raczej nie ulegną wielkiej zmianie, ale być może, jeśli sama znajdę czas lub osobę chętną do zabawy z moim blogiem, to wtedy będziemy coś kombinować. Na chwilę obecną wpadłam na pomysły dot. samych wpisów. Zamierzam wprowadzić cykle:

- Dla facetów (For MEN)- mój M. coraz częściej interesuje się MOIMI kosmetykami. Zdarza się, że pożyczy jakiś krem, albo o coś spyta, dlatego zdecydowałam się wziąć JEGO kosmetyki pod lupę. Myślę, że oboje na tym skorzystamy: ON zacznie przyglądać się swoim kosmetykom, a JA dowiem się, czego potrzebuje jego skóra. W tym cyklu nie zabraknie recenzji, pojawią się również propozycje (kosmetycznych) prezentów na różne okazje :) Ten cykl (znając życie) pojawi się z największym opóźnieniem ze względu na wielką (!) niesystematyczność mojego M. w stosowaniu kosmetyków. Wasi też tak mają? :)

- SOS Studniówka- styczeń/ luty to istna obława studniówkowa, która w tym roku czeka i mnie. Niebawem wyruszam na poszukiwanie sukienki. Dla żadnej z nas nie będzie to łatwy wybór. W skrzynce mailowej znalazłam prośbę od maturzystki o podanie adresów sklepów, gdzie można znaleźć coś na tę okazję. Taki post na pewno się pojawi (wraz ze zdjęciami). Postaram się także stworzyć kilka notek dotyczących paznokci; co do makijażu nie jestem pewna- mój aparat zjada kolory. 

- Acne- STOP!- moja walka z trądzikiem trwa od kilku dobrych lat. Raz jest lepiej, raz gorzej. Sprawdzone kuracje pojawią się na blogu. Ostatnio miałam niezły wysyp, który poskromiłam w dwa tygodnie. O tym- już niebawem.  

Nie zabraknie notek dot. tematów pojawiających się od początku istnienia bloga (włosy, twarz, paznokcie, recenzje... itp.). Zmieni się za to częstotliwość wpisów. Będąc w klasie maturalnej zauważyłam, że wiecznie nie mam na nic czasu, dlatego ustaliłam, że posty będą pojawiać się 2 razy w tygodniu. Jeśli będę mieć jakieś luzy (wolne), to z pewnością będę pisać częściej :).

Mam nadzieję, że cykle przypadną Wam do gustu :)
Są wśród Was maturzystki 2013?

Monday, 22 October 2012

Jak precyzyjnie ozdobić paznokcie bez użycia sondy? DIY i mój KWC

Bardzo długo szukałam "złotego środka", który pozwoli ozdobić mi paznokcie dosyć precyzyjnie. Na początku próbowałam sposobu "na wykałaczkę". Szpiczastą końcówkę (wtedy nie wiedziałam, że należy ją ucinać) moczyłam w lakierze i "kropkowałam" paznokcie. Szybko się przekonałam, że to nie jest to, czego szukam. Raz nabierałam lakieru za dużo, innym razem za mało. W rezultacie na schnięcie wypukłych kropeczek czekałam w nieskończoność. Poszukiwania sondy w drogerii ostatecznie zakończyły się fiaskiem, a na zakup w internecie także się nie zdecydowałam. Uznałam, że nie wydam ponad 20 zł na dłutko do zdobienia paznokci. Aż wreszcie znalazłam tańszy, domowy sposób. Niedługo po tym, przechadzając się po sklepie z wyrobami chińskimi znalazłam wśród tandetnych kosmetyków- jak się potem okazało- tani hit, dzięki któremu ozdabiam paznokcie w 5 minut, a na wysychanie czekam nieco ponad minutę. I wcale nie przesadzam... :) Poniżej możecie ocenić efekt.





