Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Saturday, 28 July 2012

Współpraca z Archipelagiem Piękna/ Masło Shea

Wczoraj przyszła do mnie paczuszka z tym oto kosmetykiem od Archipelagu Piękna. Myślałam, że wstrzymam się z tym postem, ale moja chęć pochwalenia się była zdecydowanie większa. Zanim dostałam przesyłkę, wypełniłam ankietę, dzięki której dopasowano kosmetyk do rodzaju mojej cery, zapotrzebowań... . I w ten sposób w moje ręce trafiło rafinowane masło shea, którego zadaniem jest nawilżenie problematycznych miejsc z uwzględnieniem niechcianych rozstępów, czy zmarszczek. Jeszcze go nie używałam pod kątem testów, ponieważ chcę "wykończyć" swoje stare kosmetyki. Pudełeczko zostało jednak otworzone (czysta ciekawość :)). Masło praktycznie nie ma zapachu i na początku miałam problemem z opatentowaniem jego wyjęcia ze względu na twardość, ale wszystko już mam dopracowane. Teraz wystarczy testować i obserwować rezultaty.

Moja opinia będzie całkowicie obiektywna, niezależnie od tego, że rafinowane masło shea otrzymałam za darmo. Recenzja kosmetyku pojawi się w okolicach września, nie wcześniej niż 20 sierpnia. 
Dziękuję Firmie Archipelag Piękna za zaufanie i możliwość testowania tego kosmetyku.
                                                                                                                                                              
W dn. 29.07-08.08.12r. wyjeżdżam na wakacje- raczej bez możliwości dostępu do Internetu. Po tym czasie odpiszę na Wasze maile i komentarze. Mój wyjazd nie zmieni także ogłoszenia wyników rozdania, na które Was bardzo serdecznie zapraszam <tutaj>.

Blogrolle:
Od dłuższego czasu staram się dołączyć, jako blog kosmetyczny do serwisu Blogrolle, który gromadzi "najlepsze polskie blogi". Z racji tej, że znalazłam tam wiele ciekawych blogów (zarówno kosmetycznych, jak i modowych), sama się zgłosiłam lecz by zostać dodanym należy spełnić kilka warunków. Dzięki tej krótkiej notatce spełniłam już wszystkie warunki uczestnictwa. Zapraszam serdecznie na tę stronę, jeżeli szukacie stron ze świata mody i urody.

Friday, 27 July 2012

Sally Hansen- spray/krem do depilacji; hot or not?

Kupiłam go za całe 10 zł przez internet nie spodziewając się złotych gór. Sprzedawca napisał: "Może nie działać pompka" i oczywiście trafił mi się felerny egzemplarz. Co jeszcze w nim było felernego...? Czytajcie dalej


Z pompką sobie poradziłam- odkręciłam ją i wycisnęłam zawartość, więc ze sprayu zrobił się zwykły krem do depilacji. Po pierwszy użyciu myślałam, że rodzice wyrzucą mnie z domu- łazienkę wypełnił chemiczny zapach, z którym walczyliśmy jeszcze przez kolejne 3 dni. Oczywiście skończyło się na zwykłej maszynce, bo i krem nie spełnił swojego zadania, mimo wyczekiwanych minut zgodnych z zaleceniami producenta. Dziś, po dwóch miesiącach od pierwszego użycia, zabrałam krem do babci i zajęłam się nogami na łonie natury. Jesienią i zimą nie będę miała już takiej okazji...


Mogę powiedzieć, że "zabieg" się powiódł, ale bez fajerwerków. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten zapach, z którym trzeba się "przyjaźnić" przez dobre 10 minut. Na dworze wszystko jest w porządku, pod warunkiem, że nie mamy wścibskich sąsiadów lub posiadamy wysoki płot. Po zmyciu kremu (wodą przy pomocy ściereczki) nogi troszkę swędziały i gdzieniegdzie pojawiły się kropelki krwi. Możliwe, że była to lekka reakcja uczuleniowa. Przejeżdżając ręką nogę "pod włos" mimo wszystko czuję kłucie. Aparat jednakże niczego nie uchwycił. Efekty możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej.


