Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Monday, 5 December 2016

6 sztywnych zasad, których trzymam się w pielęgnacji cery trądzikowej

Moja historia z trądzikiem rozpoczęła się w okresie dojrzewania i mogłabym powiedzieć, że wciąż jest to dla mnie "never ending story"- z trądziku młodzieńczego awansowałam na trądzik hormonalny. Dopiero teraz po kuracji lekami hormonalnymi powoli wychodzę z tego z twarzą, czego efektem jest chociażby zdjęcie profilowe na blogu. Niemniej jednak, przez cały okres walki z trądzikiem eksperymentowałam, by jak najszybciej się go pozbyć. Nie zawsze efekty były zadowalające, ale wypracowałam kilka sztywnych zasad, których trzymam się w pielęgnacji twarzy. Myślę, że część z nich może Was zaskoczyć!


1. Twarz osuszam ręcznikiem papierowym

  

Przeraża mnie, kiedy widzę, że ktoś używa jednego ręcznika do wszystkiego- do twarzy i do ciała. Nie chcę generalizować, ale jednak częściej się to zdarza mężczyznom. W moim przypadku mały ręczniczek, przeznaczony jedynie do twarzy, zamieniłam X lat temu na ręcznik papierowy. Dzięki temu nie muszę pamiętać o codziennym wymienianiu ręcznika (a tak powinno być w przypadku skóry z ropnymi zmianami skórnymi). Początkowo wahałam się przed używaniem ręcznika papierowego, teraz z kolei miałabym problem z osuszaniem twarzy za pomocą zwykłego ręcznika. Dlatego rolkę jednorazowego ręcznika papierowego zabieram w każdą podróż. Dzięki temu, że używam go tylko raz, mam pewność, że żadne bakterie nie gromadzą się na nim. Może jest to nieco bardziej kosztowna inwestycja w skali roku, ale warto.  

2. Rano nie myję twarzy wodą

  

Jakiś czas temu kosmetyczka uświadomiła mnie, że po wieczornym oczyszczaniu twarzy (płyn micelarny+ woda+ żel do mycia twarzy+ tonik+ krem) nie ma potrzeby oczyszczać jej ponownie jedynie po śnie. Zastosowałam się do jej rad i rano przecieram twarz wyłącznie tonikiem (oraz stosuję krem). Nie jestem w stanie stwierdzić, czy są tego jakieś większe rezultaty, ale jeśli mam okazję uniknąć niekorzystnego działania krakowskiej wody na moją skórę, to czemu nie?

3. Zawsze zmywam makijaż

  

Zasada-legenda, a jednak w swoim życiu poznałam dziewczynę, która kładła się w pełnym smokey eyes spać- nie żartuję! Choć nie maluję się często, to nie wyobrażam sobie uciąć nawet popołudniowej drzemki, mając pomalowane oczy, czy podkład na twarzy, o zgrozo! Nie mówiąc już o położeniu się spać po imprezie z niezmytym makijażem. Rano zapewne byłabym jednym wielkim pryszczem i ta wizja działa na mnie na tyle przekonująco, by usunąć makijaż nawet na śpiąco.

4. Nawilżanie skóry to podstawa

  

W okresie młodzieńczym nie byłam na tyle świadoma wagi nawilżania skóry, by stosować kremy przeznaczone do tego celu. Zdecydowanie bardziej kojarzyły mi się one ze skórą dojrzałą, aniżeli trądzikową. Katowałam moją twarz wyłącznie kosmetykami przeznaczonymi do cery trądzikowej, czego efektem było przesuszenie twarzy i podrażnienie. W porę się opamiętałam i zauważyłam, że stosowanie kosmetyków nawilżających przynosi dobre efekty- przestałam się osypywać. To mit, że cery trądzikowej nie powinno się nawilżać!

5. Dezynfekuję telefon komórkowy

  

Z pozoru punkt niemający niczego wspólnego z pielęgnacją twarzy. Kilka lat temu dowiedziałam się, że na telefonie komórkowym znajduje się więcej bakterii niż na sedesie. Byłam w szoku, ale uwierzyłam, gdy zauważyłam, że na skroniach, w okolicach policzków mam największy wysyp trądziku (rozgrzany telefon trzymany przy uchu i zarazki- robiły tam swoje). Od tamtej pory staram się regularnie czyścić telefon wilgotnymi chusteczkami przeznaczonymi do ekranów LCD. Wierzę, że również w taki sposób mogę zapobiegać powstawaniu trądziku przy skroniach. 