Sonda domowej roboty, czyli szpilka i ołówek
Szpilkę wbijamy w ołówek (oczywiście mowa tu o ołówku zakończonym gumką), tak, by główkę szpilki można zamoczyć w lakierze. Przy odpowiedniej technice kropki wychodzą naprawdę ładnie, choć mogą wychodzić troszkę większe niż pewnie byście sobie tego życzyły. Fajny efekt wychodzi, jeśli do dyspozycji mamy szpilki o różnej wielkości główkach, wtedy możemy bawić się z wielkościami. Nie wykluczam, że identyczny efekt uzyskamy po obcięciu szpiczastej końcówki wykałaczki.
Mój tani KWC, który zdobi paznokcie w kilka minut


Nie wiem, jak go nazwać... pisak z wyciskaczem (?) firmy Charm Max. W każdym razie chiński produkt, który kosztował niecałe 4 zł. Ma cienką końcówkę wraz ze szpilką zapobiegającą wysychaniu. Pozwala robić cienkie wzorki. Błyskawicznie wysycha mimo tego, że czasami ciapnie się troszkę większą ilość lakieru. Nie obawiam się tego, co może się stać z moimi paznokciami po użyciu tego niezidentyfikowanego produktu, bo liczę, że trzy warstwy lakieru (baza i 2x kolor) ochronią moją płytkę :). "Pisak" łatwo się zmywa. Wydaje mi się, że lepszy efekt wychodzi na kontrastujących lakierach.

Co sądzicie o kropkach na paznokciach?

Jeśli uważacie, że moje propozycje są przydatne, kliknijcie w "like", zostawcie komentarz lub zaobserwujcie mojego bloga. Będzie mi bardzo miło :) Buziaki  

Sunday, 21 October 2012

I love HEAN 408

Niestety nie udało mi się uchwycić głębokiej zieleni (?) tego lakieru. Wyszły za to wszystkie odcienie granatu. Muszę przyznać, że wbrew pochwał, które czytałam na temat tego lakieru, jestem trochę zawiedziona. Być może nie potrafię malować paznokci lakierem o tak kremowej, gęstej konsystencji. Fakt- pierwsza warstwa kryje bezproblemowo i za to należy się duży plus, ale mimo wszystko aplikowanie sprawiło mi wiele problemów. Polecam całość pokryć bezbarwnym topem, ponieważ paznokcie lubią zostawiać kolorowe ślady na papierze ;). Przy dwóch grubszych warstwach musiałam trochę odczekać, aż wyschnie. Nie wiem jeszcze, jak z trwałością- mam go dopiero drugi dzień na paznokciach. Mam jeszcze jeden kolor tej serii. Jestem ciekawa, jak będzie się sprawował.



 Macie lakiery tej firmy? Jestem ciekawa, co o nich sądzicie...

Sunday, 14 October 2012

Sposób na puszyste, pełne objętości włosy

Nareszcie udało mi się usiąść w spokoju i napisać dla Was posta. Przez półtora tygodnia "niepisania" zdążyłam jedynie pojechać na kilka dni w Góry Świętokrzyskie a poza tym żyłam już tylko nauką. Oczywiście nie zapomniałam o Was. Co prawda nabawiłam się trochę zaległości w czytaniu Waszych blogów, ale myślę, że od środy moje posty będą się pojawiać regularnie.

Od czasu otrzymania ogromnej paczki z kosmetykami do włosów, wszystkie maski i szampony stosuję naprzemiennie, by przekonać się, które kosmetyki będą dla mnie najlepsze. Zdaję sobie sprawę, że zmienianie za każdym razem szamponu oraz używanie po każdym myciu maski też nie jest dla mnie korzystne, więc znalazłam już produkty, z którymi na pewno się nie rozstanę i nie zamienię ich na żadne inne (przynajmniej przez najbliższy czas)... .

A mowa o...