Zdaję sobie sprawę, że jest to kosmetyk renomowanej firmy Sally Hansen, jednakże chyba się z nim pożegnam lub faktycznie będę korzystać z niego na dworze. Chemiczny, wręcz prześladujący mnie zapach jest nie do wytrzymania, co zdecydowanie skreśla go z listy moich ulubionych kosmetyków. Nawiązując zatem do tematu posta: NOT!  Wolę męczyć się z maszynką.


Thursday, 26 July 2012

Sekret nawilżonych dłoni, czyli domowe SPA... w białych rękawiczkach

Wielokrotnie już podkreślałam, że moja skóra ma skłonność do przesuszania. Ostatnio zauważyłam, że moje dłonie wyglądają coraz gorzej, stają się przesuszone i wyglądają starzej niż mojej mamy. Wina też leży w słońcu, które w tym roku wyjątkowo upodobało sobie moje ręce. Z tej racji zaczęłam szukać ratunku, bo przecież to właśnie dłonie i szyja mówią o naszym wieku...



Cała kwintesencja nawilżania dłoni tkwi w rękawiczkach i kremie nawilżającym. A zabieg SPA odbywa się nocą. Wiadomo, że w ciągu dnia nawilżenie nie będzie tak skuteczne, ponieważ non stop myjemy ręce. Pewnie wielokrotnie słyszałyście o zakładaniu rękawiczek na posmarowane kremem dłonie. Jeszcze wczoraj nie miałam takich cienkich, bawełnianych rękawiczek, więc użyłam zimowych. W nocy było mi w nich bardzo gorąco, ale zdjęłam je dopiero nad ranem. Pomimo tego, że krem częściowo został wchłonięty przez grube rękawice, to moje dłonie momentalnie po nocy wygładziły się i nawilżyły.

Dłonie wystarczy posmarować trochę grubiej niż zwykle. Ja użyłam kremu do rąk z minerałami z Morza Martwego- Avon; Planeta spa. To mój nowy nabytek. Jestem z niego bardzo zadowolona. Ma delikatny zapach i po jednym posmarowaniu daje długotrwały efekt nawilżenia. Pierwszy i ostatni raz użyłam go wczoraj przed snem, dziś przecież myłam ręce już kilka razy, a mimo to wciąż czuję gładkość. Na ręce możemy również wylać kilka kropel oliwy, która dodatkowo wzmocni płytkę paznokcia i nawilży skórki. Niekoniecznie trzeba używać kremu do rąk. Dobrze się też sprawdzi masło oraz balsam do ciała.

Osoby, takie jak moja mama, które oprócz nawilżenia oczekują spłycenia lub całkowitego zniwelowania zmarszczek, zamiast zwykłego kremu nawilżającego mogą użyć takiego z kompleksem odmładzającym.  Dobre i sprawdzone przez nas kremy do rąk oferuje firma Ziaja.

Jeżeli nie macie "profesjonalnych" rękawiczek, możecie użyć takich komunijnych, o ile posiadacie. Te, które widzicie na zdjęciu kosztowały 14 zł (firma KillyS). Są wielokrotnego użytku, aczkolwiek nie uważam, że są tanie. W internecie znalazłam tańsze egzemplarz, choć nie wiadomo, czy są dobrej jakości.

Taki zabieg można wykonywać również na stopach dzięki kremom nawilżającym lub zmiękczającym do stóp oraz skarpetkom do pielęgnacji. Dzięki temu twardy naskórek zdecydowanie ulegnie zmiękczeniu. Zarówno skarpetki, jak i rękawiczki kupicie w drogerii.

                                                                                                                                                              
Korzystałyście z tego typu zabiegów? A może macie inne sposoby na nawilżone dłonie?  Chętnie poczytam...

Wednesday, 25 July 2012

Haul: Zakupy w Avonie

Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem typowym wzrokowcem, a co za tym idzie- bardziej od tekstu wolę obrazki i zdjęcia ;) Dziś trochę odskoczę od porad i recenzji, a w zamian pokażę Wam, co udało mi się kupić w Avonie z 10-go katalogu. Oczywiście część kosmetyków nie trafi na zawsze w moje ręce, aczkolwiek udało mi się pozyskać kilka kosmetycznych perełek "po kosztach" :)


Żele pod prysznic- Avon Naturals                                                                            



Szaleję na punkcie wszelkich zapachowych żeli pod prysznic. Te udało mi się kupić w cenie 9,99zł za 3 sztuki.

