French w innym wymiarze

Tuesday, 29 October 2013

Czekoladowe rozwiązanie na paznokciach. Paznokcie po pięciu dniach od malowania.

Zwykle pokazuję Wam manicure maksymalnie po dwóch dniach od pomalowania. Wtedy paznokcie wyglądają najbardziej świeżo, nic nie odpada, nie odpryskuje a lakier pięknie lśni. Ostatnio nie miałam czasu na zmycie lakieru (to się wydaje wręcz dziwne, ale wynika też z lenistwa :P), toteż udało mi się sfotografować ostatnie podrygi mojego obecnego manicure. 



To "zdobienie" jest tak banalne, że aż ciężko nazwać je zdobieniem. Poniekąd całość urzekła mnie swoją prostą formą i pięknym czekoladowym odcieniem kolorowej bazy.



W rzeczywistości kolor ten jest głębokim brązem od Golden Rose Paris (113). Według mnie całkiem nieźle prezentuje się w obecności połyskujących ćwieków. Takie zdobienie jest w zasięgu każdej z Was- wystarczy odrobina chęci i czasu a przy tym garstka ćwieków  i jakiś fajny lakier do paznokci (ok. 60 potrzebnych na obie dłonie). 
Instrukcję dot. naklejania ćwieków znajdziecie TUTAJ


Mnie ten bazowy kolor zdecydowanie przypomina jesień... a Wam?!

Niezwykle ważnym tematem pojawiającym się przy malowaniu paznokci jest trwałość takiego manicure. Zwykle, gdy mam czas, maluję paznokcie co 3-4 dni. Teraz trochę zwolniłam tempo, więc nowy manicure pojawia się nie wcześniej niż co 6 dni. 



Ile zatem trzyma się mój manicure? Bez uszczerbku 2-3 dni. Pierwsze odpryski pojawiają się mniej więcej 3-go dnia, nie są to jednak ubytki, które są bardzo widoczne. Na zdjęciach widzicie niepoprawiany przeze mnie manicure po prawie 6-ciu dniach! Efekt jest chyba całkiem niezły ;). Oczywiście lakier najczęściej odpryskuje z paznokci tej ręki, którą piszemy. Są już widoczne delikatne "odrosty", mniej lub bardziej wypielęgnowane skórki, ale lakier wciąż się trzyma! Kolejny manicure wykonam zatem tuż przed Wszystkimi Świętymi. Myślę, że ten jeszcze spokojnie posłuży mi dwa dni :)   

W kolejnych paznokciowych postach podzielę się z Wami informacjami, jak przedłużyć trwałość lakieru, czym kieruję się przy wyborze lakieru oraz moje tricki jak odświeżyć manicure.

Co sądzicie o manicure? Wg mnie jest idealny dla jesiennych leniuszków, jak ja :)

Friday, 18 October 2013

MINIporadnik: Jak naklejam ćwieki na naturalne paznokcie?

Długo nosiłam się z zamiarem zakupu ćwieków. Głównie obawiałam się tego, że nie będę potrafiła ich aplikować na paznokcie a przez to- szybko odpadną. Ćwieki nie posiadają żadnego rodzaju kleju, dlatego częściej spotyka się je jako zatopione w żelu (mowa o tipsach), aniżeli na naturalnych paznokciach. 
Przeglądając kilka polskich i zagranicznych blogów, na których dziewczyny pokazywały swoje naturalne paznokcie przyozdobione ćwiekami, sama postanowiłam pokombinować z ozdobami. 
W czym tkwił problem? Nigdzie nie znalazłam instrukcji, jak poprawnie naklejać ćwieki, by trzymały się kilka dni a przy tym nie ścierały się.

Zwykle dostaję masę pytań od dziewczyn, czy ćwieki nie odpadają, a jeśli tak, to po jakim czasie, czy można w nich wykonywać normalne prace domowe, czy się nie ścierają...

Na podstawie swoich prób i błędów stworzyłam mały poradnik, który być może i Wam się przyda. Jest w formacie jpg., więc możecie go sobie skopiować bądź nawet wydrukować ;)


Ta technika pozwala mi się cieszyć pełnym kompletem ćwieków nawet 4-5 dni. Po tym czasie zdarza się, że pojedynczy ćwiek odpadnie (głównie z prawej ręki, ponieważ jestem praworęczna). Myślę, że to i tak długi czas, szczególnie, że wykonuję normalne prace domowe, takie jak: sprzątanie, pranie ręczne, mycie naczyń... . Jeśli ćwieki nie są naturalnie srebrnego koloru (czarne, złote, czerwone) istnieje też większe prawdopodobieństwo, że emalia będzie się z nich zdzierać do koloru srebrnego (zwłaszcza, jeśli nałożycie tylko jedną warstwę Top Coatu).