... szamponie borowinowym (i 7 ziół) BingoSPA i mlecznej masce Kallos Crema al Latte. Oba kosmetyki spowodowały, że moje włosy naprawdę zyskały na objętości. 
Tak naprawdę zaczęłam od skrócenia końcówek, bo zauważyłam, że powoli zaczynają się rozdwajać. Potem do akcji wkroczyły: szampon i odżywka. Szamponem- zgodnie z zaleceniem producenta- włosy myjemy dwa razy. Myślę, że także masaż skóry głowy wpłynął korzystnie na efekt "push up". Maska Kallos zachwyciła mnie przede wszystkim mlecznym, budyniowym zapachem, potem oczywiście- rezultatem, jaki otrzymałam po jej użyciu. Nakładam ją na mokre, po umyciu włosy na ok. 15 min. Zawijam je w folię, ponieważ inaczej całość by mi spłynęła. Włosy spłukuję dokładnie chłodną wodą. Niedokładne spłukiwanie powoduje, że włosy po wysuszeniu, są lekko przetłuszczone, albo po nocy nie wyglądają świeżo. Maskę nakładam maksymalnie raz na tydzień, by dodatkowo nie obciążać włosów, które i tak są podatne na przetłuszczanie.
 
Co zauważyłam?
Przede wszystkim większą objętość włosów utrzymującą się przez 1,5 dnia (co 2 dni myję włosy). Taką objętość po innych szamponach uzyskiwałam zawsze, ale za każdym razem była jednorazowa, czyli do położenia się spać. Następnego dnia włosy były już zwykle oklapnięte. Dzięki odżywce włosy stały się błyszczące i zniknęło uczucie, że włosy po farbowaniu są zniszczone. Efekt końcowy mogę porównać do laminowania lub maski drożdżowej, przy czym tutaj także widzę przedłużenie świeżości włosów. Po dwóch dniach włosy dopiero pod wieczór były już "wyczerpane". Jak dla mnie to duża różnica- zazwyczaj już drugiego dnia rano było tragicznie. 

Więcej o kosmetykach do włosów zakupionych przeze mnie ostatnio, możecie przeczytać klikając na poniższe zdjęcie
 Wiem, że maskę Kallos używa wiele z Was. Podzielacie mój entuzjazm?

Thursday, 4 October 2012

Gradient na paznokciach

Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie u Hatsu- Hinoiri . Z tej racji nie mogłam opublikować zdjęć moich gradientowych paznokci. Prace, które zwyciężyły -i nie tylko- można obejrzeć <tutaj>. Pierwsze cztery naprawdę zapierają dech w piersiach i zdecydowanie zasłużyły na wygraną. Wśród nich znajduje się dzieło Ewalucji- mojej paznokciowej guru, o której już pisałam wiele razy. Nic dziwnego, że moje paznokcie przy wygranych pracach wyglądają po prostu biednie :). 
Mimo to zamieszczam swoje małe "dzieło". Teraz dopiero widzę, że zdecydowanie brakuje im koloru i letniego ożywienia.

Jeszcze nieogarnięte po "gąbeczkowaniu"

Wersja konkursowa

Po małym wypadku musiały zostać pokryte dwiema warstwami błyszczącego Inglota :)
     
Z góry przyznaję się, że mistrzem w gradientowaniu to ja nie jestem. Buziaki ;*

Monday, 1 October 2012

Denko- wrzesień

Kosmetyki te nie są jedynie zużyciami z zeszłego miesiąca, ale z racji tego, że to moje pierwsze blogowe denko, wszystkie kosmetyki uznałam za zużyte we wrześniu :) Niektóre z tych kosmetyków sprawdziły się bardzo dobrze, inne trochę mniej. O wszystkim...- poniżej.


1. Ziaja de-makijaż; Uniwersalny płyn do demakijażu oczu- nie jest to wg mnie jakiś wybitny płyn do demakijażu oka, ale jeśli nie mam wodoodpornych kosmetyków na twarzy, to z powodzeniem się sprawdza. Teraz zastąpiłam go wersją nawilżającą, choć tak naprawdę obecnie używam myjki do demakijażu oka, o której miałam okazję pisać kilka postów temu.

2. Essence; Express dry spray- a konkretnie spray przyspieszający wysychanie lakieru. Najpierw kit, potem trochę mniejszy :) Bo kiedy już mi się skończył, to zrozumiałam, że nie mogę bez niego żyć. Choć nie skraca wysychania lakieru diametralnie, to mimo wszystko trochę działa. Mimo to nie kupię go ponownie- poszukam czegoś lepszego.