Seria Planet SPA                                                                                                      



 O serii Planet SPA słyszałam wiele dobrego, aczkolwiek zawsze słyszałam na koniec komentarz "cena!". I gdybym faktycznie musiała kupić ten zestaw po cenie katalogowej, wydałabym ponad 80 zł. Z racji tego, że kiedyś brałam udział w szkoleniu, zestaw ten kupiłam za całe 20 zł. Myślę, że zrobiłam interes życia. Zestaw składa się z: Masła do ciała, Maseczki błotnej do twarzy, Kremu do rąk, Wygładzającego żelu do twarzy.

Żele pod prysznic- Avon Senses                                                                               

 

 

Peeling waniliowy- Avon Naturals                                                                           


Ma piękny zapach, jest raczej drobnoziarnisty, zawiera nawilżające masło Shea. Bardzo mi się podoba, niestety- nie jest dla mnie.

Coś dla twarzy- Avon Naturals: oczyszczające maseczka; żel+ tonik 2 w 1    


Coś dla dłoni- Avon Care : glicerynowy krem do rąk; rozświetlający krem do rąk       



Nawilżanie ciała: Avon Care- Ujędrniający balsam do ciała                                  


Coś dla pań i dla panów                                                                    

Woda toaletowa Infinite Moment                                                                            


Woda toaletowa Perfect Strength                                                                            


Obie wody toaletowe udało mi się kupić za 20 zł- jako "wynagrodzenie" za udział w szkoleniu.


Woda toaletowa; Body spray; Żel kąpielowy do ciała i włosów                             




 Pamiętajcie o rozdaniu <klik>
                                                                                                                                                                   
KTÓRE Z TYCH KOSMETYKÓW UŻYWAŁYŚCIE BĄDŹ UŻYWACIE I JESTEŚCIE ZADOWOLONE?? Zapraszam do komentowania 

Udało mi się nawiązać współpracę z Firmą Kosmetyczną Safira, jednakże jak podejrzewam, kosmetyki dostanę dopiero w połowie sierpnia a pierwsze recenzje napiszę dopiero w okolicach września.
Idzie do mnie paczuszka z Archipelagu Piękna z masłem shea. Myślę, że recenzja pojawi się również pod koniec sierpnia.  

Monday, 23 July 2012

Mydło Aleppo- naturalny kosmetyk do wszystkiego


Skład: 80% oliwa z oliwek, 16% olejek z liścia laurowego
Dla kogo: Ze względu na naturalny skład, to mydełko jest dla wszystkich- i dla niemowląt, i dla dorosłych
Rodzaj skóry: od bardzo suchej do tłustej
Do czego: do wszystkiego, bo: do twarzy, ciała, włosów, a nawet.... do prania

MOJA OPINIA:  

Używam razem z mamą tego mydełka od ponad miesiąca. Jeżeli chodzi o mnie, to moja skóra należy do problematycznych m.in ze względu na trądzik. Ponieważ jest sucha, to mogę powiedzieć, że mydełko Aleppo nieco poprawiło jej kondycję, ale nie mogę znowu powiedzieć, że mogłam odstawić balsamy nawilżające. Bardziej zadowolona ode mnie jest moja mama, której skóra pozwoliła na zupełne zrezygnowanie z kremów. Używałyśmy go jedynie do ciała i włosów, o twarzy zatem nie mogę nic powiedzieć.
Moje włosy mają skłonność do przetłuszczania, więc mydło to średnio się sprawdziło (ze względu na nawilżający skład), choć słyszałam wiele pochlebnych opinii na temat pielęgnacji włosów mydełkiem Aleppo. W czasie mycia głowy, mydło nie chciało się pienić- świadczy to o jego naturalnym składzie. Po ostatnim płukaniu, warto skorzystać z płukanki np. z octu jabłkowego, by zakwasić włosy.
Myślę, że warto wspomnieć o zapachu mydełka. Ktoś stwierdził, że pachnie/ śmierdzi ono starzyzną. Przyznam szczerze, że początkowo jego zapach mi troszkę przeszkadzał, ale potem się do niego przyzwyczaiłam. Nie jest tragiczny, a po godzinie od kąpieli już go nie czuję.  