Ćwieki nabywam przez internet, w sklepie AllePaznokcie.


Na koniec jeszcze kilka zdjęć moich naturalnych paznokci przyozdobionych ćwiekami. Klikając w zdjęcia przenosicie się do posta:





Kraków i okolice! Jeśli chciałybyście mieć podobny manicure na swoich paznokciach a czujecie, że same temu nie podołacie, chętnie podejmę się malowania Waszych paznokci. Odezwijcie się do mnie w komentarzu lub po prostu- napiszcie maila: karinakotulska@op.pl. Chętnie Was poznam!

Mam nadzieję, że ten MINIporadnik się Wam przyda. Dajcie znać, czy będziecie próbowały same tak ozdobić paznokcie.





Tekst przeczytasz także na: www.beautybook.pl 

Thursday, 17 October 2013

Delikatne zdobienie z czarnym pazurrrem!

Ten manicure miał nie pojawiać się na łamach bloga, ponieważ myślałam, że będzie istną kopią jednego z poprzednich, który miałyście okazję zobaczyć, o TUTAJ.
Stwierdziłam jednak, że jestem znudzona słodkimi różowymi zdobieniami, więc chciałam je przełamać czymś znacznie ostrzejszym. Zdecydowałam się na klasyczną czerń w nietuzinkowym wydaniu- Golden Rose Jolly Jewels 117. 


Połyskujące drobinki przypominają mi rybią łuskę, ale jednocześnie złoty motyw w tym przypadku wydaje mi się być niezwykle elegancki. Przed nałożeniem Golden Rose JJ polecam nałożyć jedną warstwę czarnego, dobrze kryjącego lakieru (ja wybrałam Bell Glam Wear412). Pozwoli to na uzyskanie jeszcze głębszego koloru. JJ co prawda posiada czarny pigment, ale nie jest on na tyle kryjący, by za pierwszym razem uzyskać efekt, jak na zdjęciu.

Do zdobienia standardowo użyłam ćwieków w postaci czarnych rombów. Całość ozdobiłam złotym linerem.

Ten manicure, który widzicie na zdjęciach ma już trzy dni. Trzyma się całkiem nieźle, jak na prace domowe, które wykonuję rękoma (mycie naczyń, pranie czy częste stukanie paznokciami o klawiaturę). Na chwilę obecną widoczne są tylko drobne otarcia czarnego lakieru. Żaden ćwiek jeszcze nie odpadł.

Wiele osób pyta, czy takie ćwieki nie odpadają zaraz po ich nałożeniu na paznokcie. Moja odpowiedź brzmi: NIE! ale... reszty dowiecie się w kolejnym poście, w którym zamieszczę kilka przydatnych rad dotyczących nakładania ćwieków :)

Użyte lakiery: /baza: Killys- Preparat do Paznokci Witaminowa Bomba/, /baza kolor: Golden Rose with Protein 330/, /złoty liner- Delia art mini nr 16/, /kolor- kciuk i serdeczny- Golden Rose Jolly Jewels 117/, /ćwieki- AllePaznokcie/, /top coat Sally Hansen Insta Dri/.

Jak oceniacie zdobienie? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii :)


P.S. Kraków i okolice! Jeśli chciałybyście mieć podobny manicure na swoich paznokciach a czujecie, że same temu nie podołacie, chętnie podejmę się malowania Waszych paznokci. Odezwijcie się do mnie w komentarzu lub po prostu- napiszcie maila: karinakotulska@op.pl. Chętnie Was poznam!

Więcej zdjęć moich zdobień znajdziecie TUTAJ.


Monday, 14 October 2013

Moja miesięczna pielęgnacja włosów z serią Jedwab od Joanny

Dokładnie miesiąc temu otrzymałam od Laboratorium Kosmetycznego Joanna cztery kosmetyki do pielęgnacji włosów z serii Jedwab. O ile poprzednie kosmetyki do włosów (Argan Oil) średnio mi spasowały (zgarnęła je mama, która teraz notorycznie się w nie zaopatruje), tak tym razem jestem bardzo zadowolona.

Z serii Jedwab przetestowałam: szampon wygładzający, odżywkę wygładzającą, odżywkę w sprayu ułatwiającą rozczesywanie i maskę wygładzającą. Cała seria przeznaczona jest do włosów suchych i zniszczonych, czyli teoretycznie nie do moich, ale i tak całkiem nieźle się sprawdziła pod wieloma względami. Jednym z nich jest bardzo przyjemny i delikatny zapach, który posiadają wszystkie te kosmetyki.