6. Nie skubię, nie dłubię

  

Nie świerzbią mnie ręce, gdy tylko zobaczę, że wyskoczyła mi niespodzianka na twarzy. Oduczyłam się tego w momencie, gdy zauważyłam, że po wyciśniętej krotce zostaje ciężkie do pozbycia się przebarwienie na twarzy. Wolę zatem zostawić wroga w spokoju i zdusić go w nocy grubszą warstwą kremu.



Podzielcie się swoimi zasadami, którymi kierujecie się w pielęgnacji twarzy. Czy któreś z przedstawionych przeze mnie są Wam szczególnie bliskie?

Tuesday, 29 November 2016

Colours of autumn- Golden Rose Rich Colour 28 & Astor Perfect Stay Gel Color 020

Zakochałam się w tym pięknym śliwkowym odcieniu od Golden Rose i koniecznie musiałam go mieć w swojej lakierkowej kolekcji. Tym samym poszerzył on gamę ciemniejszych kolorów w mojej kosmetyczce i doskonale uzupełnił jesienny manicure. 


Lakierom Golden Rose jestem wierna już od dobrych kilku lat. O ile seria Rich Colour początkowo mnie nie zachwyciła, tak seria Paris przypadła mi do gustu już przy pierwszym użyciu. Biorąc do ręki ten egzemplarz, nie zastanawiałam się, z której serii on pochodzi (piękny kolor zdecydowanie wziął górę), ale nie zawiodłam się- jest RE-WE-LA-CYJ-NY, a jakością i pigmentacją dorównuje swoim droższym kolegom, np. granatowej wersji Astora, którą również możecie podziwiać na zdjęciu. 

W przypadku lakieru Golden Rose, zdecydowałam się na położenie dwóch cieńszych warstw lakieru. Jedna grubsza warstwa granatowego Astora dała pożądane krycie. Efekt głębszego granatu na paznokciach, dzięki dwóm cieńszym warstwom, możecie zobaczyć tutaj: All Eyes On You! Perfekcyjny lakier do paznokci- Astor Perfect Stay Gel Color 020.  

Na zdjęciach macie okazję zobaczyć paznokcie po trzech dniach od malowania. Gdzieniegdzie widać już drobne otarcia, jednak spokojnie będę mogła nacieszyć się tym manicurem jeszcze przez kilka kolejnych dni. 

Tym, czego używam, aby przedłużyć żywotność kolorowego lakieru na paznokciach, podzielę się w kolejnym paznokciowym wpisie.  





Jak Wam się podoba moje zestawienie? Co aktualnie nosicie na swoich paznokciach? Stawiacie na jesienne, a może już zimowe kolory?

Saturday, 19 November 2016

Gdzie kupuję kosmetyki? Dlaczego preferuję małe drogerie/hurtownie kosmetyczne? Miejsce w Krakowie, które polecam.

Nie skłamię, jeśli powiem, że pomysł na ten wpis zrodził się w mojej głowie ponad 3 lata temu! Wtedy to stawiałam pierwsze kroki na studiach w Krakowie a wizja podboju wielkich drogerii, takich jak: Rossmann, Hebe, SuperPharm itd. przyprawiała mnie o zawrót głowy. Wówczas w mojej rodzinnej miejscowości dostęp do szafy z kosmetykami Sally Hansen, Sleek czy Gosh był niemożliwy, więc zaopatrywałam się w nie głównie przez internet.

Spodziewałam się, że przeprowadzka do większego miasta spowoduje, że wreszcie wszystkie kosmetyki będą na wyciągnięcie ręki. Czy tak się stało? Odpowiedź znajdziecie w dalszej części wpisu. Przy okazji dowiecie się również, jakie kosmetyczne miejsce w Krakowie totalnie skradło moje serce!


Okazało się, że ceny kosmetyków w znanych drogeriach wcale nie są tak zachęcające, jak się tego wcześniej spodziewałam. Wręcz przeciwnie- były wyższe o kilkanaście/kilkadziesiąt procent niż w hurtowniach kosmetycznych, w których dotychczas robiłam zakupy. Przekonałam się o tym jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy za lakier do paznokci marki Astor w drogerii no-name zapłaciłam 17 zł, zaś w Rossmannie przyszłoby mi za niego zapłacić ponad 40% więcej. Jest różnica!