PODSUMOWUJĄC:

Jestem przyzwyczajona do tego, że moja skóra wymaga nawilżenia 24h/ dobę i wcale się nie spodziewałam, że po użyciu tego mydełka będę mogła zrezygnować z balsamów, więc cieszę się, że skóra jest w lepszej kondycji. Co do włosów- myślę, że do mojego rodzaju akurat szampon jest lepszym kosmetykiem. Mimo to, obie z mamą jesteśmy zadowolone, więc jak tylko skończy nam się ten egzemplarz, kupimy nowe zwłaszcza, że koszt mydełka Aleppo za 3 szt. to 11 zł, do kupienia tutaj:


Saturday, 21 July 2012

Haul: Zdobycze kosmetyczne tego tygodnia

Brzydka pogoda mnie z lekka dobija, dlatego dziś post z wczorajszych zakupów.

Golden Rose 244                                                                                                      


Jego kolor, choć w aparacie nie został uchwycony, oczarował mnie. W rzeczywistości jest to koral wpadający w róż (jeżeli komukolwiek to coś mówi ;)). Zaraz idę pomalować nim pazurki, bo ten lakier wręcz woła "otwórz mnie wreszcie!".

Coral Prosilk 03                                                                                                     

Topem bym go nie nazwała ze względu na strukturę, jaką daje po pomalowaniu. Kupiłam go, ponieważ z zewnątrz przypomina mi trochę brokatowego Inglota, którego dotychczas używałam. Fajnie się mieni, choć już widzę, że żeby był wystarczająco widoczny na kolorze, trzeba nałożyć co najmniej dwie warstwy.

Eyeliner Eveline Cosmetics black                                                                            

Długo się zbierałam do zakupu eyelinera w płynie. Mogę śmiało powiedzieć, że w rysowaniu kresek na powiece jestem totalnym beztalenciem. Może to też dlatego, że dotąd pożyczałam sobie kredki/ ołówki mojej mamy i nie do końca odpowiadała mi ich twardość. Zabrałam więc koleżankę do drogerii, która ma więcej doświadczenia w tej kwestii. Wybrałyśmy eyeliner, którego końcówka nie jest pędzelkiem a raczej pisakiem, który macza się w kałamarzyku. Dziś po raz pierwszy go użyłam i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona. Jak na moje zdolności kreska wyszła ponadprzeciętnie (nie musicie podzielać mojego zdania ;)). Więcej opowiem, kiedy będę go dłużej używać.







Przypominam o rozdaniu! Osoby, które mają konta: Google i na Facebooku, mogą wziąć udział w obu rozdaniach. Nie musicie mieć bloga, by wziąć udział w rozdaniu ;)
Dla kont: Google i Facebook: http://distinguish-yourself.blogspot.com/2012/07/rozdanie.html
Dla konta na Facebooku: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=385422514855272&set=a.385422508188606.89876.305773339486857&type=1&theater

Saturday, 14 July 2012

Rozdanie!

Rozdanie jest dla wszystkich! Warunek jest jeden- musisz dodać mojego bloga do "obserwowanych" i polubić go Facebooku.

Jeżeli nie masz konta Google, zapraszam na rozdanie tutaj: <klik>


 Obowiązkowo otrzymujecie 2 punkty (za dodanie bloga do "obserwowanych" i za polubienie go na Facebooku).

Aby zwiększyć swoje szanse, możecie:
- zamieścić informację o rozdaniu wraz ze zdjęciem na swoim blogu (3 pkt)
- zamieścić informację o rozdaniu w bocznym pasku bloga (2 pkt)

Oprócz tego w czasie trwania rozdania (tj. 14.07- 15.08.2012) wybiorę osobę, która otrzyma 5 pkt za aktywny udział w życiu mojego bloga.

Nagrody!

Wygrywają 3 osoby, wylosowane przeze mnie. Do wygrania: bransoletka hand-made z motywem wybranym przez siebie. Czwartą bransoletkę wygra osoba, która weźmie udział w osobnym rozdaniu organizowanym przeze mnie na Facebooku.

Konkurs trwa od 14.07.2012 do 15.08.2012r (włącznie). O ewentualnych zmianach, będę na bieżąco informować na blogu. Ze zwycięzcami skontaktuję się mailowo.