Szampon (6,49zł/200ml)
Nie muszę mówić, że najczęściej korzystałam z szamponu oraz odżywki w sprayu. Przy myciu włosów co dwa dni, teraz szampon jest już na wykończeniu. Użyłam go zatem ok. 15 razy (+/- 2). To dosyć sporo, ponieważ nie szczędziłam szamponu.
W moim przypadku kosmetyk ten zdecydowanie zdał egzamin. Moje włosy na ogół już drugiego dnia są nieświeże (przetłuszczone, oklapnięte). Tu zauważyłam, że szampon nie przedłużył ich świeżości do trzech dni, ale przynajmniej drugiego nie było tragicznie (dopiero wieczorem były lekko przetłuszczone). Czy szampon faktycznie wygładza włosy? Tu miałabym pewne zastrzeżenia. Co prawda włosy nie były napuszone po wysuszeniu, ale w porównaniu do innego szamponu, który ma takie samo zadanie, a więc wygładzenie (Schwarzkopf)- Joanna sprawdza się o wiele gorzej. Dla mnie to jednak dobra wiadomość, gdyż samo wygładzenie używając innych szamponów niejednokrotnie kończyło się u mnie oklapnięciem. Po umyciu włosy pięknie błyszczą- za to zdecydowanie należy się duży plus!
By dokładnie domyć włosy musiałam sięgać średnio przy jednorazowym myciu głowy po butelkę 2-3 razy. Zatem szampon nie sprawdziłby się u osób, którym zależy na szybkim myciu głowy.

Odżywka w sprayu ułatwiająca rozczesywanie (8,39zł/150ml)
Moja ulubiona- odżywka w sprayu, której używam, gdy tylko chcę przeczesać włosy grzebieniem, obojętnie czy to na mokro, czy na sucho. Oczywiście staram się nie psikać sprayem włosów zbyt wysoko, by nie obciążyć ich. Przy jednorazowym użyciu naciskam spust ok. 10 razy, taka ilość wystarczy, by po kilkunastu sekundach zanurzyć we włosach grzebień. Zauważyłam mniejszy opór przy czesaniu i mniej kołtunów, a tym samym- na grzebieniu zostawało mniej wlosów. Odżywka ma bardzo przyjemny zapach, który nie utrzymuje się zbyt długo (to dobra wiadomość dla tych, którzy nie przepadają za zbyt intensywnym zapachem kosmetyków do włosów), w dodatku jest bardzo wydajna- w ciągu miesiąca i używania jej ok. 2 razy w ciągu dnia ubyło jej naprawdę niezbyt wiele. Nawet kilkanaście psiknięć na włosy nie obciąża ich, czego akurat bardzo się bałam testując ten kosmetyk.



Odżywka (6,49zł/200ml) i maska (7,96zł/150ml)
Co któreś mycie używałam naprzemiennie a to odżywki, a to maski. Nie jestem w stanie ocenić ich działania. Miałam wrażenie, że wmasowując odżywkę we włosy, ona po pewnym czasie gdzieś znika (spływa?) a ja dotykam tylko mokrych włosów. Maska natomiast mimo poprawnego stosowania- od połowy ucha w dół- wpływała na silniejsze przetłuszczanie się włosów, dlatego ograniczyłam jej stosowanie do jednego razu w tygodniu. Niemniej jednak włosy zaraz po wysuszeniu także ładnie błyszczały i zdecydowanie nie przypominały siana. Nie są to jednak kosmetyki dla zniszczonych włosów po zabiegach fryzjerskich, gdyż są za słabe wg mnie,a przecież moje włosy nie mają najgorszej kondycji.

Moim zdaniem

To naprawdę jedna z moich ulubionych serii kosmetyków do włosów. Być może samą odżywkę i maskę wymienię na coś innego, ale nie zmienia to faktu, że z szamponem, jak i odżywką w sprayu ułatwiającą rozczesywanie bardzo się polubiłam. Dzięki tym kosmetykom mogę pożegnać się z innymi, droższymi zamiennikami, których do tej pory używałam. Niestety minusem jest fakt, że w większości z nich znajdują się silikony, które w nadmiernych ilościach mogą zrobić szkody włosom. Zastanowię się zatem nad naprzemiennym stosowaniem kosmetyków z Joanny z jakimiś mniej "nasilikowanymi". 
Ceny tych kosmetyków są naprawdę niskie. Co więcej, dostępne są od ręki w większości drogerii/ hurtowni kosmetycznych. Jeśli zatem Wasze włosy nie należą do zbyt zniszczonych po zabiegach fryzjerskich (tu, myślę, te kosmetyki by się nie sprawdziły) lub nie chcecie wydawać fortuny na szampony i odżywki, zaopatrzcie się w serię Jedwab od Joanny.

Dajcie znać, czy znacie tę serię, a może miałyście i wyrobiłyście sobie na jej temat opinię. A jeśli nie miałyście serii Jedwab, napiszcie, czy czujecie się zachęcone jej kupnem.






Tekst przeczytasz także na: www.beautybook.pl