3. Syoss; suchy szampon (włosy delikatne, bez energii)- mój zdecydowany faworyt. Choć moje włosy nie są ani delikatne, ani bez energii, a zwyczajnie przetłuszczające, to szampon sobie z nimi poradził. Obecnie nie potrzebuję suchego szamponu, ale gdzieś po cichu planuję sobie zakup Syossa przeznaczonego do włosów tłustych.

4. Johnsons; krem pielęgnujący- miniaturka, ale chyba bez dna. Krem świetnie się sprawdził w starciu z moją twarzą, która czasami ma niezłe kaprysy. Nie podrażnia, a za to fajnie nawilża i delikatnie pachnie. Nie wiem natomiast, czy kupię go ponownie ze względu na fakt, że mam wiele kremów nawilżających do twarzy, które równie dobrze sobie radzą z jej poskromieniem.

5. Avon; odświeżający szampon do każdego rodzaju włosów Kwiat Wiśni- do mojego rodzaju włosów jak najbardziej się nadaje, choć nie byłam co do niego przekonana. Nie wiem, czy sama bym go kupiła, gdybym go najpierw nie dostała w prezencie. Byłam z niego naprawdę zadowolona, ale w sumie nie wiem co Wam powiedzieć, po prostu- szampon jak szampon ;) Dzięki niemu przekonałam się natomiast do innych wersji tego szamponu (m.in. z odżywką 2 w 1, do włosów przetłuszczających się).

6. Avon Naturals; żel pod prysznic Mleko i Miód- ładnie pachnie, choć nie jestem pewna, czy tak pachnie połączenie mleka i miodu ;). Jest lepszy od innych wersji zapachowych tej serii, ale też nie nazwałabym go "the best of", bo nic nie przebije wersji zapachowych Yves Rocher (np. kawowy żel pod prysznic). Najważniejsze jednak, że spełnia swoje podstawowe zadanie- myje! :)

7. Vipera; puder prasowany rozświetlający cerę- długo mi służył i jeszcze jakieś resztki da się z niego wyskubać. Nie używam pudru zbyt często, raczej służy mi do zmatowienia cery po nałożeniu kremu BB. Czy rozświetla? Nie kryje tak, jak bym sobie tego życzyła, dlatego efektu rozświetlenia cery także nie zauważyłam. Czy kupię go ponownie? Chyba zdecyduję się na inną firmę, która oprócz powierzchniowego zmatowienia, mocniej pokryje moją twarz.

8. Nivea; antyperspirant invisible (for black and white)- ciekawy temat. Do tej pory nie odkryłam lepszego antyperspirantu od Nivea, a mimo wszystko nie jestem z niego zadowolona- mówię tutaj głównie o lecie. W ciągu roku sprawdza się w 90%. Przede wszystkim nie brudzi ubrań. Nie mogę się mimo wszystko od niego odczepić i już zakupiłam sobie kolejną wersję zapachową. Jakoś boję się eksperymentowania w tej kwestii. Może mi coś doradzicie?

9. Gosh; wydłużający tusz do rzęs- kiedyś już o nim pisałam. Wtedy był moim faworytem. Z czasem jednak zaczął przysychać, czasem wylewać (na szczotce był cały tusz). Na początku jego użytkowania spełniał swoją rolę świetnie- perfekcyjnie wydłużał i nie zostawiał grudek. Jeśli tylko dowiem się o promocji, na pewno kupię Gosha, choć nie wiem czy skuszę się na ten, czy jakiś inny tusz tej marki.

10. Perfecta; delikatny żel do mycia twarzy (odświeżający)- mój ulubiony. Obecnie mam Avonowy żel i nie jestem z niego tak zadowolona, jak byłam z tej Perfecty. Po każdym żelu mam wrażenie, że moja cera jest lekko spięta, a po tym tak nie miałam. Żałuję, że nie kupiłam go ponownie, ale wygrała moja chęć poeksperymentowania z innym kosmetykiem, który myślałam, ze może być równie dobry. Ale i tak jeszcze kiedyś się spotkamy! :)

Które kosmetyki używałyście/ używacie i jesteście (nie)zadowolone? Coś polecacie/ odradzacie? Czekam na Wasze komentarze.