Zapraszam na osobne, facebook'owe rozdanie <tutaj> . Można brać udział w obu rozdaniach!!!!

Poniżej formularz, który należy wypełnić, by wziąć udział w rozdaniu.

Wednesday, 11 July 2012

Kosmetyki na wakacjach, czyli co (nie) sprawdza się latem

Wraz z powrotem z wakacji, pojawiły się pomysły na kolejne posty, m.in. na ten, o którym sama chciałabym gdzieś poczytać, czyli o kosmetykach, które warto lub nie warto wziąć na wakacje.

Wodoodporny balsam do opalania Eveline Cosmetics SPF 30


Wady: Mówiąc szczerze- nie zachwycił mnie ze względu na zapach i kolor- już tłumaczę, dlaczego. Zapach balsamu niestety nie leży w moim guście. Być może dlatego, że jest dosyć intensywny i nieco wpada w zapach serka Danio. Zapach ten towarzyszył mi w sumie cały dzień, w dodatku w miarę pocenia- czułam go jeszcze bardziej i jeszcze bardziej mnie irytował. Nakładając balsam, należy się spodziewać, że ubrudzimy sobie ciuchy, więc nie radzę zakładać ciemnych rzeczy, ponieważ plamy, wszelkie "draśnięcia" kremem są widoczne głównie dlatego, że konsystencja kremu jest tłustawa a sam krem- również przypomina kolor serka Danio (wybaczcie mi to porównanie;)). Sam balsam również nie wchłania się całkowicie w skórę i zostają białe smugi. Jest to widoczne zwłaszcza na opalonej skórze, czyli takiej jak moja.


Zalety: Nie mogę jednak zapomnieć o zaletach i funkcji, jaką pełni ten balsam. Będąc nad jeziorem, wchodząc i wychodząc z wody, miałam wrażenie, że krem nie zmywa się, czyli faktycznie zgodzę się, że jest wodoodporny (choć widać było, że kiedy stałam w wodzie wokół mnie rozchodziła się jasna smuga). Co do SPF, filtr 30 sprawdził się na mojej skórze. Nie była ona zaczerwieniona, przesuszona, nie schodziła, opaliła się na brązowo, więc byłam zadowolona. Miałam jednak problem ze zmyciem pod prysznicem tego kremu, ponieważ mimo użycia żelu, po moim ciele wciąż płynęły jasne strużki z balsamu. To jednak wg mnie jest dużą zaletą. Ostatecznie z pomocą przyszła mi gąbka Loofah.
Podsumowując: Następnym razem poszukam czegoś, co nie zostawia śladu na ubraniach i nie pachnie tak intensywnie.

Szampon, czy suchy szampon?

Same zalety: Oczywiście, nie twierdzę, że można używać tylko i wyłącznie suchego szamponu zapominając o wodzie i zwykłym szamponie. O suchym pisałam <tutaj> i już wiecie, że jestem nim zachwycona. Idealnie sprawdza się w plenerze, gdy np. mocząc się w jeziorze kilka razy dziennie, włosy nie są idealne a jest za wcześnie na kolejne mycie. Natomiast szampon z Avonu również mnie nie zawiódł. Mimo tego, że nie jest do włosów przetłuszczających się (a moje do takich należą), to doskonale sobie z nimi radzi i spokojnie wytrzymują dwa dni bez mycia.
Podsumowując: Obu kosmetyków nie odstawię w kąt ;)

Antyperspirant Nivea Invisible

Niestety trochę wad posiada: A to dlatego, że nie sprawdził się pod względem ochrony przed potem. Zdaję sobie sprawę, że ostatnio pogoda płata nam figla, ale moja skóra nie należy również do zbytnio problematycznych i wymagających. Z racji tego, niestety muszę to powiedzieć, ale zdarzało mi się czuć, że coś jest nie tak.
Zalety: Faktycznie, nie brudzi ubrań, ani tych białych, ani czarnych.
Podsumowując: Być może jestem zbyt wymagająca o tej porze roku, ale kupując antyperspirant liczę na skuteczność. Ten niestety latem się nie sprawdził, jednakże używałam go także, kiedy temperatury były niższe i wtedy wszystko było OK.