Ceny kosmetyków i chemii w Krakowie zraziły mnie na tyle, że z tego typu zakupami na początku studiów wstrzymywałam się aż do przyjazdu do rodzinnego domu. Pamiętajcie, że mówi do Was studentka ;). Z czasem i we Włoszczowie zaczęły się pojawiać produkty, w które niegdyś zaopatrywałam się wyłącznie przez internet, np. maska do włosów Kallos, kremy do twarzy Sylveco, a ich ceny były na tyle atrakcyjne, by nie korzystać już z usług sklepów internetowych


Miejsce w Krakowie, które polecam- Drogeria Pigment

  


Nie tak dawno odkryłam w Krakowie miejsce, w którym odnajdzie się każda kosmetykoholiczka. Podejrzewam, że wielu z Was to miejsce jest już znane- Drogeria Pigment na ul. Długiej 76. Kiedy tam weszłam po raz pierwszy, wiedziałam, że zdecydowanie przekroczę zaplanowany wcześniej budżet- totalnie przepadłam! Jednak dawno nie spotkałam miejsca, w którym można znaleźć tak szeroki asortyment- od kosmetyków naturalnych do pielęgnacji twarzy i ciała, przez azjatyckie, skończywszy na pędzlach do makijażu Maestro, Annabelle Minerals, czy pełnej gamie lakierów hybrydowych. 
W dodatku wszystko w bardzo przystępnych cenach (warto obserwować Drogerię na Fb/Instagramie, gdzie non stop informują o aktualnych promocjach)!

Zakochałam się w tym miejscu totalnie, dlatego bardzo chciałam się z Wami nim podzielić ;).









Nie chcę kłamać, że omijam wielkie drogerie szerokim łukiem i jestem głucha na organizowane promocje -49% w Rossmannie. Niemniej jednak zwracam dużą uwagę na to, ile kosztują kosmetyki w różnych drogeriach/hurtowniach kosmetycznych i porównuję ich ceny. Kiedy jednak przedstawiam kosmetyki na blogu, podaję ich orientacyjne ceny z drogerii (Rossmann, Hebe itp.), by mieć pewność, że taka sama cena obowiązuje zarówno w Gdańsku, jak i Krakowie. 

Napiszcie w komentarzach, gdzie zazwyczaj kupujecie kosmetyki (stacjonarnie/przez internet). Jeśli jesteście z Krakowa, dajcie znać, czy Drogeria Pigment jest Wam znana ;).

Friday, 11 November 2016

Kosmetyki wszech czasów, bez których nie wyobrażam sobie mojej codziennej pielęgnacji twarzy- BeBeauty, Pharmaceris.

Lubię zmieniać kosmetyki. Rzadko kiedy kupuję ten sam produkt kilka razy, chyba że jego działanie mnie zadowala. Dziś chciałam się z Wami podzielić kosmetykami, których używam od kilku lat i nie zamieniłabym ich na żadne inne. Są niedrogie, ogólnodostępne oraz świetnie spełniają swoje role.



Nawilżający żel micelarny 2w1- BeBeauty

  


Nawilżający żel micelarny 2w1, BeBeauty. Biedronka, cena- ok. 5zł/150 ml.

Podejrzewam, że nie tylko ja podchodziłam do niego sceptycznie- w końcu to żel stworzony na potrzeby marketu, w dodatku tańszy od drogeryjnych odpowiedników. 

Kiedy zaczynałam go używać moja cera przechodziła apogeum trądziku młodzieńczego. Twarz była sucha jak wiór, więc każdy kontakt z jakimkolwiek kosmetykiem kończył się podrażnieniem, zaczerwienieniem i uczuciem ściągnięcia. Zdecydowanie nie chciałabym wrócić do tamtych czasów. W przypadku tego żelu było jednak inaczej- moja twarz tolerowała żel micelarny z Biedronki nad wyraz dobrze. I wreszcie zapomniałam, czym jest pieczenie po umyciu twarzy.

Nawilżającego żelu micelarnego BeBeauty używam już od kilku dobrych lat. Przez ten czas zmieniało się jego opakowanie oraz skład, jednak przez cały ten czas dobrze mi służy. Jest bardzo gęsty, nie pieni się jak inne żele i idealnie dopełnia moją pielęgnację twarzy z wykorzystaniem szczoteczki sonicznej (również z Biedronki).

Choć do usunięcia makijażu używam płynu micelarnego (opis poniżej), tak ten żel świetnie sobie radzi z usunięciem pozostałości po niedokładnie zmytym makijażu. Dla mnie jest to ideał i nie oczekuję niczego więcej od żelu do mycia twarzy. Przetestowałam mnóstwo droższych kosmetyków do oczyszczania twarzy i żaden nie był jeszcze tak dobry.

Rada dla posiadaczek tego żelu: przed wyrzuceniem go do kosza, przetnijcie opakowanie na pół- mimo tego, iż żel nie chce się wycisnąć, w środku znajdziecie go jeszcze na kilka użyć.

Przeczytaj również: Szczoteczka soniczna BEAUTYline z Biedronki- czy polecam? Moja codzienna pielęgnacja twarzy.

Nawilżający płyn micelarny 2w1- BeBeauty

  

Nawilżający płyn micelarny 2w1, BeBeauty. Biedronka, cena- ok. 5zł/ 200 ml.
Historia lubi się powtarzać. Podobnie jak w przypadku żelu do mycia twarzy z Biedronki, początkowo nie pałałam wielkim zachwytem do kosmetyku, który nie stoi na półce w drogerii. 

Tymczasem jest to dla mnie najskuteczniejszy płyn micelarny- świetnie radzi sobie nawet z wodoodpornymi kosmetykami, nie podrażnia oczu i nie zapycha. Nie będę dyskutować, czy dzięki stosowaniu tego płynu, poziom nawilżenia skóry się podnosi- jak sugeruje producent- aczkolwiek cieszy mnie fakt, że skóra po przetarciu nasączonym wacikiem nie jest przesuszona czy przesadnie tłusta.

Płynu micelarnego używam dwa razy dziennie. W sklepie znajdziecie go w trzech wersjach: łagodzącej, nawilżającej i matującej. W swojej kosmetyczce miałam już wszystkie. Ku mojemu zdziwieniu wersja "łagodząca", której jest ulubieńcem mojej mamy, nie sprawdza się u mnie tak dobrze- zdarzało się, że po jej użyciu miałam podrażnione oczy. Z kolei mojej mamie nie pasuje wersja "nawilżająca"- z takich samym powodów, jak mnie wersja "łagodząca". 

Krem z 10% kwasem migdałowym na noc- Pharmaceris

  

Krem z 10% kwasem migdałowym na noc, II stopień złuszczania, Pharmaceris (Laboratorium kosmetyczne Dr Irena Eris). SuperPharm, cena- ok. 40zł/50ml.

To nieodłączny element mojej jesienno-zimowej pielęgnacji twarzy. Krem ten odkryłam w zeszłym roku dzięki koleżance, która, podobnie jak ja, borykała się z trądzikiem. Kwas migdałowy charakteryzuje się delikatnym działaniem dla skóry. W swojej kosmetyczce posiadam dwie wersje tego kremu z Pharmaceris- 5% i 10%. Tą pierwszą używam na samym początku jesieni- by przyzwyczaić do kwasów skórę. Od kilku tygodni stale używam kremu o stężeniu 10%.

Zarówno w przypadku kremu 5%, jak i 10% złuszczanie skóry jest znikome. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tego typu kosmetykami, więc początkowo spodziewałam się, że skóra będzie odpadać płatami, tymczasem każdego rana twarz jest nawilżona, przyjemna w dotyku i wygląda coraz lepiej. Nie ma mowy o suchych skórkach czy podrażnieniu. Za sprawą delikatnego działania kremu na twarz i uzyskaniu dobrych rezultatów (dzięki utrzymaniu regularności stosowania), zdecydowałam się również na profesjonalny zabieg u kosmetologa z wykorzystaniem kwasów o nieco mocniejszym stężeniu. Niemniej jednak kurację z kremem 10% również będę kontynuować.

To za co jeszcze lubię ten krem, to higieniczne opakowanie z pompką, które jest wyposażone w mechanizm pozwalający na wykorzystanie kremu do ostatniej kropli, bez konieczności rozkręcania czy przecinania opakowania. Mimo gęstej konsystencji, krem jest wydajny, choć raczej go nie oszczędzam- tego samego opakowania używam od zeszłego roku (wiosnę i lato spędził w lodówce; termin ważności od otwarcia- 12 msc.) i dopiero teraz mi się kończy.

Dajcie znać, czy lubicie te produkty i jakie są Wasze kosmetyki wszech czasów, bez których nie wyobrażanie sobie swojej codziennej pielęgnacji twarzy.