Mgiełka zamiast perfum


Zdecydowanie tak. O mgiełce do ciała pisałam <tutaj> . 
Nic dodać, nic ująć. Uwielbiam zapach arbuza, choć nie wszystkim on leży. Przypadł mi do gustu głównie dlatego, że zawsze używałam kwiatowych zapachów a mgiełka jest fajną odmianą na lato. Dzięki temu, że owocowe zapachy towarzyszą mi zawsze wiosną i latem, to za każdym razem chętnie do nich wracam, bo zwyczajnie- tęsknię ;). Jesienią zaś powrócę stęskniona do cięższych perfum.

Perełki brązujące Avon

Mam śniadą karnację, więc pomyślałam, że perełki będą dla mnie idealne. W różu czułabym się po prostu źle. Kiedy pierwszy raz je "zaaplikowałam" pomyślałam- tragedia, za ciemne. A jeżeli są dla mnie za ciemne, to dla kogo są one dobre? Potem nauczyłam się ich dozować w umiarkowanych ilościach. 
Zalety: Podoba mi się, że są delikatne a kolory świetnie się komponują z cerą zostawiając połyskującą poświatę. Oczywiście nie musimy używać ich tylko do podkreślania kości policzkowych.
Wad jak na razie nie zauważyłam
Podsumowując: Nikt nie powiedział, że perełki brązujące są tylko na lato. Jako posiadaczka ciemnej karnacji, myślę, że będę ich używać przez cały rok. U niektórych osób, np. zimą/ wczesną wiosną, kiedy kolor skóry powraca do "bieli", perełki te mogą wydawać się być za ciemne. Na szczęście mnie nie dotyczy ;)

Mini kosmetyki, czyli próbki Johnsons baby


Zalety: Wypróbowane i przetestowane wzdłuż i wszerz. Nie mogę powiedzieć o nich złego słowa, ponieważ moja skóra w porównaniu do delikatnej skóry niemowlęcej jest wręcz toporna. Nic więc dziwnego, że nie miałam żadnych reakcji uczuleniowych, podrażnień. Krem pielęgnujący świetnie nawilża. Ze względu na małą tubkę używam go jedynie na twarz. Mleczko pielęgnujące może nie było tak rewelacyjne, aczkolwiek jeśli ktoś oczekuje optymalnego nawilżenia, to czemu nie. Płyn do mycia ciała i włosów ma cudowny, olejkowy zapach, który kojarzy mi się z dzieciństwem. Wszystkie kosmetyki o dziwo wydawały mi się bardzo wydajne. Płyn do mycia ciała zużyłam najszybciej, ponieważ najczęściej go używałam. Krem pielęgnujący do twarzy mam do dziś, gdyż nie korzystam z niego regularnie, zaś mleczko pielęgnujące jest już na granicy zużycia. Najbardziej jestem zadowolona z działania kremu pielęgnującego. Malutkie opakowania z mleczka i płynu do ciała będą idealne, jako pojemniczki na kolejne wakacyjne wyjazdy. 

Delikatny krem nawilżający na noc do skóry wrażliwej Avon

Czy ja już wspominałam, że moja skóra na twarzy ma skłonność do podrażnień, wszelkich trądzików i innych cudów?!  Moja mama używała innego kremu z Avonu z tej samej serii i chwaliła go sobie. Ja postawiłam na delikatny krem na noc. Nie chciałam od razu radykalnej zmiany, czyli przejścia z cery suchej na tłustą. Powoli udaje mi się stabilizować moją skórę. Wpływ mają też na to upały, przez które na twarzy zamiast suchych płatów, mam kropelki potu. Krem z Avonu ma dziwny zapach. To na pewno ta portulakia kwiatowa i zielona herbata :P. Podobno ma być bezzapachowy, a dla mnie "pachnie" tranem. Nieważne. Jak na razie- chwalę go sobie, choć na początku nie był rewelacyjny. Nawilża, a dla mnie fakt ten jest najważniejszy. Nawiązując jeszcze do koloru kremu- jest ciekawy... wyglądem przypomina połyskującą na różne kolory rybią łuskę i to też potęguje wrażenie tranu i ryby :)

Jakie kosmetyki sprawdzają się Wam latem?